7 humorystycznych partii i 41 żartów z ich kampanii

Satyra polityczna to nic nowego. Z polityków śmieją się wszyscy, na każdym kontynencie i to na dodatek od zawsze. Jest szansa, że jak tylko pierwszy wódz został szefem wioski, pod jego adresem zaczęły lecieć żarty szydzące z jego rządów. To całkiem naturalne, że ludzie próbują dołożyć temu, kto stoi wyżej i na dodatek wpływa na jakość ich życia.

Są jednak takie sytuacje, w których komicy nie ograniczają się do wykpiwania maniery prezydenta i wyśmiania jego reform. Zdarza się, że idą o wiele kroków dalej i zakładają parodystyczne ugrupowania polityczne, śmieszne partie, stronnictwa kpiny i satyry.

Znalazłem ich w sieci kilkanaście, opisuję siedem. Niektóre już odeszły w niepamięć, inne działają i mają się świetnie. Jedna prosperuje tak dobrze, że nawet może pochwalić się dwoma miejscami w europarlamencie.

Obejrzyj zamiast czytać

Ten post ma bliźniaczy materiał na Youtubie. Bliźniaczy, ale nie z jednego jaja. Wideo skupia się na komikach, którzy doszli do władzy. Tekst opowiada głównie o partiach. Tak właściwie, to warto zapoznać się z obydwoma.

Śmieszne partie polityczne – Spis satyrycznych ugrupowań

Jeśli któraś z partii interesuje Cię bardziej od innych, możesz do niej “skoczyć”.

  1. Polska Partia Przyjaciół Piwa zwalcza alkoholizm browarkiem
  2. Partia Umiarkowanego Postępu (W Granicach Prawa)
  3. Najlepsza Partia i jej komediowo-anarchistyczne show w Reykiaviku
  4. Die PARTEI trolluje europarlament
  5. Partia Nosorożców taranuje system polityczny Kanady
  6. Partia Psa z Dwoma Ogonami drwi z Wielkich Węgier Wiktora Orbana
  7. Oficjalna Partia Potwornie Bredzących Świrów

Polska Partia Przyjaciół Piwa zwalcza alkoholizm browarkiem

PPPP powstała dla żartu. Rzekomo pomysł narodził się podczas kręcenia “Skautów Piwnych” (taki satyryczny program o harcerzach, którzy walą pianę). Do powstania samego ugrupowania najbardziej jednak przyczynił się miesięcznik “Pan”.

W tym rdzennie polskim “Playboyu” pojawił się felieton proklamujący powstanie Polskiej Partii Przyjaciół Piwa. Tekst powstał dla jaj, a obok niego, również dla jaj umieszczono formularz dołączenia do partii.

Wypełnione druki rzekomo wróciły do gazety w tysiącach. Redakcja postanowiła iść za ciosem i założyła partię. W jej składzie znalazł się między innymi skaut piwny – Janusz Rewiński.

Podczas głosowania w roku 1991 system działał trochę inaczej niż dzisiaj. Nie było progu wyborczego, przez co w sejmie znalazły się aż 24 ugrupowania. W tym Polska Partia Przyjaciół Piwa, która wprowadziła do parlamentu szesnastu posłów (to o pięciu więcej niż dzisiaj ma Konfederacja).

Żarty z Kampanii Polskiej Partii Przyjaciół Piwa

Polska Partia Przyjaciół Piwa to bardzo ciekawy przypadek. Do ugrupowania oprócz satyryków i aktorów (Krzysztof Ibisz) dołączyło wielu przedsiębiorców. Popularność humorystycznego ugrupowania wykorzystali do realizacji już całkiem poważnych celów.

PPPP wypromowała się jednak na felietonie z “Pana” i w sumie można go uznać za pierwszy program wyborczy ugrupowania. Autor tekstu obiecywał:

  • że wszystkim kulturalnym piwoszom będzie się żyło dobrze, a kierownictwu partii jeszcze lepiej
  • że ugrupowanie będzie zwalczało alkoholizm (rozumiany jako “walenie siwuchy”)
  • że PPPP będzie promować kulturalne spożywanie złotego napoju w lokalach z czystą toaletą (pamiętam “piwiarnie” na początku lat dziewięćdziesiątych i w stu procentach rozumiem ten postulat)

Tutaj trzeba powiedzieć jedno. Dzisiaj w dużych miastach zobaczymy pub na pubie, a według badania CBOSu Polacy od jakiegoś czasu sięgają częściej po piwo niż wódkę. Pozostaje tylko życzyć innym partiom, żeby realizowały swoje programy z równie dużą skutecznością, co PPPP.

