22 tłumaczenia tytułów równie złe co „Wirujący seks”

Polscy tłumacze uważają, że najbliższe słowo do angielskiego ’fuck’ to ’kurczę’. Regularnie też robią fikołki w stylu przekładania słowa „foodtruck” jako „barowóz” (true story – film „Szef” z 2014-tego).

Jeszcze bardziej koszmarne bywają spolszczenia tytułów (na przykład wspomniany powyżej „Wirujący seks”). Za tymi wynaturzeniami rzekomo jednak zazwyczaj już nie stoją tłumacze ale marketingowcy – ludzie którzy do nazywania filmów stosują filozofię clickabaitu.

I dzisiaj właśnie przedstawiam najgorsze tłumaczenia tytułów – te, które po wysiłkach panów i pań od marketingu wyglądają jak po walce z Gołotą.

1. „Dirty dancing” – „Wirujący seks”

Zamieszczam ten przykład jako pierwszy – żeby wyjaśnić.

Bo pewnie są ludzie, którzy nie słyszeli, że w latach osiemdziesiątych „Dirty dancing” wszedł do polskich kin jako „Wirujący seks”. Bo wiecie, bohaterowie wirują w tańcu, a słowo „seks” każde gówno sprzeda.

2. „Die hard” – „Szklana pułapka”

Pierwsza część dzieje się w wieżowcu, a John McClane jest w nim uwięziony. Tytuł „Szklana pułapka” wydaje się być pomysłowy, chwytliwy i trafny. Problem polega na tym, że druga część dzieje się na lotnisku. A trzecia to już w ogóle stanowi ganianinę po Nowym Jorku. I w ten magiczny sposób dobry tytuł zamienia się w tytuł kompletnie z dupy…

Swoją drogą ’die hard’ można przetłumaczyć jako ’NIE DO ZDARCIA’. Czy to naprawdę aż tak źle brzmiałoby jako tytuł tego filmu?

3. „In Bruges” – „Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj”

Polski tytuł powinien brzmieć po prostu: „W Brugii”. Pewnie marketingowców obleciała tutaj obawa, że nasz widz na coś takiego nie przyjdzie, bo ma w pompie skarby belgijskiej architektury. I pewnie właśnie tak powstał tytuł: „Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj”, który sprawia, że ta mroczna i nieoczywista komedia zaczyna brzmieć jak kolejna część Gangu Olsena.

Reklamiarzom trzeba oddać to, że ich tytuł jest przynajmniej inspirowany sloganem z amerykańskich plakatów.

4. „Eternal sunshine of the spotless mind” – „Zakochany bez pamięci”

Ten film wszedł do kin tuż przed walentynkami i był promowany jako typowa komedia romantyczna na to „święto”. Myślę, że co najmniej kilka par mogło się srogo zdziwić trafiając z przypadku na ten umiarkowanie mroczny i cholernie dziwny film.

Swoją drogą tytuł oryginału rzekomo został zaczerpnięty z poezji Alexandra Pope’a:

„Jakież to szczęście wieść niewinny żywot.

Być umarłym dla świata i tym się nie martwić.

O! Wieczna jasności wolnego umysłu!

Modlitw jesteś godna, choć prośbami gardzisz.“

„Eloisa do Abelarda”, Alexander Pope

5. „Prison break” – „Skazany na śmierć”

Tak wiem, że to jest serial, ale pasuje mi do tekstu wręcz idealnie. Tytuł polski nie ma kompletnie nic wspólnego z oryginalnym i ten fakt został dziesiątki razy przeorany w memach.

Najwyraźniej I stacja to: Jezus Chrystus Skazany na Śmierć.

6. „The bold and the beautiful” – „Moda na sukces”

Tak jest. Oryginalny tytuł „Mody na sukces” nie brzmi „Succes is trendy” ani tym bardziej „Fasion for succes”. Najdłuższa telenowela w galaktyce to po angielsku „The bold and the beautiful”.

I tak dobrze, że jakiś zabiegany marketingowiec nie klepnął tego jako „Łysi i piękni”.

Tak zwana codzienna dawka wiedzy zbędnej.

