Nie jesteśmy kabaretem!

O różnicach między kabaretem, impro i stand upem pisałem wprawdzie niedawno, ale jest to temat rzeka, więc jeden post więcej i tak go/jej nie wyczerpie.

Ostatnio zwróciłem uwagę na fakt, że improwizatorzy bywają oburzeni, kiedy ktoś nazywa ich kabareciarzami. Wolą nazywać swoje zespoły grupami, co jest ok, bądź teatrami, co już moim zdaniem ok nie jest. Bo teatr to wzniosłość i rozmach. Słyszę teatr, widzę aktora, który bardzo sugestywnie tarza się po ziemi odgrywając szaleństwo Hamleta i jeszcze przy tym bardzo profesjonalnie opluwa sobie zapuszczoną do roli brodę. Widzę wielki budynek, reżyserów, latanie na lonżach, choreografię, scenografię i grę świateł. Więc bez obrazy, ale jeśli siódemka studentów uczelni technicznej, którzy łącznie stali na scenie trzy razy, każe nazywać się Teatrem Improwizacji, to sama prosi się o kpiny. Czytaj dalej Nie jesteśmy kabaretem!

Kabaret, stand up, impro, aktorzyny

scenaDo niedawna sytuacja na polskiej scenie, hmm nazwijmy to kabaretowej, była w miarę prosta. Żyli sobie kabareciarze, czyli samouki, samograje, z reguły ludzie, którzy weszli na scenę podczas studiów, a później na niej zostali. Byli też aktorzy, po szkołach, profesjonalni, z dykcją, impostacją, postawą i papierami. Za kabaret brali się nie z pasji, ale żeby móc chałturzyć pomiędzy rolami Makbeta w teatrze i sprzedawcy w reklamie McDonalda. Aktorzy przeważnie okazywali kabareciarzom wyższość, właśnie dlatego, że ci drudzy są samoukami, czyli można powiedzieć niedoukami. Natomiast kabareciarze nie przepadali za aktorami, z tej prostej przyczyny, że pięć lat szkoły teatralnej znacznej części absolwentów implantuje w dupę kawał solidnego kija. Czytaj dalej Kabaret, stand up, impro, aktorzyny

Czym różni się stand up od monologu?

stand upKontynuując trend z poprzedniego posta będę zagęszczał ilość stand up’u na blogu, który stand up ma w nazwie. Często, kiedy już zdarzy mi się pochwalić, że zajmuję się między innymi tą formą komedii, zostaję zasypany masą pytań. Co to takiego jest? Z czym to się je? Oraz z reguły na końcu – czym to się właściwie różni od monologu? Nie będę ukrywał, że z tym ostatnim miewam problem. Postaram się więc znaleźć odpowiedź, nie tylko po to, żeby mieć ją gotową, kiedy któraś dawno niewidziana ciotka zacznie wypytywać, ale też dla siebie.

Przede wszystkim, stand up jest monologiem, ale nie każdy monolog jest stand up’em. Przypadki stand up’u, którego nie można nazwać monologiem zdarzają się rzadko, a konkretnie, natknąłem się tylko na jeden – bliźniaków Sklar. Ci panowie występują we dwóch, ale mają uwspólnione spojrzenie na rzeczywistość i ogólnie zachowują się jakby byli jedną osobą (jednojajowi to im łatwiej). Czytaj dalej Czym różni się stand up od monologu?

Jak pisać stand up? – kilka recenzji poradników

comedy

Jeśli chodzi o tekściarstwo komediowe, niewątpliwie jestem człowiekiem oczytanym:) Większość kabareciarzy stara się zrozumieć tajniki humoru intuicyjnie, bądź w ogóle nie próbuje ich zrozumieć, tylko pisze. Jakoś tak wyszło, najwyraźniej mam takie zboczenie, że ja od początku swojej kariery pochłaniałem całe stosy książek w mniej lub bardziej przystępny sposób wyjaśniających, jak pisać żarty, skecze, monologi.

Która droga jest lepsza? Myślę, że to bardzo mocno zależy od człowieka. Są ludzie, którzy dostają spazmów, kiedy słyszą słowo technika powiązane z czymkolwiek humanistycznym… Im czytanie poradników tekściarstwa komediowego nie da nic oprócz chwilowej apopleksji. Z drugiej strony, istnieją wśród nas stwory które lubią i próbują porządkować wszystko, nawet chaos wyobraźni.

Czytaj dalej Jak pisać stand up? – kilka recenzji poradników

Jak to u diabła działa?

Jeśli chodzi o piwritingsanie tekstów komediowych nie widziałem jeszcze wszystkiego, ale na pewno bardzo dużo…

Widziałem jak żart, w który nikt nie wierzył zaczyna świetnie działać.

Widziałem jak skecz, nad którym wszyscy z podziwem kiwali głowami mówiąc: “Mmm, pewniak, tym będziemy przeglądy wygrywać”, okazuje się skończonym gniotem po zagraniu którego człowiek ma ochotę naśladować strusia.

Widziałem jak osoby bardzo mocno doświadczone, dają rady tym mniej doświadczonym. Po których to uwagach numer zmienia się z niezłego w taki sobie.

Widziałem też jak koledzy z różnych ekip dają sobie nawzajem uwagi. Czytaj dalej Jak to u diabła działa?

Wyznania wrednego kelnera

stand up gastronomia

Edit: Post pochodzi z roku mniej więcej 2014tego :) Ale dalej go lubię.

Graliśmy wczoraj stand up w Alternatywach przy krakowskim Małym Rynku i przez przypadek gastronomia ze mnie wyszła.

Graliśmy w trzech – ja, Marcin Wojciech i Adam Grzanka. Ostatni kolega dosyć mocno mnie zaskoczył. Widziałem go na scenie wielokrotnie, ale w zazwyczaj w roli konferansjera. Jako komika po raz pierwszy.

Pozytywnie. Potrafi przekonująco mówić o swoich dziwnych zajawkach. Naprawdę mocno porwał publiczność.

Swoją drogą, ja też zaskoczyłem sam siebie.

Na widowni było dużo ludzi, którzy widzieli już wszystko, co mam. Pod wpływem impulsu wywaliłem przygotowane żarty i zacząłem na spontanie gadać o kelnerstwie.

Flow mi się włączył. Niesiony lekko symulowaną frustracją opowiedziałem szereg anegdot dotyczących bezgranicznej głupoty klientów restauracji. Parę miesięcy temu gastronomia mnie wypluła – przestałem być napędem do tacy. Już mogę.

Myślę, że był to jednorazowy wybryk – stand up terapeutyczny. Raczej już nigdy nie powiem tych setów. Dlatego publikuję je tutaj.

Czytaj dalej Wyznania wrednego kelnera