Przypuszczam, że zdaniem wielu internautów już niektóre współczesne kabarety są stare. Część z nich działa od dwudziestu lat z okładem.
W tym poście sięgnę jednak jeszcze głębiej i wyciągnę kabarety, które świeciły triumfy w latach dziewięćdziesiątych, siedemdziesiątych czy nawet dwudziestych (i to są właśnie te przedpotopowe).
| Kabarety z końca zeszłego stulecia oznaczam ikonką jednej starszej pani – 👵. Te z szeroko rozumianego PRL-u otrzymują znacznik dwóch starszych pań – 👵👵. A na koniec wrzucam dwie formacje, których nikt z żyjących obecnie ludzi nie miał prawa widzieć na żywo. Symbol trzech starszych pań – 👵👵👵. |
1. Kabaret Mumio 👵
Mumio to właściwie nawet nie tyle kabaret co zjawisko. Grupa uprawiała galopujący absurd.
Ekipa wybiła się na robieniu reklam sieci telefonicznej Play. I ta współpraca to ciekawy przypadek w historii marketingu. Bo dzięki spotom cała Polska zapamiętała Mumio i ich porypane teksty. Bardzo rzadko jednak się zdarzało, żeby komuś zapadła w pamięć sieć, którą te abstrakcyjne scenki reklamowały.
Mumio chyba dalej czasami występuje. Jeśli dobrze mi się wydaje, artyści zrezygnowali z określania siebie jako kabaretu. Zamiast tego dają spektakle jako teatr absurdu (albo coś takiego).
2. Grupa Rafała Kmity 👵
Projekt złożony z zawodowych aktorów. Ma dużo lat. Nie wiem ile, ale obstawiam, że tak co najmniej ze trzydzieści.
Skład nie jest w stu procentach stały – wielokrotnie dołączali do niego nowi artyści. Nawet można powiedzieć, że jedynym elementem łączącym wszystkie kolejne iteracje ekipy jest… zgadliście Rafał Kmita – krakowski reżyser i autor tekstów.
Warto podkreślić też jedną rzecz. Grupa Rafała Kmity oprócz programów kabaretowych wystawia też spektakle teatralne – na przykład „Wszyscyśmy z jednego szynela”.
3. Kabaret OTTO 👵
To ci z keybordem. Elegancko ubrani kabareciarze, którzy w repertuarze mają właściwie same piosenki.
Byli niezwykle popularni w latach dziewięćdziesiątych. Później ich blask trochę przygasł, ale w ciągu ostatniego dziesięciolecia na nowo pojawili się w mediach. Za sprawą byłego członka, który stworzył Studio YaYo.
P.S. Pan ze Studia YaYo już na nowo wrócił do kabaretu OTTO. Możemy spodziewać się nowej jakości w jego utworach.
4. Kabaret Potem 👵
Bardzo ciekawy przypadek. Kabaret, który tworzył skecze literackie i jednocześnie zrobił naprawdę sporą karierę. W ich programach mogliśmy zobaczyć nawiązania do historii, mitów i bajek (najsłynniejszy program – „Bajki dla potłuczonych”).
W latach dziewięćdziesiątych grupa była naprawdę mocno rozpoznawalna i intensywnie jeździła po kraju.
Na swój sposób przedłużeniem Potemu jest kabaret Hrabi. W składzie obydwóch zobaczymy Kamysa i Kołaczkowską.
5. Wszyscy satyrycy starej daty 👵
Spotkałem się z tym, że ludzie wszystkich kabareciarzy, jakich widzą w telewizji, uważają za jeden zespół. Bo wiecie, w telewizji GRAJĄ RAZEM. Więc pewnie razem też jeżdżą po Polsce, razem jedzą i razem śpią (to ostatnie jest w stu procentach oczywiste).
Rozumując tym trybem, wszystkich satyryków starej daty można uznać za jeden kabaret. Tadziu Drozda, Marcin Daniec, Jurek Kryszak, Krzysiowie Piasecki i Daukszewicz, Stasiu Tym. Przed wami KABARET STARZY SATYRYCY.
Wiem, że ten akapit jest dziwny, ale uznałem, że w jakiś sposób muszę panom zapewnić miejsce w tekście.
6. Teatr Absurdu ŻŻŻŻŻŻŻ (mogłem pomylić ilość „Ż”) 👵
Większość kabaretów na tej liście miała takie okresy, w których była bardzo mocno rozpoznawalna.
