Zryty Geniusz Komedii – 14 faktów o Danie Harmonie

Dan Harmon w świecie komedii jest uważany za eksperymentatora i wizjonera. Współtworzył “Ricka i Morty’ego”, “Community” i parę mniej znanych produkcji (na przykład program, w którym siedzi ze znajomymi przy stole i udaje, że jest orkiem).

W podcastach wydaje się miły i sympatyczny. Może trochę niestabilny. Natomiast ludzie, którzy poznali Dana bliżej, opisują go jako narcyza, alkoholika i gościa, z którym nie da się pracować.

Zapraszam do zapoznania się z czternastoma faktami na temat największego nerda współczesnej telewizji.

Czytacie artykuł o Danie Harmonie, więc zakładam, że lubicie rzeczy dziwne. Moje wideo-felietony na Youtubie chyba się wpisują w tę kategorię. Sprawdźcie sobie :)

Domniemany alkoholik

Wiele wskazuje na to, że pijackie skłonności Ricka pochodzą od jego taty (że tak sobie pozwolę nazwać Harmona…) Zarzut nadużywania alkoholu przez Dana pojawia się dosyć często a w jednym z odcinków swojego podcastu powiedział:

“Czasami bywa ciężko, szczególnie z lekko paraliżującym alkoholizmem, pisać show, które nie zostało zamówione przez stację.”

Na temat “Ricka i Mortiego”. Cytat wyjąłem z tego tekstu.

Z rozmowy w podcaście Pete’a Holmesa też wynikało, że Dan chla i jest mu z tym dobrze. Z drugiej strony, wydaje mi się, że Harmon często mówi coś tylko, żeby wywołać szok i niedowierzanie.

Cholera wie, jaka tam jest prawda.

Scud Jednorazowy Zabójca

Dan Harmon wychował się w Milwaukee – półmilionowej metropolii, która w Stanach uchodzi za dziurę.

Co ciekawe miasta nie opuścił, żeby nagrywać dziwne kreskówki o podróżach w czasoprzestrzeni. Skusiła go do tego kariera tekściarza komiksowego.

Z Milwaukee Dana wyciągnął Rob Schrab – współlokator i wieloletni partner twórczy, który wtedy pisał i rysował komiks “Scud Jednorazowy Zabójca”. Harmon współtworzył scenariusze niektórych odcinków. Do innych pisał przedmowy.

Obydwaj panowie wyjechali ze stanu Wisconsin, żeby spróbować sprzedać prawa do Scuda w Hollywood. Podobno ekranizacją był nawet zainteresowany Oliver Stone, ale chciał zatrudnić do pisania “prawdziwych scenarzystów”. Dan i Rob, jak na zbuntowanych megalomaniaków przystało, pokazali mu mentalnego faka i wyszli.

Za to zostali w Hollywood (i szeroko rozumianych okolicach).

Scud wygląda jak na grafice powyżej.

Może jeszcze wspomnę, o co chodzi w tym całym Scudzie. Wygląda na to, że komiks miał koncepcję jeszcze bardziej odjechaną niż “Rick i Morty”.

W niezbyt odległej (i jednocześnie bardzo dziwnej) przyszłości istnieją automaty z jednorazowymi zabójcami.

Można sobie takiego gagatka wynająć, po wrzuceniu do maszyny trzech franków. Robotyczny cyngiel zabija człowieka, którego mu wskażemy, a po wykonaniu misji wybucha.

Scud w ostatnim momencie orientuje się, jaki los go czeka. Ratuje swoją ofiarę tuż przed ostatnim strzałem i umieszcza ją w maszynie podtrzymującej życie.

Od tego momentu pracuje jako freelancer i ciężko tyra, żeby podtrzymać przy życiu swój niedoszły cel. Jakoś mi się ta sytuacja kojarzy z kredytem.

Harmontown – podcast mocno nietypowy

Harmontown to podcast dosyć specyficzny. Występuje w nim trzech prowadzących plus goście (co mi robi chaos w uszach). Show było też nagrywane przez żywą widownią.