7. „Girl, Interrupted” – „Przerwana lekcja muzyki”

Szczerze mówiąc, oglądając film, za cholerę nie mogłem się w nim doszukać lekcji muzyki ani tym bardziej jej przerywania. Sens polskiego tytułu tutaj jednak ukryty dużo głębiej. Cała sprawa jest na tyle zawiła, że czuję się zobowiązany, aby wyjaśnić ją w podpunktach:

  1. Film powstał na podstawie książki o tym samym tytule, która została wydana w Polsce właśnie jako „Przerwana lekcja muzyki”.
  2. W książce rzekomo znajdują się odniesienia do obrazu Jana Vermeera. Nie uwierzycie, wchodzimy w trzeci poziom tej artystycznej incepcji. Dzieło też nazywa się „Przerwana lekcja muzyki”.
  3. Powyżej podałem tytuł polski. Po angielsku obraz nazywa się: „Girl interrupted at her music.” I tutaj nagle znajdujemy logiczne powiązanie pomiędzy tytułem polskim i oryginalnym.

BTW. Wiem, że film jest dramatyczny ale też, moim zdaniem, cholernie nudny. I tutaj pozwolę sobie zostawić odesłanie do innych produkcji, na których można przysnąć.

8. „Terminator” – „Elektroniczny morderca”

A jak najbardziej. Kiedy „Terminator” wchodził na nasze ekrany, został przedstawiony widzom jako „Elektroniczny morderca” (patrz plakat poniżej).

Według Konrada Zarębskiego (źródło- dół tej strony na Wiki) jednym z powodów była obawa, że na widok tytułu polski widz pomyśli, że film opowiada o o uczniu szewca. Legitne obawy.

9. „Into the wild” – „Wszystko za życie”

„Wszystko za życie” brzmi jak tytuł filmu o gościu, który ma potrójnego raka i sprzedaje swoje dziecko na czarnym rynku, żeby zebrać na eksperymentalną terapię.

A zdecydowanie nie jak tytuł filmu, w którym główny bohater rzuca wszystko i wyjeżdża w dzicz. Poważnie. Tutaj nie trzeba było nic poprawiać.

10. „Michael Valiant” – „Najlepsi z najlepszych”

To tłumaczenie uważam za jeden z rekordów braku kompetencji. Bo tytuł to imię i nazwisko. Naprawdę nie powinny się tutaj pojawiać wątpliwości, jak goprzełożyć.

To trochę tak, jakby „Batmana” wydano w Polsce jako „Zbrodnie wielkiego miasta”.

Nawiasem mówiąc film powstał na podstawie komiksu o tym samym tytule (okładka powyżej). We Francji seria podobno jest dosyć popularna. I pewnie gdzieś tutaj trzeba szukać pomysłu na podmienienie tytułu na jakiś bardziej chwytliwy.

11. „Airplane!” – „Czy leci z nami pilot?”

Przez to tłumaczenie raz wyszedłem na nieobeznanego w popkulturze idiotę z Europy Środkowo-Wschodniej. Bo znajoma Amerykanka zaczęła mi opowiadać o filmie „Airplane!”.

I była naprawdę mocno zdziwiona, że nie znam tego klasyka.

Pamiętam, że motyw splątanego samolotu pojawiał się na różnych polskich plakatach.

12. „The hangover” – „Kac Vegas”

Przypuszczam, że w pierwszym momencie polski tytuł musiał się wydać marketingowcom przebłyskiem geniuszu. Bo tłumaczy, co się w filmie dzieje, gdzie się dzieje i ogólnie jest taki chwytliwy.

Problem musiał pojawić się razem z wejściem na rynek filmu „The hangover part II”. Trzeba go było oczywiście wypuścić na rynek jako „Kac Vegas w Bangkoku”.

13. „National Lampoons: Vacation” – „W krzywym zwierciadle: Wakacje”

Nie trzeba znać angielskiego właściwie wcale, żeby załapać, że „national” to nie „krzywe” a „lampoon” to nie „zwierciadło”. Tutaj przed polskim dystrybutorem stało bardzo trudne zadanie.

Bo „National Lampoon” (w wolnym tłumaczeniu „Narodowy Paszkwil”) to amerykańska gazeta humorystyczna, która przez pewien czas miała status kultowej. Sprzedawała się tak dobrze, że aż zaczęła wydawać własne filmy.

Z jednej strony rozumiem podmiankę. A z drugiej, to gdybym kiedyś nakręcił film i z jakiegoś głupiego powodu umieścił w tytule adres swojego bloga, to pewnie bym chciał, żeby ten adres tam został.

Swoją drogą jestem zaskoczony, że oryginalny plakat jest mocno inspirowany Conanem Barbarzyńcą.

