9 Komedii o Superbohaterach (w tym 2 super-niszowe)

Obecnie prawie każdy film o superbohaterach to po części komedia.

Marvel świetnie sobie radzi z łączeniem dramatyzmu i gagów. DC idzie inną ścieżką, ale w jego filmach pod zwałami zbędnego patosu i tak często pojawiają się fajne żarciki.

Dzisiaj jednak robię selekcję i przedstawiam te produkcje o superbohaterach, które mają większą zawartość komedii w komedii. Te w których heheszki są na pierwszym miejscu, a ratowanie świata na drugim (albo wręcz ostatnim).

Dla urozmaicenia posta będę przeplatał. Na liście znajdziecie filmy powszechnie znane i takie, za którymi sam musiałem trochę poszperać.

1. Kick-Ass

Zafascynowany komiksami nastolatek kupuje strój do nurkowania i dwie pałki. Z tym sprzętem wychodzi na ulicę, aby walczyć z przestępczością. Oczywiście zaczepianie przestępców w głupim stroju kończy się tym, czym się musiało skończyć. Wp****olem.

I to solidnym. Bo po pierwszym omłocie tytułowy Kick-Ass trafia do szpitala. Efektem bójki są metalowe płytki na kościach i uszkodzone zakończenia nerwowe.

Dzięki tym ostatnim „bohater” nie czuje bólu, co utwierdza go w przekonaniu, że ma super-moce. Ponownie wychodzi na ulice i zalicza kolejne wp***dole.

Nawiasem mówiąc film jest wyraźnie inspirowany społecznością real life superheroes. Tak jest ! Ludzie, którzy przebierają się w trykoty i próbują walczyć ze złem, naprawdę istnieją.

2. The Specials

Produkcja, która moim zdaniem znacznie wyprzedziła swoje czasy. Bo w 2000 roku filmy o superbohaterach nie były wcale aż tak bardzo popularne.

Tymczasem „The Specials” to komedia zrobiona wprawdzie po kosztach, ale za to z pasją. Jest wręcz naszpikowana nawiązaniami do komiksów i mrugnięciami oka do ich fanów.

Produkcja opowiada o zespole superbohaterów The Specials – szóstej czy siódmej najbardziej popularnej grupie herosów na świecie.

Zachęcić powinien Was fakt, że scenariusz napisał James Gun (i przy okazji zagrał typa, który potrafi stać się bardzo mały).

3. Deadpool 2

W wypadku tego filmu popełniłem karygodny błąd. Poszedłem na niego o godzinie 15tej i dopiero siedząc w kinie, zorientowałem się, że oglądam wersję z dubbingiem. Nie róbcie tego nigdy i w żadnych okolicznościach!

„Deadpool 2” z dubbingiem ssie po całości. Obejrzałem po raz drugi z napisami i w tej wersji już wymiata.

Twórcy po sukcesie pierwszej części pozwalają sobie na jeszcze więcej. Kpią z konwencji superbohaterskiej, przeginają pod względem czarnego humoru i wjeżdżają buldożerem w czwartą ścianę.

W tej części Deadpool zostaje X-menem (między innymi).

4. Super

Ten film ma równie dużo pecha, co Domino z „Deadpoola 2” szczęścia. Opowiada bardzo podobną historię co „Kick-Ass” i na dodatek wyszedł w tym samym roku.

Protagonista również nie posiada żadnych mocy i również ni z gruchy nie z pietruchy postanawia zostać superbohaterem. Powoduje nim jednak zupełnie inna motywacja…

Frank z „Supera” cierpi na solidne urojenia i postępuje z łotrami naprawdę brutalnie. Takie trochę połączenie Kickassa z Rorschachem.

Musicie przyznać, że Crimson Bolt ma jeszcze gorszy kostium niż Kick-Ass.

Paranoicznego smaczku filmowi dodaje też fakt, że bohaterem częściowo powodują motywy religijne. Ma się za wybrańca boga, a jego inspiracją jest chrześcijański superbohater z programu dla dzieci- Holy Avengerem.

Ten ostatni to postać z fikcyjnej kreskówki. Wydaje się być jednak inspirowany Biblemanem (To chrześcijański superheros z całkiem prawdziwej kreskówki. Więcej poniżej.)

5. Suicide Squad 2

O ile „Deadpool” w drugiej części się mocno rozkręcił (a pierwsza i tak była super), o tyle „Suicide Squad” w sequelu obiera zupełnie nowy kierunek.