Na format składają się rozmowy, dziwne, improwizowane piosenki i sesje RPG na żywo (“D&D i przez jakiś czas również “Shadowrun”). Mnie nie wciągnęło, ale możecie sobie sprawdzić :)

A może chcecie zagrać w Monopoly inspirowane przygodami Ricka i Mortiego? Do kupienia tutaj.

Harmonquest – sesja RPG na żywo

Z kontekstu wnioskuję, że “Harmonquest” wyrosło z podcastu Dana. Jest kreskówką tworzoną w oparciu o odgrywaną na żywo sesję RPG.

Ekipa śmiałków gra w “Dungeons&Dragons”, siedząc przy stole. Mamy tutaj mistrza gry, trzech stałych uczestników oraz gościa. Koncepcja jest taka, że gość w większości wypadków nie ma bladego pojęcia o erpegach i na dodatek jest wpychany przez prowadzącego w dosyć niewygodne role.

Do odbywającej się przed żywą widownią sesji rysownicy dokładają animacje. Na ekranie widzimy na przemian graczy oraz ich kreskówkowe alter ego – orki, barbarzyńców i gobliny.

Dan Harmon jako pół-ork.

Channel 101 – festiwal nietelewizyjnej telewizji

Dan Harmon wspomina początki swojej kariery, jako czas, w którym był spychany do podziemia przez bardziej mainstreamowych twórców. Jednym z pomysłów na poradzenie sobie z sytuacją było stworzenie własnego festiwalu,

Razem z Robem Schrabem zaczęli organizować nietuzinkową i lekko dziwną imprezę. Twórcy przygotowują pięciominutowe piloty swoich seriali. Następnie widownia w Los Angeles je ocenia (jednak edycja co miesiąc). Najlepsze lądują na stronie Channel 101 i mają prawo do kontynuacji. Odpadają z festiwalu i witryny, jeśli nie zbiorą odpowiedniej ilości punktów od widzów (impreza opiera się na systemie metryk podobnym do tego w telewizji).

W ramach Channel 101 swoje wczesne produkcje publikowała między innymi grupa Lonely Island.

P.S. Dlaczego panowie nie publikowali swojej imprezy na Youtubie? Bo jak startowali, Youtuba jeszcze nie było – rok 2002.

Dan Harmon i jego własny skandal pedofilski (tak jakby)

Jednym z pilotów, które Dan Harmon stworzył na potrzeby festiwalu Channel 101 jest “Daryl”. Mroczna parodia “Dextera” (bo wiecie, oryginał jest zbyt radosny).

Dan Harmon gra w niej terapeutę, który zapobiega powstawaniu psychopatów poprzez uprawianie z nimi seksu. Kiedy są niemowlętami.

Żadnych fragmentów oczywiście nie zamieszczam, bo nie chcę, żeby mój blog został zakwalifikowany przez Googla jako “porno” (albo jeszcze gorzej).

Ta niedorzeczna produkcja powstała w roku 2009 ale niedawno zyskała drugie życie. Zaczęła na nowo krążyć po internecie w roku 2018. Doprowadziła do bojkotu Dana Harmona i w konsekwencji skasowania przez niego konta na Twitterze.

P.S. Tak na wszelki wypadek dodam, że delikatnie mówiąc nie popieram kręcenia filmików typu “Daryl”.

Dan Harmon – Twitterowe Zwierze

Ja piszę teksty głównie na scenę. Testuję je kilka razy i jeśli działają, to zostawiam. I zawsze mnie zastanawiało, jak ludzie tworzący na potrzeby telewizji, sprawdzają swoje teksty.

Jak się okazuje, nie sprawdzają. Za to badają opinie po emisji. I na przykład Dan Harmon używał do tego celu Twittera. Po każdym odcinku “Community” spędzał zawrotne ilości godzin, czytając tweety na temat swojej twórczości.

I tak. Zgadliście. Twitterowe uzależnienie Harmona ma mroczną stronę. Raz bardzo długo kłócił się z fanką, że odcinek jednak jest fajny. Niestety dziewczyna ma konto prywatne a Dan swoje skasował. Nie będzie screenów z tej dramy.