14. „Duplex” – „Starsza pani musi zniknąć”

Jakiż ten angielski jest bogaty w idiomy! Nie sądziłem, że pod jednym słowem może kryć się całe zdanie.

A tak serio, to ’duplex’ to po prostu podwójny domek – taki bliźniak.

To jest duplex. Rzekomo.

15. „Reality bites” – „Orbitowanie bez cukru”

To nie jest reklama bezcukrowej gumy do żucia. To jest komedio-dramatem z wątkami romantycznymi.

Na forum filmwebu znalazłem informację, że polski tytuł powstał w konkursie Radia Zet. Tych informacji nie byłem jednak w stanie zweryfikować.

16. „The king’s speech” – „Jak zostać królem”

Polski tytuł brzmi jak poradnik, prawda? A nie jest. Główny bohater jest następcą tronu królewskiego. Tak czy siak ma zostać tym cholernym królem.

Skoro już marketingowcy musieli gmerać przy tytule, to mogli go zmienić na coś w stylu „Król się jąka”.

Widok króla (czy tam królewskiego następcy) na tle odrapanej ściany zawsze bawi.

17. „Bandits” – „Włamanie na śniadanie”

Film opowiada o drobnych opryszkach, którzy mają ciekawy patent na napady. Porywają rodzinę menadżera danego banku dzień wcześniej, spędzają noc z jego rodziną, a następnie rano jadą dokonać skoku.

I chyba właśnie stąd się wzięło to „Włamanie na śniadanie”. Chytre!

18. „Bandidas” – „SexiPistols”

Tak jest. Tutaj marketingowcy przetłumaczyli niepolski tytuł na niepolski tytuł.

I z dużym prawdopodobieństwem wraca nam tutaj rozumowanie, że filmy z „seksem” w tytule sprzedają się lepiej. Bo wiecie, Salma Hayek i Penélope Cruz, wcielające się w tytułowe ’bandidas’ same w sobie są zdecydowanie zbyt mało atrakcyjne.

19. „Black Hawk down” – „Helikopter w ogniu”

Black Hawk to model helikoptera doskonale rozpoznawalnego w USA. Gdyby nazwa została w polskim tytule, pewnie tylko ekstremalni fani militariów zrozumieliby, że nie chodzi o jastrzębia.

Rozumiem logikę tego tłumaczenia. Ale jednocześnie cieszę się, że za przekład nie odpowiadał ten typ od „Shreka”, który podmienił gingerbread mana na Żwirka i Muchomorka.

W jego wykonaniu pewnie dostalibyśmy tytuł „Zestrzelony Caracal”.

20. „Penny dreadful” – „Dom grozy”

Serial nie opowiada o żadnej Penny. Geneza jego tytułu jest zasadniczo taka sama, co w wypadku „Pulp fiction” (którego na szczęście żaden wariat nie przetłumaczył).

Pulp fiction to horrory i fantastyka wydawane w dwudziestym wieku na papierze z przemiału. Penny dreadful to tandetne opowiastki sprzedawane w XIX-wiecznej Anglii za jednego pensa.

Cóż. Może lepiej, że nikt tego tytułu nie przetłumaczył jako „Groza za Grosza”. Mógłby cieszyć się mniejszą popularnością.

Przykładowa okładka penny dredful.

21. „Phantasm” – „Mordercze kuleczki”

Ten film był w Polsce funkcjonuje pod dwoma tytułami. Pierwszy to oryginał, który buduje napięcie, sugeruje grozę i z tego co słyszałem, oddaje klimat tego surrealistycznego horroru.

Drugi to właśnie „Mordercze kuleczki”, które sugerują komedio-horror na poziomie „Ataku pomidorów zabójców”.

Mordercza kuleczka z trzeciej części cyklu. Niektórzy maniacy nawet sobie kupują repliki.

22. „Snake dick” – „Kutasssss”

Ten przykład zamieszczam dla kontrastu. Bo tutaj moim zdaniem polski tytuł robi dobrą robotę, pomimo że odbiega od oryginału. A poza tym, kogo obchodzą tytuły filmów klasy B? (Z domniemanym wątkiem erotycznym.)

I skoro już wszedłem na temat filmów klasy B, to przekieruję do tekstu o ich podgatunku. Mockbustery to filmy, które próbują podszyć się pod inne filmy, żeby z tego tytułu zgarnąć trochę siana.

Leave a Reply