Istnieją na tym świecie ludzie, którzy każdą próbę zarobienia na działalności artystycznej traktują jak oszustwo. Zdaniem wielu, zwłaszcza początkujących, organizatorów kabareciarze, muzycy, klauni i inne estradowe wycieruchy powinny występować za darmo, za możliwość promocji (bo przecież z pojawieniem się na pikniku rodzinnym w Skorzeszycach wiąże się znaczny prestiż), no góra za dwieście złotych mających posłużyć jako zwrot kosztów podróży. Domaganie się większej gaży bywa postrzegane jako naciąganie i zachłanność, bo przecież lata oficjalnego bądź nie przygotowywania się do zawodu i godziny pracy nad materiałem nic nie kosztują. Być może właśnie w związku z tym przeświadczeniem, panującym wśród części eventmenagerów, wykształciła się pewna specyficzna grupa artystów, specjalizujących się właśnie w robieniu ludzi w wała. Chodzi oczywiście o Con Artists. Con po angielsku to przekręt, numer sprytnie wykorzystujący ludzką psychikę do wyłudzenia pieniędzy. Słowo „artist” ma tutaj znaczenie minimalnie metaforyczne, ale nie można powiedzieć, że nie pasuje. Con artists to nie są zwykli złodzieje. Ich przekręty posiadają poziom skomplikowania dobrych iluzji. Wymagają też znacznych umiejętności kuglarskich i aktorskich oraz dużej dozy bezczelności. Z przyczyn całkiem oczywistych większość con artists nie posiada stron internetowych i nie ogłasza swoich ofert w gazetach. Nie da się ich po prostu znaleźć. Dlatego pojawia się pytanie, czy ci mistrzowie wyrafinowanego przekrętu rzeczywiście istnieją, czy też zostali wykreowani przez amerykański przemysł filmowy. Czytaj dalej „Con artists – dzieła sztuki wśród przekrętów”
