A dzisiaj piszę tekst w wypadku mojego bloga mocno nietypowy – będzie przydatny. Polecę kilka stron, rozwiązań i aplikacji. Każde z nich sprawiło, że moje życie stało się o maleńki procencik lepsze.
Możecie przeczytać, przemyśleć i ewentualnie spróbować. Być może dzięki moim sugestią coś się w Waszym życiu nieznacznie zmieni.
1. Nieżarcie słodyczy
Ja słodyczy nie jadłem. Ja je żarłem. Drożdżówka rano. Ciasto po obiedzie. Niby zdrowy serek waniliowy po kolacji. W międzyczasie dwa czy trzy batony, które się nie liczyły, bo były pochłaniane tak, o w biegu i przy okazji.
I jak zapanowałem nad ilością cukru (w sensie zmniejszyłem), nagle okazało się, że mam wyższą koncentrację i lepiej śpię. Do tego poprawiła się moja cera, zredukowały się cienie pod oczami i zeszło opuchnięcie mordy (wcześniej nawet sobie z niego nie zdawałem sprawy).
Więc jeśli nie wierzycie lekarzom i dietetykom, uwierzcie losowemu typowi z internetu. Cukier nie krzepi. Cukier szkodzi. Zrezygnować z niego, praktycznie nie da, bo jest wszędzie. Ale już samo zmniejszenie jego ilości może zdziałać cuda.
2. Opaska na oczy, czyli klapki do spania
Tak wiem, że pół wszechświata obecnie mówi, żeby zdjąć klapki z oczu. Ja je jednak postanowiłem założyć (ale tylko do snu).
Jakoś dwa lata temu miałem przejściowe problemy ze snem. Właśnie wtedy postanowiłem kupić sobie opaskę na oczy. Tak wiem, że to kojarzy się ze sfochowanymi damulkami. Tak wiem, że w komediach z takimi opaskami przedstawiane są upierdliwe sąsiadki, które nie pozwalają pijanym bohaterom normalnie robić awantury w środku nocy.
Jestem w stanie żyć z tym, że część ludzi wrzuci mnie do jednego worka z postaciami powyżej. Opaska na oczy to kolejna rzecz, która zawrotnie poprawia jakość snu. Szczegóły naukowe jej działania wyglądają z grubsza tak: cośtam, cośtam, cośtam, zanieczyszczenie świetlne, cośtam, cośtam, zmniejszone wydzielanie melatoniny.
Doczytajcie sobie we własnym zakresie. Albo za 20 złotych zamówcie opaskę do spania i przetestujcie sami.
3. LetyShops – zwrot hajsu za zakupy
Był taki moment w historii internetu, w którym LetyShops dosłownie wyskakiwało z lodówki. Promowali je zadziwiająco duzi i rzekomo sławni Youtuberzy. Stwierdziłem więc, że ja też je podpromuję, pomimo że nie jestem duży ani sławny (nawet rzekomo).
Co to jest LetyShops? Serwis z cashbackami. Za każdym razem, jak robisz zakupy na Allegro, wchodzisz na nie przez specjalny link. Po transakcji dostajesz mały zwrot od wydanej kasy. W wypadku Allegro jest to 1.7%. W wypadku takiego Alliexpressa zwrot może momentami dochodzić nawet do 50%!
Jak to się opłaca firmom sprzedającym? Nie wiem, nie rozumiem i szczerze mówiąc, nie interesuje mnie to. Jedyne, co mnie w tej sytuacji obchodzi, to to, że ja dostaję swojego rodzaju odsetki od każdych zakupów robionych online.

4. Revolut – bank ale taki fajny
Revolut zaczynał jako karta przedpłatowa z dołączoną aplikacją. Obecnie działa właściwie jako pełnoprawny bank. Ale taki, któremu jeszcze nie odwaliło i oferuje swoim klientom naprawdę jasne zasady.
Konto walutowe zakładacie jednym kliknięciem. Świetnie sprawdza się podczas wyjazdów za granicę.
Równie szybko otwiera się konto oszczędnościowe z 3% oprocentowaniem. Uwierzcie mi, że w innych instytucjach to nie zawsze jest takie proste.
Tutaj, szast prast i możecie obserwować, jak Wasze oszczędności przyrastają i to każdego dnia (kapitalizacja dzienna).