Dan Harmon pracował z Sarą Silverman (ale krótko i bardzo mało owocnie)

Dzięki swojemu festiwalowi nietelewizyjnej telewizji Harmon i Schrab dostali fuchę przy pisaniu serialu Sary Silverman (tak, miała swój serial na Comedy Central).

Dan otrzymał niewiarygodny zaszczyt i przywilej. Jako relatywnie młody autor (34 lat) został mianowany głównym tekściarzem.

Sarah twierdzi, że wszystko, co przynosił było genialne. I że dalej jest jego fanką, ale musiała go zwolnić, bo z gościem się nie dało wytrzymać.

Dan przyznaje, że próbował za bardzo szefować i “ustawiać” osobę, której imię i nazwisko bądź co bądź widniało w tytule.

No i jest jeszcze jedna drobna kwestia. Zaraz na początku tej niezbyt długiej współpracy oficjele z Comedy Central zapytali Dana, jaka będzie jego strategia kierowania zespołem scenarzystów. Według wywiadu dla vulture miał odpowiedzieć:

“Wiecie, nigdy tego nie robiłem. Moja filozofia polega na tym, żeby wszystko robić źle, a później dopracowywać.”

Mam niejasne wrażenie, że to podejście mogło mieć nieznaczny związek z utratą stanowiska.

Dan Harmon wyleciał też z Community (ale wrócił)

Mnie “Community” nie wciągnęło (dwa podejścia), ale znam ludzi, którzy ten serial wręcz czczą. W pierwszych odcinkach wydaje się być zwykłym sticomem. Podobno jednak jeszcze w połowie pierwszego sezonu robi się eksperymentalny, odkrywczy i ogólnie wyjątkowy.

To wszystko, też podobno, za sprawą Harmona. Pisze na bank świetnie, ale podobno jego podejście do obowiązków służbowych pozostawiało wiele do życzenia. Regularnie spóźniał się na plan i zdarzało mu się zasypiać w pracy. Miewał też naprzemienne fazy perfekcjonizmu i tumiwisizmu.

Z tych powodów został zwolniony po trzecim sezonie. Zgodnie ze swoim niepisanym kodeksem honorowym, nie przyjął tej informacji spokojnie. Na swoim koncie na Tumbrlerze (noszącym dumną nazwę Dan Harmon Robi Kupę) zaczął jechać po swoich dotychczasowych pracodawcach.

Bez Dana powstał jeden sezon serialu. Ponoć był o wiele gorszy niż poprzednie. Pod wpływem nacisków części aktorów oraz hiperatywnych fanów, Harmon został ponownie zatrudniony. Musi być dobry :)

Konflikt Z Chevym Chasem

To jest bodajże jeden z niewielu konfliktów Harmona, w którym można go uznać za tego dobrego (a w każdym razie mniej złego). Chevy Chase od lat ma opinię faceta, z którym trudno się pracuje. Ekstremalnie trudno. Jeszcze gorzej niż z Harmonem.

Jako przykład podam to, że w roku 1975 pobił się z Billem Murrayem na planie “Saturday Night Live”. Wiem, że to stare dzieje, ale Chevy nic nie kręcił przez dziesięciolecia. Gdyby nie ta przerwa, prawdopodobnie zdążyłby nakopać jeszcze paru innym gwiazdom.

Podczas kręcenia “Community” Chase wychodził z planu, kiedy chciał i na dodatek rzucał rasistowskie komentarze wobec Glovera. Miał na przykład powiedzieć, że ludzie śmieją się z jego żartów, bo jest czarny.

Na imprezie po zakończeniu zdjęć do sezonu trzeciego Dan Harmon wygłosił mowę, której motywem przewodnim było “Fuck you, Chevy”. Zachęcał też do skandowania “Fuck you, Chevy” resztę ekipy filmowej. Nie mogę znaleźć informacji potwierdzających w stu procentach, czy mu się udało, ale chyba tak :)

Z tego, co zrozumiałem w serialu Chevy też grał dupka.

