Najgłupsze techniki motywacji, jakie udało mi się wymyślić

Techniki motywacji od lat przepełniają internet. Sieć aż kipi od blogów, na których nastoletni ludzie, których największym osiągnięciem jest dwadzieścia lików na Facebook’u, doradzają innym ludziom, jak zmotywować się do odniesienia sukcesu. Jestem pełen podziwu dla tej mesjanistycznej młodzieży, która poświęca czas, by swoim mutującym głosem szeptać japiszonom zachęty do zdobywania nowych porcji korporacyjnych punktów. Dzisiaj postanowiłem ulżyć motywacyjnym nastolatkom w ich ponadludzkim trudzie i pomimo trzydziestki za karkiem zasilić ich szeregi. Techniki motywacyjne poniżej są całkowicie unikalne. Nie ma ich nigdzie indziej, bo napisałem je na kolanie, a nawet lekko na odpieprz się. Czytaj dalej „Najgłupsze techniki motywacji, jakie udało mi się wymyślić”

Czy ja powinienem się silić?

Na co się silić? Oczywiście na śmieszność.

Jestem kabareciarzem (Och, Tomek! Niemożliwe! Dawno nie wspominałeś.) więc teoretycznie mój blog powinien tryskać humorem i ociekać komedią. W każdym poście powinno się znajdować więcej żartów, niż właściciel ubojni świń ma skwarek w porannej jajecznicy. (Silenia się przykład numer jeden.) Czytając moje wypociny przez duże W ludzie powinni się tarzać ze śmiechu, tak jak ja to nieomal robię, kiedy wejdę na fanpage Make Life Harder. A czy się tarzają, czy parskają, czy też jedynie łapie ich przelotny chichot przypominający czkawkę, czy też po raz drugi jedynie milcząco brną przez tekst lub patrzą z zażenowaniem, jak ja na poczynania Dema3000, to tak naprawdę cholera ich wie… Czytaj dalej „Czy ja powinienem się silić?”

Na warsztatach u sapiących tancerzy

stopa

Zacznę tak. Razem ze znaczną częścią grupy AD HOC wziąłem udział w warsztatach ruchowych poprowadzonych przez Krakowski Teatr Tańca. Nietrudno się domyślić, że to właśnie tę drugą instytucję nazwałem w tytule sapiącymi tancerzami. Warsztaty mi się bardzo podobały, członkowie KKT są niewiarygodnie sympatyczni, ale nie da się ukryć, że kiedy idą w tan to sapią jak astmatycy w przedśmiertnym stadium choroby. Oni oraz inni praktykanci, amatorzy i propagatorzy Tańca Współczesnego dorobili sobie do tego nawet teorię dźwięków ciała. Z rozmaitych sapów, westchnień i przedechów uczynili formy wyrazu artystycznego (astmatycznego?). Czytaj dalej „Na warsztatach u sapiących tancerzy”

Klasyk z urzędu skarbowego

Nie powinno mnie to dziwić i gdyby ta prosta historia dotyczyła kogoś innego, tylko bym się uśmiał. Ale ponieważ dotyczy akurat mnie, lekko podniosła mi ciśnienie, żeby nie powiedzieć, że wkurwiła. Dostałem wezwanie (wczoraj!!!) od Urzędu Skarbowego w Pczewa (miejsce zameldowania) do złożenia Pita-37.

Pita naturalnie złożyłem i to mocno przed ostatecznym terminem (przed początkiem maja), natomiast wysłałem go do urzędu w Krakowie (miejsce zamieszkania), do czego mam prawo, a nawet obowiązek. Okazało się, że urząd krakowski najwyraźniej się nie lubi, a na pewno nie utrzymuje kontaktów z placówką w Pczewie. Żaden małopolski urzędas nie zdecydował się na poinformowanie urzędasa świętokrzyskiego o tym, że mój pit dotarł i że jest z nim wszystko w porządku (Dostałem zwrot podatku. Zakładam, że gdyby było coś nie tak, raczej bym tych pieniędzy na koncie nie zobaczył.) Czytaj dalej „Klasyk z urzędu skarbowego”

Kilka stron, które sprawiły, że zacząłem się zastanawiać, czy nie trafiłem do rzeczywistości alternatywnej

scihza

Internet to ostatni bastion ludzkiej wolności, miejsce w którym możesz zrobić absolutnie wszystko (tak długo jak sprowadza się to do wyrażenia swoich myśli bądź innej formy publikacji.) Ogólnie z reguły ten fakt promuję, hołubię i popieram. Bardzo mnie cieszy dzisiejszy świat, w którym każdy może założyć bloga i jeśli ma ochotę, pisać na nim, że Polacy są najwspanialsi, albo że jemu samemu (autorowi) na przykład cuchną skarpety. Aczkolwiek są takie miejsca w sieci, do których trafiam, czytam i nie dowierzam. Pod spodem drobna kolekcja stron, które dosyć mocno pozaginały sposób w jaki patrzę na świat. Czytaj dalej „Kilka stron, które sprawiły, że zacząłem się zastanawiać, czy nie trafiłem do rzeczywistości alternatywnej”

Tak się reklamuje taniec erotyczny!

playhouse2Parę osób może w to uwierzy, większa część pewnie jednak nie: natknąłem się na powyższe ogłoszenie przez przypadek. Po wpisaniu hasła „Warszawa” w Google na Wapie, wyświetla się jako pierwsze. Sami sprawdźcie.

Zacząłem się śmiać tak bardzo, że aż wszedłem na stronę i ją sprawdziłem. Niestety dalej jest typowo: na zdjęciach diamentowe ślicznotki piją szampana wijąc się na kolanach nadzianych przystojniaków. Po obiecanych w nagłówku żeńskich pokrakach nie ma ani śladu. Być może rzeczywiście istnieją, ale żeby doznać zaszczytu oglądania ich, trzeba się zjawić w lokalu we własnej osobie. Czytaj dalej „Tak się reklamuje taniec erotyczny!”

Sprawdź ofertę występu z żartami na temat branży. Stand-up na imprezę firmową