Stand-uperzy nie lubią występów na imprezach firmowych

W środowisku komediowym jak bumerang powraca myśl, że występy na imprezach firmowych nie są zbyt fajne. I oczywiście tutaj nie ma żelaznej reguły. Na niektórych „firmówkach” już na starcie jest przyjazna atmosfera. Na innych rzeczywistość się zakrzywia i dochodzi do sytuacji z pogranicza realizmu magicznego i horroru.

  • Kradzież telefonu, którym mierzę sobie, ile trwa występ.
  • Gość, który ma ksywę „KARALUCH”, dogaduje co trzecie słowo i na koniec domaga się, żebym zrobił o nim żart, bo się obrazi.
  • Dolanie mi wódki do wody, kiedy wszedłem w widownię. (nienawidzę wódki, więc trochę przypał)
  • Pijany właściciel firmy, który rozlicza się ze mną słowami: „Występ super, ale dam ci mniej, bo Wk$%orwiasz mnie #$rwa.”
  • Połowa widowni siedząca tyłem, bo firma dostała salę z półokrągłymi lożami.
  • Widz przed występem mówiący do kolegi: „Ciekawe, jakiemu pajacowi dzisiaj zapłacili naszymi premiami.”
  • Typ, który tak się zaangażował w występ, że złapał mnie za rękę i trzymał tak długo, że bałem się, że się będzie oświadczał.

⬆️ To wszystko zdarzyło mi się na przestrzeni ostatnich paru lat. ⬆️

A jednocześnie, lubię występować na imprezach firmowych i to chyba dlatego, że jest na nich hmmm… nietypowo. Bo w trakcie ostatniej dekady dotarło do mnie, że lubię adrenalinę, ale tylko jej określone odmiany.

Nigdy nie polubiłem szybkiej jazdy na nartach czy samochodem. Ze spadochronem skoczyłbym, tylko jakby mi zapłacili (i to niemało). Ale od zawsze głaskałem w połowie zdziczałe psy i wchodziłem w obcych miastach do dzielnic, do których nie powinno się wchodzić. Zdarzało się też, że wk%##wiałem ludzi, których zdecydowanie nie powinno się wk$%#iać.

Pamiętam, że w kelnerstwie w sumie sprawiało mi jakiegoś rodzaju pokrętną przyjemność, jak była „tabaka”. I dzisiaj przed każdym zleceniem dla firmy też czuję, że mój układ nerwowy się aktywuje i że adrenalinowo-dopaminowy koktajl zaczyna grać w żyłach. A jak jest szczególnie trudno, a ja sobie poradzę, to jeszcze później skacze mi poczucie wartości.

Więc krótko mówiąc, tak dziwny jestem. Ale jeśli słyszycie o wydarzeniu, na którym może być ciężko, to się polecam. Zagram na nim z pewną dozą masochistycznej przyjemności.

Zostaw odpowiedź

Sprawdź ofertę występu z żartami na temat branży. Stand-up na imprezę firmową