Źródło eGospodarka.

Partia Umiarkowanego Postępu (W Granicach Prawa)

Śmieszne partie polityczne to bynajmniej nie jest nowy wynalazek. Partia Umiarkowanego Postępu (W Granicach Prawa) powstała na początku dwudziestego wieku. Jej założycielem i prezesem był Jaroslav Hasek (autor “Przygód dobrego Wojaka Szwejka”).

Tutaj warto zaznaczyć, że Hasek odbiegał od współczesnych stereotypów o pisarzach. Nie był chudzielcem w okularach i nie spędzał wieczorów pykając fajeczkę nad rękopisami. Swoje opowiadania tworzył w piwiarniach. Był anarchistą (albo komunistą – zależy, jak zawiało) i regularnie wdawał się w burdy z policją.

Bardzo lubię prozę Haszka, ale stukrotnie bardziej bawi mnie jego życie. Autor kpił i wyśmiewał nie tylko na łamach opowiadań. Robił też pranki i to takie z rozmachem. Przez jakiś czas pracował w gazecie “Świat Zwierząt”. Został wywalony za wymyślanie stworzeń, które nie istniały. Innym jego szeroko zakrojonym wygłupem była właśnie Partia Umiarkowanego Postępu (W Granicach Prawa).

Ugrupowanie powstało w 1904 roku, a przynajmniej tak twierdzi Jaroslav Hasek. I tutaj pytanie, czy warto ufać człowiekowi, który pisząc dla czasopisma przyrodniczego wymyślał zwierzęta. Nooo… raczej nie warto. Śladów działalności partii nie znajdziemy aż do 1911 roku. Wtedy też wystartowała ona w wyborach do Rady Państwa (austro-węgierski parlament).

Źródła podają sprzeczne informacje na temat tego, ile głosów otrzymała PUP(WGP) w swoim okręgu wyborczym. Jedne twierdzą, że 16cie. Inne, że aż 38. Pewne jest jedynie to, że Hasek i jego poplecznicy nie weszli do rady.

Więcej na temat ugrupowania możecie przeczytać w książce autorstwa samego Haska. Musicie jednak mieć na uwadze fakt, że autor momentami zmyśla.

Żarty z kampanii Partii Umiarkowanego Postępu (W Granicach Prawa)

W trakcie swojej jedynej szeroko zakrojonej kampanii PUP (WGP) obiecywała:

  • przywrócenie niewolnictwa
  • nacjonalizację woźnych (na wzór rosyjski, gdzie każdy woźny jest jednocześnie policyjnym donosicielem)
  • rehabilitację zwierząt (wtedy najwyraźniej jeszcze nie istniały SPA dla psów)
  • przymusową hospitalizację słabych na umyśle reprezentantów
  • przywrócenie inkwizycji
  • immunitet dla księży (na wypadek, gdyby któryś rozdziewiczył nastolatkę)
  • obowiązkowy alkoholizm

Jak widzicie partia Haska za cel swoich żartów dosyć mocno wzięła konserwatystów. Ten trend będzie dosyć popularny wśród późniejszych ugrupowań humorystycznych.

Myślę też, że to bynajmniej nie jest przypadek, że najstarsze ugrupowanie satyryczne, jakie znalazłem, powstało w Czechach. Mieszkańcy tego kraju od zawsze mieli skłonność do absurdu i … wymyślania. W końcu najsłynniejszy Czech na świecie nie istniał.

Najlepsza Partia i jej anarchistyczna kampania

Wykazuje pewne podobieństwa zarówno do Stronnictwa Umiarkowego Postępu, jak i do Polskiej Partii Przyjaciół Piwa. Najlepsza Partia była jawnie anarchistyczna i według wielu źródeł została założona dla jaj (po zajęciu stanowisk w radzie miejskiej Reykiaviku jej członkowie zaczęli twierdzić, że zawsze działali na poważnie).

