– Przepraszam bardzo, pani Honorato, co pani robi? – zwrócił się Pan Prezes do Pani Sprzątającej.
– Maluję. – odpowiedziała spokojnie Pani Sprzątająca, odwracając się w jego kierunku i tym samym odsłaniając sztalugi z rozciągniętym płótnem.
– Ciekawa technika. – skomentował Pan Prezes.
– A owszem, wiem, dziękuję. Wzorowałam ją na ruchach mopa, którym co dzień myję podłogę. Bo widzi pan, wszystko może być źródłem inspiracji…
– Tak, ja to wszystko wiem, ja to wszystko rozumiem, ale z tego co mi się wydaje, do pani obowiązków należy utrzymywanie budynku w czystości, a nie malowanie po nocach natchnionych pejzaży…
– Panie prezesie. Podeszłam do swoich obowiązków z innej strony. We własnym zakresie zmotywowałam pracowników do większej dbałości o czystość butów i zbudowałam specjalnego mopa. Ma większą końcówkę i jest podłączany do carshera. Dzięki tym usprawnieniom myję dwa razy szybciej, a pozostały czas poświęcam na malowanie.
– To świetnie. Właściwie, to bardziej z ciekawości pytałem.
– A pan, panie prezesie, co tutaj robi tak późnym wieczorem?
-Kontrolowanie pracowników należy do moich obowiązków, a doskonale wiem, że kiedy za bardzo patrzę im na ręce spada ich wydajność pracy. Dlatego zapisałem się na kurs psychologii i zasięgnąłem rady kilku detektywów. Będę badał to, co pracownicy pozostawili na biurkach i oceniał ich pracę za pomocą metod kryminologicznych.
– Bardzo innowacyjne panie prezesie. – oceniła Pani Sprzątająca.
– Dzięku… – Pan Prezes niespodziewanie przerwał, bo wystraszył go huk za oknem.
– Nie wie pani, co to było?
– Policja.
– Strzelają do kogoś? – zainteresował się niezbyt mądrze Pan Prezes.
– Nie. Puszczają fajerwerki. Komenda policji zorganizowała festyn, na którym uczy ludzi technik kradzieży kieszonkowej. To żeby zdezorientować środowisko prawdziwych złodziei. Mam brata w policji, powiedział mi…
Nie wiem, czy przeglądaliście kiedyś stertę C.V. Wcale nie trzeba być z haeru, żeby to robić. W niektórych firmach szarzy pracownicy mają dostęp do cevałek i patrzą na nie, ot tak, z nudów (czasem też wywalają niepożądane życiorysy do kosza.) Ja też tak kiedyś robiłem (sami zgadnijcie, czy tylko przeglądałem, czy również wyrzucałem.) Obserwacja nasuwa się jedna – dziewięćdziesiąt procent ludzi ma, jako cechę w C.V., wpisaną kreatywność. To jest tak samo, jak z angielskim. Każdy, kto potrafi powiedzieć powyżej pięciu słów, wpisuje sobie angielski komunikatywny. Języki się weryfikuje, kreatywność rzadziej (skomplikowane korpo-procedury rzekomo sprawdzają wszystko.) Gdyby każdy był faktycznie tak kreatywny, jak o sobie pisze na papierku zanoszonym do nowej pracy, świat wyglądałby mniej więcej jak w mini-opowiadanku powyżej (pomijając fakt, że nie wszystkie zawarte w nim pomysły są realne.)
A może faktycznie warto się zainteresować tą dziwną cechą, jaką jest kreatywność i wpisywać ją do C.V. z czysty sumieniem?
Jeden komentarz do “Każdy to ma w C.V., ale nie każdy w życiu”