5 anegdot z występów Krzysztofa Kasparka

Krzysztof Kasparek to człowiek, który w komediowym świadku spróbował sił w wielu różnych formach. Jeździ ze swoim stand-upem jako support Mieszka Minkiewicza. Jest mocno rozpoznawalnym na krakowskich scenach improwizatorem. A żeby tego było mało, rozbawia ludzi również jako klaun w szpitalu (w ramach działań organizacji Czerwone Noski).

Niedawno Kasparek był gościem mojego podcastu i trochę poopowiadał o dziwnych rzeczach, które mu się zdarzyły w trakcie występów.

1. Sceniczny katarzis za pomocą pomidorów

Krzysiek jest członkiem Comedy Lab i regularnie bierze udział w eksperymentach tej ekipy. Panowie (i Pani) raz do roku organizują Wieczór Pomidorowy. Czym on jest możecie dowiedzieć się poniżej:

„… tego dnia konkretnego ludzie dostają po dwa pomidory do łapy i jak Ci się nie podoba występujący albo to, co mówi, albo po prostu masz taką ochotę, to możesz w niego rzucić pomidorem i jest git.

Artefakt jest wtedy przystrojony jak… Nie wiem, jak ktoś jeszcze oglądał Dextera, gdzie on tam planował te swoje zabójstwa, to tam salę wykładał folią, żeby nie zostały żadne ślady. To też wygląda, też jest tak właśnie rozłożone folią. Oprócz tego pierwsze rzędy dostają płaszcze przeciwdeszczowe.

(…)

I masz takie, ile ja w życiu gówna z tej sceny powiedziałem, nieśmiesznego, niepotrzebnego i tak dalej, a tutaj mówisz coś, dostajesz tym pomidorem i to jest dla mnie przynajmniej takie bardzo katartyczne, że to jest takie bardzo szybkie rozgrzeszenie…”

2. Deweloper zniszczył Kasparkowi występ

Heckler to w komediowym żargonie człowiek, który próbuje przeszkodzić występującemu. I czasami tak się zdarza, że heckler jest też deweloperem.

„Miałem ten żart do przetestowania i wyszedł mi jakiś taki crowdwork. Siedziała tam jakaś parka, no i chciałem tak jeszcze zagadać, żeby sobie podbić trochę energię.

I zapytałem się co robi, ona powiedziała, że jest asystentką, czy tam sekretarką w biurze deweloperskim. No więc niewiele myśląc, bo gdzieś tam też mam w tle jakieś tam próby kupowania mieszkania i tak dalej, wypaliłem do niej, to wiesz co, jak ten, czy mogłabyś zrobić coś dla mnie i jak ten deweloper będzie nie będzie patrzył, to daj mu tą kawę i weź mu napluj w ryj, nie?

No i tam niby spoko, nic tam się nie stało, ale potem okazało się, że Jakiś gościu nagle wstał i zaczął coś tam gadać i mówi, że on jest deweloperem.

Podbiegł do mnie, stanął w takiej odległości, że w sumie z łatwością ja bym mógł osobiście namelać w tego ryja. Ale oczywiście nie zrobiłem tego.

Zaczął ze mną dyskutować, tak bardzo poważnie, do tego stopnia, że się zastanawiałem, czy my tutaj zaraz nie zrobi się go na fame MMA, nie?

No i on nie docenił tego, jak bardzo ludzie są wk**wieni na deweloperów w Krakowie oraz tego, że im się bardzo nie podobało to, w sensie miałem widzów bardzo po mojej stronie, to mi tam dawało jakiś komfort.

No i zacząłem tam do niego zagadywać, że tak to powiedz, czemu metr mieszkania w Krakowie kosztuje 7 tysięcy.

Tak go trochę podpuściłem. A koleś połknął to po prostu jak szczupak. I tam mówi, że siedem tysięcy? Siedem tysięcy to jest koszt netto.

Przecież, ja bym z torbami poszedł, nie?

To mówię, to po ile masz metr?

