Jestem dromaderem

ja_żydKiedy szykuję się na występ kabaretu PUK, czasem zastanawiam się, czy aby nie jestem popularnym w krajach arabskich zwierzęciem jucznym, albo czy takie zwierzę by mi się nie przydało. Moje rekwizyty wypełniają plecak ze stelażem, kostiumetkę  rozmiarów sporej walizki, a dodatkowo w rękę biorę dwumetrowy baner. Ponieważ zdarza nam się grać po dwa razy pod rząd w teatrze KTO, często zostawiam tam ten cały tobół. Paradoksalnie nie zmniejsza to liczby niesionych przeze mnie rzeczy, bo w tej sytuacji muszę jeszcze zabrać z domu mniejszą torbę na ramię z rzeczami osobistymi (tak, tak, jak kobieta.)

Kilka razy w autobusie spotkałem się z pytaniem, czy się przeprowadzam. Nie, nie przeprowadzam się proszę pana, jedynie jadę do pracy. Nie, nie na tydzień, na godzinę.

Ten cały majdan straganowej baby, który noszę ze sobą przed każdym występem, wydaje mi się komiczny zwłaszcza w zestawieniu ze stand up’em. Idąc na solowy występ zabieram ze sobą marynarkę i to tylko wtedy, kiedy mam na to ochotę.

Wbrew pozorom nie narzekam. Czytaj dalej „Jestem dromaderem”

A ja tam lubię czytać amerykńskie podręczniki odnoszenia sukcesu

Oprócz tego, że ludzie dzielą się na kobiety i mężczyzn, prawicowe konserwy i lewicowych libertynów, tych którzy banany uwielbiają i takich, którym żółty owoc kojarzy się ze środkiem na wymioty, można ich też posegregować też według spojrzenia na amerykańskie poradniki.

Pierwsza grupa ludzi uważa, że książki zawierające porady dotyczące odnoszenia sukcesu czy zmiany swojego charakteru to heretyckie publikacje. Przecież podręcznik to może być do geografii, a nie do życia. Pierwsza grupa, patrząc na tych, co te książki czytają, uśmiecha się pogardliwie. Druga grupa z kolei uważa pierwszą za ciemniaków nie szukających dróg do rozwoju osobistego.

Ja oczywiście amerykańskie poradniki czytam i uważam, że są ok. Oczywiście po pierwszy sięgnąłem, żeby się czegoś dowiedzieć, ale później odkryłem, że pochłanianie, ich sprawia mi przyjemność. Rzadko się zdarza żeby nie był w trakcie lektury któregoś z nich (jest to zdecydowanie najdziwniejsze hobby jakie posiadam. ) Czytaj dalej „A ja tam lubię czytać amerykńskie podręczniki odnoszenia sukcesu”

Na kontraście

Poprzedni post zaczął się jakoś drętwo, a skończył z dziwną napinką i lekkim wycofaniem. Tego dla kontrastu piszę luźniutko, spokojniutko, o niczym.

Dziś w sklepie. Pani ekspedientka zapytana przez panią klientkę o jakieś cukierki spieszy z odpowiedzią: To wie pani, one są takie mleczne, no takie delikatne, trochę jak Tofifee, takie mleczne, no takie do cyckania.

Jestem bardzo ciekaw, jak myśl ekspedientki sprawdziłoby się jako hasło reklamowe. „Karmelki. Takie do cyckania.”

Tak, przy okazji: „Czy ktoś wie, skąd mi się biorą na blogu wejścia z Iraku i Wyspy Man?”

Mam i ja

wordpressBlogi są wszędzie. Jest ich coraz więcej (jak to katastroficznie brzmi…) Jakieś siedem lat temu myślałem, że są tylko pamiętnikami ekshibicjonistów, którzy zamiast pilnować, żeby nikt nie zajrzał do ich dziennika, wpychają go w sieć. Trzy lata temu stwierdziłem: no dobra, niezłe źródło informacji, fajnyy sposób na rozwinięcie skrzydeł dla młodych dziennikarzy. Dzisiaj każda firma, każdy teatr, każda gazeta, każdy wonabi ekspert oraz niejedna osoba prywatna prowadzi swojego bloga. Każdy ma bloga. Mam i ja. Moda? Niekoniecznie. Google rzekomo dąży do tego, żeby pozycjonowanie było oparte głównie o ilość i jakość unikalnych treści zawartych na stronie. Wieść się rozniosła, ci którym zależy na obecności w sieci, załapali, że zaśmiecanie jej pressel page’ami jeszcze przynosi skutki, ale największy internetowy moloch i jednocześnie główny odbiorca tego chłamu robi wszystko, żeby nie miało żadnego znaczenia (informacja dla laików jeszcze większych niż ja – pressel page to artykuł publikowany w sieci i koncentrujący się głównie na słowach kluczach, a mniej na treści.) Wszyscy więc zakładają blogi.         Czy mi to przeszkadza?  A dlaczego miałoby? W końcu sam prowadzę bloga. Nie, nie przeszkadza. Po prostu piszę, co zaobserwowałem.

Jakoś mi się nie klei ten post, a miał być, psiakrew, taki mądry. Wbrew wszelkim zasadom kończę go w tym miejscu.

Demencja

demencjaJestem, na którymśtam etapie pisania monologu o demencji. Wrzucam w sieć, to co wyrzuciłem, ponieważ się nie sprawdziło podczas testów.

Mam teorię, że demencja podobnie jak śmierć przychodzi do ludzi w fizycznej formie. Demencja to nie jest szkielet w czarnej szacie, ale taki raczej korpulentny facet. Zamiast kosy ma kubek gorącej wody, mały srebrny widelczyk i taką łopatkę do tortu.
Który kawałek by tu dzisiaj zjeść. Hmmm. Omniomniom.
– Tak głupie, że aż trzy osoby się zaśmiały. Czytaj dalej „Demencja”

Sprawdź ofertę występu z żartami na temat branży. Stand-up na imprezę firmową