Ale może od początku. W 2010 Islandia była w bardzo złym, jak na ten kraj, stanie. Dwa lata wcześniej największe krajowe banki przestały wypłacać klientom pieniądze, a samo państwo ogłosiło upadłość finansową (jak to działa, nie mam pojęcia).

Obywatele byli ekstremalnie niezadowoleni z władzy. I właśnie wtedy pojawiła się Najlepsza Partia (Besti flokkurinn). Proponowała całkowitą świeżość, bo nie tworzyli jej politycy ale muzycy (głównie o korzeniach punkowych). Liderem ugrupowania został natomiast stand-uper i komik telewizyjny – Jon Gnarr.

Spot wyborczy Najlepszej Partii.

Podobno właśnie ze względu na trwający w kraju chaos śmieszna partia polityczna zyskała władzę w mieście. Debeściacy otrzymali 34% głosów i weszli w koalicję z Sojuszem Socjalistyczno-Demokratycznym (takie islandzkie SLD).

Islandia ma trochę inny od naszego system wyborczy. Burmistrza wybiera rada miasta. W tym wypadku włodarzem miasta został Jon Gnarr (który cały czas twardo deklarował poglądy anarchistyczne).

Żarty z kampanii Najlepszej Partii

Walka o władzę w stolicy Islandii wielokrotnie była nazywana show anarchistyczno-komediowym. Antypolitycy Besti Flokkurin deklarowali:

  • chcemy zwalczać korupcję. Osiągniemy to poprzez otwarte przyjmowanie łapówek.
  • opieka dentystyczna dla dzieci i niepełnosprawnych powinna być darmowa. Tego brakuje i właśnie dlatego chcemy to obiecać.
  • darmowe autobusy dla studentów i niepełnosprawnych. Obiecujemy więcej darmowych rzeczy niż inne partie, bo nie planujemy się wywiązywać z tych obietnic. Możemy mówić, co chcemy. Na przykład, że damy darmowe loty samolotowe dla kobiet albo bezpłatne samochody dla ludzi ze wsi. Wszystko jedno.
  • nie wejdziemy w koalicję z politykami, którzy nie oglądali serialu “The Wire” (pewien być nie mogę, ale Sojusz Socjalistyczno-Demokratyczny chyba jednak nie był przepytywany z fabuły)
  • obiecujemy złamać wszystkie swoje obietnice (nie ukrywam, całkiem wygodne)

Źródło obietnic Angielska Wikipedia. Jak coś, to jest tam trochę więcej.

DIE PARTEI trolluje europarlament

Śmieszne partie polityczne zazwyczaj powstają na chwilę – na jedną kadencję albo nawet krócej (w sumie Polska Partia Przyjaciół Piwa przestała być ugrupowaniem humorystycznym w momencie zdobycia miejsc w parlamencie). Pierwszym chlubnym wyjątkiem na tej liście jest DIE PARTEI.

Stronnictwo powstało w 2004 roku w Niemczech i od tamtej pory niemal nieprzerwanie robi sobie jaja w kampaniach wyborczych. Efekty? Dużo wkurzonych polityków – przede wszystkim narodowców. Jeśli chodzi o osiągnięcia wyborcze, sprawa już wygląda dużo gorzej.

Die PARTEI nigdy nie zdobyło miejsca w Reichstagu. W elekcjach lokalnych zdarzały im się niewielkie sukcesy. W 2013 DIE PARTEI uzyskało jedno miejsce w radzie miejskiej Kolonii. W innych miastach do ugrupowania dołączali już wybrani radni partii Die Linke.

Najbardziej spektakularne osiągnięcia niemieckich jajcarzy są związane z eurowyborami. Nie ma w nich progu wyborczego, dzięki czemu do Brukseli wchodzą różne dziwne ugrupowania (na przykład polska KONFEDERACJA). Udało się i DIE Partei. W 2014 europosłem został przewodniczący stronnictwa – Martin Sonneborn.

