Kabaretowe popijawy

Dla niektórych realizacje telewizyjne to ciężka praca. Główni prowadzący, reżyserka, inspicjenci, kamerzyści i im podobni muszą być w pogotowiu przez około dwanaście godzin prób i nagrań. Jeśli zdarzy mi się być na nagraniu (a ostatnio na szczęście mi się zdarza) z reguły się obijam. Nie znaczy to, że jestem leniwy ani, że nie wykonuję powierzonej mi roboty. Po prostu mam jej mniej. Jestem mało istotnym pionkiem (pionek może się stać istotny, tylko kiedy bije króla:), który wychodzi na scenę maksymalnie cztery razy w ciągu programu i to z reguły w niewiele znaczących celach, takich jak podanie komuś listu, albo nierówne tańczenie w tle niezwykle ważnych wydarzeń (takich jak napisy końcowe). [Swoją drogą dziwne, że biorąc pod uwagę moje ruchy paralityka i wyczucie rytmu na poziomie głuchego artylerzysty, dalej mnie do tych czynności wyznaczają.]

Czytaj dalej Kabaretowe popijawy