Tak wiem, że 3% to nie jest dużo (poniżej inflacji). Jednocześnie, wielu osobom ciężko się zmobilizować do wertowania zasad zakładania innych kont. To jest łatwe, proste i ogólnie wydaje się bombowe.
| UWAGA! Jest to produkt bankowy, więc zanim z niego skorzystacie, poczytajcie o nim i upewnijcie się, że na pewno chcecie. Mi się sprawdza, ale przypominam, że jestem jedynie jakimś kompletnie Wam nieznanym gościem z internetu. KONIEC UWAGI! |
5. Wyszukiwanie w Bingu (i zbieranie punktów)
Link do Zbierania Punktów w Bingu (Microsoft Rewards ;))
Teraz właściwie każdy chce, żebyście zbierali u niego jakieś punkty – od banków po Żabkę. Bardzo ciekawą promocję z tego nurtu ma Bing (podróbka Google od Mikrosoftu). Otóż twórcy wyszukiwarki są na tyle żądni użytkowników (albo na tyle zdesperowani), że jest skłonni płacić za korzystanie ze swoich usług.
Płacić wprawdzie punktami, ale te ostatnie można wymienić na vouchery do wykorzystania na zakupy online (albo do kupienia sobie bajeranckiej zbroi w grze online).
Taki kupon na 50 złotych na Allegro można zdobyć za mniej więcej 15 800 punktów. Czy to jest dużo? A w cholerę. Ale przypominam, że te punkty zdobywa się za wyszukiwanie. Czyli wystarczy, że zmienicie wyszukiwarkę i dostajecie drobne hajsy za samo przeglądanie głupot w internecie.
I tak, dla mnie to jest znaczący upgrade życia. Bo są rzeczy, na które szkoda mi hajsu, niezależnie od tego, ile aktualnie zarabiam. Takie żelazko na przykład. Dlaczego u diabła miałbym wydawać pieniądze na żelazko? Nie przekonuje mnie nawet to, że moje jest tak zjechane, że każde użycie grozi pokopaniem prądem.
A jak żelazko kupię za voucher zdobyty mimochodem przy googlowaniu (przepraszam, bingowaniu), mój mózg nie postrzega tego jako strasznej, dojmującej straty.

6. Oglądanie rzeczy na Amazon Prime
Nie macie wrażenia, że serwisy streamingowe ostatnio podrożały? Nooo, podrożały jak diabli. Za znośne pakiety trzeba zapłacić nawet 50 złotych miesięcznie.
Dostawcy seriali zrezygnowali nawet z dawania darmowych miesięcy próbnych. W związku z tym stary polski trick z zakładaniem nowego maila przez okres miesięcy dążący do nieskończoności, już nie działa.
Na tym tle wyjątkowo pozytywnie wypada Amazon Prime. Kosztuje 49 złotych za rok. Część pozycji w katalogu będzie wyszczególniona jako dodatkowo płatna, ale i tak jest co oglądać. Tutaj mamy Boysów, Invincible, Flea Bag.
A przy okazji w tej cenie otrzymujemy darmową dostawę produktów z Amazona (takie Amazon Smart ;) No i tutaj głupio by było nie wspomnieć – w serwisie LetyShops, o którym wspomniałem parę pięterek wyżej Amazon ma statystycznie wyższe cashbacki niż Allegro (zazwyczaj tak 5% do 20%).
7. Ćwiczenia oddechowe
Wiele osób odkrywa je na terapii. Ja na terapii nie byłem. Ale powiedzieli mi o nich znajomi, którzy byli. A później doczytałem, pooglądałem, zacząłem stosować.
W dużym skrócie wygląda to tak:
Wydech dłuższy niż wdech uspokaja.
Wydech krótszy niż wdech dodaje energii.
Teraz jak potrzebuję sobie dodać mocy, robię tak zwany oddech smoka. Jak potrzebuję wyluzować, robię oddech kwadratowy (był on jedną z kilkudziesięciu technik, które pomogły mi zapanować nad słodyczami).
I tak, wiem, że dla wielu osób będzie to brzmiało jak całkowite, skończone, sekciarskie mambo-jumbo. Dlatego teraz udajcie się do naukowych i wiarygodnych źródeł, żeby sprawdzić, że są to legitne i naukowo udowodnione metody :)
W miarę zabawny podcast
Mógłbym go polecić jako najśmieszniejszą rzecz, jaką znajdziecie we współczesnym internecie. Jako wielką eksplozję śmiechu, w której pojawiają się największe tuzy stand-upu i przyszłe gwiazdy komedii.
Powiem bardziej szczerze. Jest to mój podcast i staram się go nagrywać bez napinki :) Ale zapraszam do niego fajnych komików, żeby opowiadali o trudnych występach, więc czasem bywa zabawnie.