W 2019 dostał możliwość kontynuowania swojej działalności politycznej i na dodatek dołączył do niego partyjny kolega – Nico Semsrott.

DIE PARTEI mocno wyróżnia się na tle innych ugrupowań satyrycznych. Jej członkowie nie przestają sobie robić jaj po objęciu stanowisk.

Martin Sonneborn przed pierwszą kadencją w Brukseli obiecywał głosować na przemian “tak” i “nie”. Obietnicy dotrzymał.

Nico Semsrott z kolei jest specyficznym performerem, który twierdzi, że “szczęście wynika z niedoboru informacji”. Obejmując stanowisko zapowiedział, że planuje żartować non stop, ale to jeszcze nie znaczy, że nie będzie mówił na poważnie.

I faktycznie… W nagraniu powyżej odnosi się do faktu, że europejski parlament kilka razy do roku podróżuje pomiędzy Brukselą i Strassbourgiem (zgodnie z porozumieniem z 1992). Czy Nico poważnie planuje rozwiązać problem zmieniając jedną z sal parlamentu na “Strassbourg”? Nie. Czy problem jest poważny? Jak najbardziej.

Żarty z kampanii Die PARTEI

Mamy tutaj do czynienia z szesnastoma latami działalności i kilkoma dużymi kampaniami. W ich trakcie członkowie Die PARTEI zdążyło trochę naobiecywać. Na ich kiełbasę wyborczą składają się:

  • obietnica odbudowy Muru Berlińskiego i żelaznej kurtyny
  • urządzenie procesu pokazowego Angeli Merkel
  • kokaina na receptę
  • zabieranie prawa jazdy kierowcom, którzy negują ocieplenie klimatu
  • zmiana pierwszego akapitu niemieckiej konstytucji (“Ludzka godność jest nienaruszalna”), bo prezesi niektórych stacji telewizyjnych nie mają godności
  • najechanie Lichtensteinu w celu wyswobodzenia chłopów (Niby okrutny wygłup. Nabiera jednak innego wydźwięku, kiedy zwróci się uwagę na fakt, że państwem rządzi książę posiadający zadziwiająco dużą władzę – patrz weto absolutne)

Na szczególną uwagę moim zdaniem zasługuje wyczyn z kampanii podczas niemieckich wyborów federalnych w 2017 roku. Członkowie Die PARTEI przejęli na Facebooku tajne grupy skrajnej prawicy (łącznie 31).

Bawi mnie tutaj machiawellizm i perfekcyjne planowanie. Członkowie humorystycznego ugrupowania dołączali do grup, a następnie pięli się w ich rangach, aż uzyskali status admina.

Po przejęciu zmieniali nazwy, zamieszczali pro-liberalne posty, a w wielu z grup zamieścili filmik z przemówieniem Sonneborna, który informował:

“Od teraz debili będą z Was robili prawdziwi ludzie a nie roboty.”

Źródła. Głównie Wikipedia.

Partia Nosorożców taranuje system polityczny Kanady

Co ciekawe Partia Nosorożca miała te same założenia, co Najlepsza Partia. Jej członkowie obiecywali konsekwentnie łamać wszystkie swoje obietnice. Ten postulat wyborczy przedstawili jednak o wiele wcześniej (w 1963) i realizowali go o wiele dłużej (do 1993 roku).

Partia twierdziła, że głosi poglądy marxistowsko-lenonowskie (od Groucho Marxa i Johna Lennona), a jej członkowie uważali się za duchowych spadkobierców Cacareco – samicy nosorożca, która w 1958 zdobyła 100 000 głosów do rady miejskiej Sao Paulo (to długa historia).

“Nosorożec” Dürera – rzeźba, która zainspirowała logo partii.

Związki Partii z rogatymi zwierzakami nie kończą się jednak na jednej inspiracji. Oficjalnym prezesem ugrupowania był Cornelius Pierwszy – samiec nosorożca mieszkający w zoo w Granby. Poza tym przedstawiciele Rhinoceros Party wielokrotnie twierdzili, że nazwa jest w stu procentach odpowiednia, bo:

“politycy są gruboskórni, powolni, ograniczeni mentalnie, potrafią poruszać się cholernie szybko w razie zagrożenia, a poza tym mają duże, owłosione rogi wyrastające pośrodku twarzy.”