A on mówi, no normalnie, czternaście, nie? Ja mówię, stary, to ty masz, bierzesz sto procent przebitki na metrze. nie? I już wiesz, ludzie się tam burzą, krzyczą mu, żeby sobie poszedł, żeby odpuścił, coś tam.

i… Ja mówię, wiesz co, weź już spierdalaj, nie?

A gość mówi, ale to jest mój lokal.”

3. Broń na występie Kasparka i Mieszka Minkiewicza

„(…) miałem super występ. Sprzedana sala i tak dalej, bardzo fajnie. Natomiast jak zaczął gadać Mieszko, to ja sobie siedziałem gdzieś tam w garderobie i słyszałem, że ktoś strasznie gada tam z tyłu, bo to była taka długa, płaska sala.

I wychodzę i widzę, że jest koleś z babką i bardzo gadają, więc ja tam podszedłem do nich i mówię, czy mogą się uciszyć. Więc oni powiedzieli, że spoko, że spoko i zobaczyłem tylko tyle, że ten koleś potem podszedł do baru i ja w sumie, dobra, pomyślałem, zamknęli mordy, no to schodzę.

Czego nie wiedziałem – ten gość podszedł do baru, położył na ladzie pistolet i powiedział do barmana weź to, bo ja już nie mogę i wyszedł z knajpy i ja tego nie widzę, to co wtedy zrobił barman to on po prostu zaniósł na zaplecze, poszedł do właścicielki i powiedział, że coś takiego się zdarzyło.

To właścicielka zadzwoniła na policję i policja powiedziała, że wejdą, ale dopiero jak się skończy impreza.”

Tej historii nie przytoczę tutaj w całości. Jest wielokrotnie skomplikowana i tak dziwna, jakby ją wymyślali Salvator Dali z Quentinem Tarrantino. Żeby jej przesłuchać kliknijcie podcast osadzony parę akapitów wyżej.

4. Praca klauna bywa lepsza niż wykładanie na uczelni

Oprócz robienia impro i stand-upu Krzysiek Kasparek pracuje też jako klaun w szpitalu. I z tego co mówił, ta robota często okazuje się bardzo satysfakcjonująca.

„Najczęściej po prostu idziesz tam, ludzie reagują super, są bardzo wdzięczni, dostajesz bardzo dużo takich pozytywnych impulsów od otoczenia.

Ja jak po pracy na uczelni, zacząłem robić te klaunowe rzeczy i przychodziłem do szpitala i słyszałem, jak tam ci ludzie, czy tam pielęgniarki, czy po prostu ludzie, którzy tam są w szpitalu, mówili, jak dobrze, że Pan tu jest, to ja byłem przekonany, że oni są ironiczni.

Że oni się ze mnie naśmiewają, bo nigdy w życiu nikt się tak nie cieszył i nie mówił mi, że się cieszy na mój widok.”

5. Krzysztof Kasparek dostał zlecenie na napisanie 90 minut stand-upu o starożytnych Summerach

Krzysztof Kasparek raz dostał zapytanie o napisanie 90 minut stand-upu na temat starożytnej Mezopotamii. Żarty na temat tego zlecenia możecie znaleźć w jego programie pod tytułem CZAS SUMERÓW.

W podcaście zadałem kilka dodatkowych pytań na temat tego zlecenia. Przede wszystkim ustaliłem, czy historia jest prawdziwa.

I wychodzi na to, że tak.

Organizatorom zjazdu archeologów przyszło do głowy, żeby zlecić napisanie 90 minut żartów na ten niszowy temat. I z mojej perspektywy jest to dosyć niesamowite. Bo czasami przygotowanie znośnych dziesięciu minut zajmuje miesiące.

Krzysiek tego zlecenia w końcu nie dostał – organizatorzy jednak zdecydowali się na iluzjonistę.

Czy tym iluzjonistą był Michał Skubida czy nie – prawdopodobnie nigdy się nie dowiemy. Na pewno jednak ten pan był gościem poprzedniego odcinka mojego podcastu. Żeby poczytać historie z niego, możecie kliknąć link poniżej :)

Zostaw odpowiedź

Sprawdź ofertę występu z żartami na temat branży. Stand-up na imprezę firmową