Jedynka miała zabawne momenty, ale jednak w przeważającej mierze była tym poważnym filmem o superbohaterach (a nawet miejscami trochę nadętym). Kontynuacja bardzo mocno bawi się konwencją i celuje w śmiechy (a konkretnie w czarny humor).

Film co chwilę przypomina, jak bardzo niedorzeczne bywają komiksy. „Suicide Squad 2” z odmętów uniwersum DC wyciąga tak abstrakcyjne postacie jak Polka Dot Man (rzuca kolorowymi „kropkami”). Przez chwilę na ekranie pojawia się też The Detachable Kid, z dużym podobieństwem wzorowany na komiksowym Arm Fall Off Boyu (obydwie postacie potrafią „odpiąć” kończyny i biją nimi przeciwników).

Część z pozostałych postaci jest mniej abstrakcyjna, ale jednak zakrawa na parodię. Peacemaker to krwawa wariacja na temat Kapitana Ameryki („bohater” jest skłonny mordować mężczyzn kobiety i dzieci w imię wolności. Mocny pstryczek w imperialistyczny nos USA.) King Shark wydaje się być odpowiedzią na Hulka, a Bloodsport to moim zdaniem wykrzywiona wersja Deathshota.

Ogólnie polecam. Warto obejrzeć tę sieczkę.

Wspomniany wyżej Polka Dot Man.

6. Super Hero Movie

Ten film na swój sposób aż głupio mi polecać.

Jest to klasyczny pastisz. No i super. Lubię pastisze. Problem polega na tym, że jest on przeładowany żartami o kupie, siku, pierdzeniu i wszystkim, co bawi każdego normalnego dwunastolatka.

Jednocześnie niektóre sceny bardzo fajnie wyśmiewają filmy superbohaterskie z początku dwudziestego pierwszego wieku („Spiderman” i „X-men”). A umówmy się, że w tych produkcjach naprawdę jest co wyśmiewać.

7. Guardians of the Galaxy

Grupa antybohaterów, a większość z nich przy okazji przejawia arcykomiczne wady.

Star Lord jest drobnym opryszkiem o mentalności studenta pierwszego roku. Drax nie rozumie metafor, co nie stanowi dobrego połączenia z jego skłonnością do agresji. Groot to chodzące drzewo, które mówi tylko trzy słowa. Rocket wcale nie jest bardzo złośliwym szopem praczem.

I tylko Gamora jakaś taka mroczna i poważna.

W „Guardians of the Galaxy” poznamy historię drobnych przestępców, którzy próbują sprzedać kamień nieskończoności, a przez przypadek ratują wszechświat.

Finałowy dance-off ze złolem.

8. The Tick (Kleszcz)

Tytułowy Kleszcze nie ma mocy wczepiania się w ludzkie ciało ani nie sprzedaje wrogom super-boreliozy.

Posiada za to prawie-niezniszczalność (nigh-invulnerable) i „Siłę dziesięciu, może dwudziestu mężczyzn. Siłę zatłoczonego przystanku autobusowego.”

Do tego jego charakter stanowi unikalną mieszankę patosu, dziecinnej radości oraz głupoty. Muszę też przyznać, że grający bohatera Peter Serafinowicz łączy te wszystkie cechy w naprawdę wybuchową mieszankę.

Zazwyczaj The Tick nie ma aż tak głupiego wyrazu ryja.

9. Shazam

„Kick-ass”, „Deadpool”, „Super”, „Suiside Squad”. To zestawienie pełne jest filmów cholernie brutalnych.

No to na koniec przedstawię coś lżejszego. „Shazam” moim zdaniem stanowi odpowiedź DC na marvelowskiego „Antmana”. Komedia familijna, która zawiera sporo odniesień do klasyki gatunku – czyli produkcji „Duży” z Tomem Hanksem.

Walka ze złem jest tutaj oczywiście bardzo ważnym wątkiem. Ale jednocześnie główny bohater to zadziorny nastolatek, którego piorun zamienia w nadczłowieka. Aż się prosi, żeby wprowadzić tutaj wątki komediowe.

BTW. Po drugim obejrzeniu „Shazama” trochę wymądrzałem się na jego temat na TikToku.

A jeśli chcecie więcej rekomendacji filmowych, to zapraszam do posta poniżej. W nim również znajdziecie parę produkcji superbohaterskich (tak jakby…)

Leave a Reply