Partia utrudniała życie poważnym kandydatom przez trzydzieści lat. Często zajmowała relatywnie wysokie pozycje pod względem ilości głosów, ale nigdy nie udało jej się zdobyć miejsc w parlamencie.

Ugrupowanie przestało działać w 1993, ale od tamtej pory pojawiły się co najmniej dwie próby przywrócenia go na scenę polityczną.

Żarty z Kampanii Partii Nosorożców

Partia działało długo i kreatywnie, a na dodatek jej kandydaci mieli olbrzymią dowolność w wymyślaniu obietnic wyborczych. Musicie mieć świadomość, że to co wymieniam pod spodem, to jedynie wierzchołek góry lodowej:

  • zlikwidowanie małych biznesów i zastąpienie ich jeszcze mniejszymi biznesami (zatrudniającymi mniej niż jednego człowieka)
  • zapewnienie edukacji wyższej poprzez dodawanie pięter do szkół
  • ogłoszenie analfabetyzmu trzecim językiem urzędowym Kanady (obok angielskiego i francuskiego)
  • zakończenie przestępczości poprzez odrzucenie wszystkich praw
  • zakazanie pistoletów i masła. Bo obydwa zabijają.
  • wypowiedzenie wojny Belgii. Bo Tintin – bohater belgijskiego komiksu w jednym z pierwszych odcinków zabił nosorożca. Partia zadeklarowała, że nie będzie naciskała na wojnę, jeśli Belgia da im skrzynkę małży i kratę piwa (belgijska ambasada wywiązała się z tych zobowiązań. Do wojny nie doszło.)
  • obniżenie bezrobocia poprzez zlikwidowanie urzędu statystycznego
  • przeliczenie archipelagu Tysiąca Wysp, żeby sprawdzić, czy Stany żadnej nie podpieprzyły
  • sprzedanie kanadyjskiego senatu na aukcji antyków w Kalifornii
  • zamienienie Montrealu w kanadyjską Wenecję poprzez zbudowanie tamy na rzece Świętego Lawrenca

Warto też wspomnieć o innym przedsięwzięciu jednego z kluczowych członków Partii Nosorożców. Entertistes to nawet nie tyle ugrupowanie co ruch polityczny. Jego główną zasadą było:

“Pracujesz dla nas. Jeśli zaczynasz za bardzo podskakiwać, dostajesz tortem w ryj.”

Entertistes nie byli gołosłowni. Przyłożyli ciastem w ryj co najmniej dziesięciu politykom, a w którymś momencie wyznaczyli też nagrodę (400 dolarów) za stortowanie premiera.

Partia Psa z Dwoma Ogonami drwi z Wielkich Węgier Wiktora Orbana

Węgrzy są dziwni. Zaufajcie mi. Mają w sobie coś z południowców i jednocześnie gęby jeszcze bardziej smutne niż ludek znad Wisły. Ich kinematografia to jeden wielki odpał. Większość węgierskich filmów, jakie oglądałem, zawierała scenę zarzynania świni albo skórowania krowy.

Pomijając zamiłowanie to turpizmu (naturalizmu?), fabuły też są dziwne. Na przykład “Biały bóg” opowiada o kundlu, który ucieka od trenera walk psów i wszczyna powstanie psów w Budapeszcie. Tak. Ktoś nakręcił skrzyżowanie “Lessie” ze “Spartakusem”.

I appropos czworonogów – właśnie na Węgrzech działa Partia Psa z Dwoma Ogonami. Zaczynała jako ruch artystyczno-happeningowy. Jego członkowie umieszczali w Budapeszcie swoje wlepki i murale. Często przedstawiające właśnie psa z dwoma ogonami.

Dzisiaj ekipa ma status oficjalnej partii politycznej i pobiera na swoją działalność pieniądze od państwa. W większości trafiają one do powiązanego z organizacją Funduszu Marnowania Środków Publicznych imienia Rószy Sándora . Jestem naprawdę mocno zdziwiony, że Wiktor Orban pozwala w swoim państwie na takie rzeczy.