Konsultant przy kręceniu Doctora Strange

Przez cztery akapity nie napisałem na temat Dana zbyt wiele dobrego. Może czas zejść z jego trudnej osobowości i wspomnieć o jasnych momentach w jego karierze.

Harmon był konsultantem przy kręceniu filmu “Doctor Strange”. Prezes Marvel Studios wypowiedział się na ten temat:

“…Tak naprawdę to chcieliśmy, żeby obejrzał film, pogadał z nami i powiedział, co myśli o koncepcjach science fiction. To było również istotne, co humor, który mógł wnieść do filmu.”

Czyli inaczej mówiąc, Dan Harmon obejrzał “Doktora Strange’a” przed premierą i jeszcze mu za to zapłacili. Szczęściarz.

Dan Harmon dostał Emmy za Oscary

Dan Harmon ma na koncie trzy nagrody Emmy. Dwie za odcinki “Ricka i Morty’ego”. A trzecią za numer wykonywany przez Hugh Jackmana podczas gali otwarcia Oscarów 2009.

Piosenkę napisali Dan Harmon, Rob Schrab i Ben Schwarzt. Zawiera ona odniesienia do filmów z poprzedniego roku, a istotnym elementem są dekoracje wykonane z kartonu. Wykonał je Schrab i stanowią bezpośrednie nawiązanie do kryzysu finansowego, jaki w 2009 został zapoczątkowany przez krach na giełdzie amerykańskiej (wiecie, że bieda i nawet Hollywood nie ma pieniędzy).

P.S. Jedną z Emmy Dan Harmon dostał za odcinek zatytułowany “Pickle Rick”. I właśnie z tej okazji możecie sobie kupić koszulkę :)

T-shirty z Rickiem-Piklem i wiele innych kupicie na stronie megakoszulki.pl.

Cykl Historii – Narzędzie storytellingowe Harmona

Pierwotnie ten tekst chciałem zatytułować “Dan Harmon – Profesor od Opowieści”. Dopiero później odkryłem, jak bardzo trudny jest dzisiejszy bohater i postanowiłem zmienić tytuł na bardziej klikalny.

Dan rzeczywiście jest uznawany za specjalistę od struktury fabuły. Kiedy wpisze się w Youtuba jego nazwisko wyskakują głównie filmiki, w których tłumaczy swoją metodę – Story Circle.

Została oparta na monomicie – teorii mówiącej, że większość wielkich bohaterów w dziejach kultury, filmu i literatury przechodzi w miarę podobną drogę.

Na temat Cyklu Opowieści nie będę się tutaj nadmiernie rozpisywał. Powiem tylko, że inni scenarzyści dosyć ochoczo podchwytuję tę metodologię (na przykład twórca “IT Crowd”).

Wydaje mi się, że cały odcinek z pociągiem (s4e6) nawiązuje do Cyklu Opowieści i teorii monomitu. Nie mogę jednak być pewien.

Doc and Mharti – pierwowzór Ricka i Morty’ego

Jakoś sobie wbiłem do głowy, że Dan Harmon jest głównym umysłem stojącym za stworzeniem kreskówki “Rick and Morty”. Kiedy się wgłębiłem w temat, okazało się, że jakby nie do końca.

Jest ona oparta na parodii “Powrotu do przyszłości” stworzonej przez Justina Roilanda. Krótkometrażowy filmik był prymitywny, obleśny i oczywiście, że debiutował podczas Channel 101.

Głosy są podobne, nie? A tak konkretnie, to są takie same. Bo Justin Roiland dalej gra obydwie postacie.

Wiecie co jeszcze powstało z krótkiego filmu?

“What we do in the shadows”. Epicka czarna komedia z Nowej Zelandii rozpoczęła swoją karierę, jako dwudziesto-kilku minutowa produkcja stworzona z myślą o Youtubie.

I tutaj chytrym przejściem pozwolę sobie zaproponować tekst o Taice Waititi – jednym z twórców tej opowieści o lekko nieporadnych wampirach.

Leave a Reply