Colin Robinson, czyli jak nudziarz może bawić

Wiecie, że istnieje serialowa wersja “Co robimy w ukryciu”? Nie? To już wiecie. Została zrealizowana przez twórców oryginału i jak do tej pory liczy sobie dwa sezony (trzeci w planach). Obejrzałem i jedna postać mnie kompletnie rozwaliła. Colin Robinson to pomysł na miarę Monty Pythona, “Ricka & Morty’ego”, “Co robimy w ukryciu.”

I tak wiem, że porównywanie “What we do in the shadows” do “What we do in the shadows” może się wydawać bez sensu. Dla mnie jednak ma sens i to ogromny. Film to najlepsza czarna komedia, jaką w życiu widziałem. Serial jest spoko, nawet bardzo spoko, ale do oryginału dorównuje tylko momentami (i to głównie za sprawą Colina Robinsona).

Colin jest wampirem energetycznym i wysysa energię z ofiar potwornie je nudząc. Rozpiszę się na jego temat w drugim paragrafie. Najpierw jednak wspomnę parę słów o samym serialu. Zakładam, że nie wszyscy z Was go oglądali.

O co chodzi w telewizyjnym “Co robimy w ukryciu”?

Serial jest czymś pomiędzy remakiem a autoplagiatem. Waititi i Clement wzięli ten sam pomysł i na jego kanwie napisali nową fabułę. Historia rozgrywa się w innym miejscu i trochę innym czasie.

W filmie cztery wampiry mieszkają razem w Wellington (Nowa Zelandia).

W serialu cztery wampiry żyją w domu na Staten Island (rzekomo nudna część Nowego Yorku).

Ważny jest fakt, że rozmawiamy o zupełnie innych wampirach. Serialowi krwiopijcy mają cechy podobne do filmowych, ale jednak są odrębnymi postaciami.

W wersji telewizyjnej główni bohaterowie to:

  • Nandor – wampir z głębokiego średniowiecza. Był władcą fikcyjnego państwa Al Quolanudar i budzi pewne skojarzenia z historycznym Draculą. Stanowi rzadkie połączenie okrucieństwa i lenistwa. Kompletnie nie ogarnia technologii. Ewidentnie wychował się w państwie o charakterze islamskim, a jednocześnie boi się krzyża. Jak sugeruje mądrość filmów klasy B w wypadku wyznawców innych religii powinno to działać troszeczkę inaczej.
Nie wiem, z jakiego to filmu, ale chyba jakiś meksykański komedio-horror.
  • Laszlo – dziwny przypadek. Dystyngowany wampir przy kości, który momentami ma bardzo wysokie mniemanie o swojej urodzie. Został przemieniony przed Nadję i jest mężem Nadji, co chyba stanowi wampirzy odpowiednik kazirodztwa. Laszlo jest mistrzem hipnozy, przycina żywopłot w waginy i mówi “nietoperz” zawsze kiedy, chce się zamienić w nietoperza.
  • Nadja – nawiązanie do wszystkich seksownych wampirzyc, które pojawiły się we wszystkich kiepskich filmach świata. Miała w życiu wielu kochanków, ale zawsze wraca do Laszla. Czasami się kłócą, ale to chyba normalne w związkach o stażu powyżej trzystu lat.
  • Colin Robinson – bez jaj. Piszę o gościu cały tekst, więc nie będę go przedstawiał dodatkowo w wypunktowaniu.

W serialu epizodycznie pojawiają się też postacie z filmu. Ale dlaczego i w jakiej sytuacji… to już nie będę zdradzał.

O co chodzi z Colinem Robinsonem?

W naszym prawdziwym świecie czasami trafiają się wampiry energetyczne. Osoby, których towarzystwo i sposób bycia cholernie męczą. Po spotkaniu z nimi masz ochotę skoczyć ze skały albo przynajmniej schlać się i zapomnieć.

Okazuje się, że w uniwersum “What we do in the shadows” wampiry energetyczne to nie żadna metafora. Są mistycznymi stworzeniami nocy. Demonami, których boją się nawet inne wampiry. I właśnie do tej grupy należy Colin Robinson.

Colin Robinson podczas karmienia w biurze.
Colin Robinson podczas karmienia w biurze.

Nandor, Laszlo i Nadja są staroświeccy, charyzmatyczni i eleganccy. Colin Robinson to łysy facet, który nosi brzydkie swetry.

Nandor, Laszla i Nadja oddają się okrutnym ucztom, w trakcie których wysysają krew ze śmiertelników. Colin Robinson zabiera ludziom energię życiową potwornie nudząc i/lub lekko drażniąc. Godzinami gada o swoich schorzeniach, opowiada bardzo złe dowcipy i bardzo głośno temperuje ołówki.

Nie potrafi zamieniać się w nietoperza, ale za to słońce nie robi mu krzywdy. Należy też do jedynej grupy wampirów, które mogą karmić się energią swoich pobratymców. I Colin korzysta z tego przywileju z wielką ochotą. Wymądrza się, mamrocze nieprzydatne rady i wystukuje o poranku dziwne rytmy na sarkofagu Nandora.

W filmie tym czwartym, odstającym wampirem był Petyr – Nosferatu żyjący od kilku tysięcy lat. Jego upiorna twarz i zupełnie zdehumanizowane zachowania ciekawie kontrastują z Viago, Deaconem i Vladem.

Oglądając serial nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że Colin Robinson jest właśnie zastępstwem za Petyra. I to muszę powiedzieć, zastępstwem bardzo dobrym. Colin wprowadza do produkcji kolejne, mocno niespodziewane warstwy absurdu.

Podczas oglądania kilka razy łapałem się na tym, że szkoda mi było pijących krew potworów, bo do pokoju wszedł łysy gość i zaczął opowiadać ciekawostki o mitologii greckiej.

Jeszcze więcej o nudzie

Jakiś czas temu odkryłem, że istnieją filmy, które nudzą prawie tak sprawnie jak Colin Robinson. Zrobiłem listę. Jedna, z tych produkcji nawet opowiada o wampirach. Wiecie, o którą mi chodzi? (Sorry, Tildo Swinton.)

Leave a Reply