Żarty z kampanii Psa Z Dwoma Ogonami

Jak można poznać po logo i nazwie partia ma tendencje raczej surrealistyczne. I właśnie w mocno odrealnionym duchu startowała podczas wyborów w 2006. Wszyscy kandydaci ugrupowania widnieli na kartach do głosowania jako Nagy Istvan (Stefan Duży – popularne imię i popularne nazwisko.)

Podczas innych kampanii węgierscy surrealiści polityczni obiecywali między innymi:

  • dedukcję podatków
  • darmowe piwo
  • życie wieczne
  • zbudowanie większej góry śmieci niż w sąsiedniej wsi

Oficjalna Partia Potwornie Bredzących Świrów

Przede wszystkim przepraszam Was bardzo, jeśli źle przetłumaczyłem nazwę, ale nie należy ona do łatwych ani normalnych – Official Monster Raving Looney Party.

Ugrupowanie zamieszczam na końcu z bardzo wyraźnego powodu. Mocno odróżnia się od innych stronnictw wymienionych w tekście.

Śmieszne partie polityczne zazwyczaj twardo udają, że nie są śmieszne. Ich członkowie wygłaszają swoje niedorzeczne obietnice ze śmiertelną powagą. Tymczasem Partia Bredzących Świrów wykorzystuje inny typ kontrastu.

Kandydatka Dame Dixon podczas kampanii w 2019 roku.

Jej politycy noszą stroje tak niedorzeczne, że nawet kostiumy telewizyjnych kabaretów zaczynają się wydawać wysmakowane.

Trzeba jednak przyznać, że geneza powstania partii jest odrobinę bardziej szlachetna. Założyciel – rockman David Sutch z dużym prawdopodobieństwem inspirował się skeczem Monty Pythona – “Wieczór Wyborczy”.

Oficjalnego potwierdzenia tej tezy niby nie ma, ale jednak występuje zadziwiająco duże podobieństwo koncepcji. Poza tym, jeden z kandydatów w wyborach lokalnych w 1981 wystartował jako ‘Tarquin Fin-tim-lin-bin-whin-bim-lim-bus-stop-F’tang-F’tang-Olé-Biscuitbarrel’ (postać zaczerpnięta ze skeczu).

Partia Potwornie Bredzących Świrów działa do dziś i najwyraźniej ma się dobrze. Chyba nawet zbyt dobrze, bo zaczęła się rozmnażać. Jakiś czas temu z głównego stronnictwa wydzieliła się Raving Looney Green Giant Party (wybaczcie, ale tego to nawet nie będę próbował tłumaczyć).

Żarty z kampanii Oficjalnej Partii Potwornie Bredzących Świrów

U swoich początków ugrupowanie Świrów miała podstawową zasadę działania. Członek, który zostanie wybrany na jakiekolwiek stanowisko, musi odejść z partii.

Reguła została zniesiona w 1987, bo właśnie wtedy Alan “Howling Laud” Hope zdobył miejsce w radzie miejskiej Ashburton (później był też jego burmistrzem).

Poza tym, jeśli dobrze zrozumiałem, Świry są o wiele bardziej stałe w poglądach niż inne śmieszne partie. Na ich stronie dalej widnieje ten sam Manicfest (Manicfesto), który został opublikowany w 2005 roku. Obiecuje on między innymi:

  • wypuszczenie niewinnych więźniów w celu zmniejszenia tłoku w placówkach karnych
  • przemalowanie połowy szarych wiewiórek na rudo, żeby zwiększyć populację rudych wiewiórek
  • oznaczenie kałuż głębszych niż 3 cale za pomocą żółtych, gumowych kaczek
  • zniesienie podatku dochodowego, jako tymczasowego rozwiązania wprowadzonego w trakcie wojen Napoleońskich
  • wyposażenie samochodów w liny bungee, żeby zaoszczędzić na drodze powrotnej
  • wyprowadzenie Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej i przyłączenie jej do Księstwa Kornwalii, w celu zaoszczędzenia na podatkach

I uwierzycie, że z tymi postulatami oni wielokrotnie zajmowali stanowiska radnych i burmistrzów?

Dodaj komentarz