No to dodam jeden wyjątek. Bardzo dobry i ciekawy projekt, który nigdy nie wyszedł poza niszę. W sumie też nie miał prawa ani chyba chęci się z tej niszy wygrzebywać. Piszę teraz o Teatrze Absurdu ŻŻŻŻŻŻ.
Nietypowy spektakl kabaretowy stworzony przez środowisko z Zielonej Góry. Była to ni mniej ni więcej parodia teatru absurdu.
Kilkanaście osób wbiegało na scenę w czarnych trykotach, żeby odstawiać dziwne rzeczy na scenie. Do dzisiejszego dnia nie zachowały się nagrania, ale ręczę słowem, że to było to zabawne.
7. Kabaret Piwnica Pod Baranami 👵👵
Wstyd się przyznać. Mieszkam w Krakowie dwadzieścia kilka lat i nigdy nie bylem w Piwnicy Pod Baranami.
No dobra. Byłem w lokalu. Nawet w nim parę razy wystąpiłem. Nigdy jednak nie poszedłem na spektakl Kabaretu Pod Baranami.
Ale wiem, że istnieje. I w sumie tyle mi wystarczy.
8. Kabaret Elita 👵👵
W mojej pamięci zapisali się jako goście, którzy robią coś w rodzaju grupowego stand-upu. Bo w starych programach telewizyjnych po prostu stali i gadali do mikrofonów.
Podczas pisania tekstu odświeżyłem sobie Elitę i okazuje się, że nie był to stand-up ale forma minimalistycznych skeczy. Panowie rezygnowali z kostiumów i w większości wypadków również z kreacji aktorskiej. Podczas występów koncentrowali się na samym tekście.
Wybór formy trochę dziwny, ale każdy ma swoją drogę ;)
9. Kabaret Tey 👵👵
Przewinęło się przez niego wielu artystów – Janusz Rewiński, Krzysztof Jaślar, Rudi Schubert. Za trzon grupy przywykło się jednak uważać Bohdana Smolenia i Zenona Laskowika.
Panowie czasy największej popularności przeżywali w PRL-u i w sumie na komunie na swój sposób zbudowali swoją karierę. Bo obśmiewali ją chętnie i co ważniejsze regularnie.
Ze swoimi programami występowali zarówno w kraju, jak i poza jego granicami (oczywiscie dla Polonii).
10. Kabaret Dudek 👵👵
Kabaret złożony z najzabawaniejszych „gęb” ze starych polskich filmów. W Dudku grali Kobuszewski, Gołas i Kwiatkowska. Moje ulubione role w skeczach formacji przypadły jednak o wiele mniej znanym gwiazdom – Dziewońskiemu i Michnikowskiemu.
Ciekawym elementem programów Dudka było to, że własne skecze uzupełniali numerami zaczerpniętymi sprzed wojny. Czyli na swój sposób przybliżali widzom kabarety jeszcze starsze.
11. Kabaret Olgi Lipińskiej 👵👵
Program telewizyjny, w którym pojawiali się najbardziej znani aktorzy komediowi PRL-u (złośliwie można by powiedzieć, że z grubsza ta sama ekipa co w Dudku).
Kabaret Olgi Lipińskiej to ciekawy przypadek. Powstał w głębokim komunizmie. Kilka odcinków ukazało się po latach – w momencie przemian ustrojowych (np. w 1989). Po pełnej transformacji show powróciło pełną parą w latach dziewięćdziesiątych i przetrwało do początku dwudziestego pierwszego wieku.
Wiem, że dla wielu osób może to być zaskoczeniem, ale spiritus movens cyklu była Olga Lipińska.
12. Kabaret Starszych Panów 👵👵
Kolejne przedsięwzięcie telewizyjne. Mam wobec niego mieszane uczucia. Z jednej strony 90% tekstów w tym show mnie nie bawi. A z drugiej, są piosenki Starszych Panów, które uwielbiam.
W tym kabarecie wszystko jest subtelne, delikatne, takie muśnięte. Dwóch leciwych gentlemanów w cylindrach stoi i zapowiada kolejne piosenki. Niech was to jednak nie zwiedzie. Zdaniem wielu osób ta forma była wyrazem buntu przeciwko szarości i toporności wczesnego PRL-u.
13. Teatrzyk Zielona Gęś 👵👵
Sławni polscy poeci angażowali się w działalność kabaretów nie raz i nie dwa. Wiecie, jak jest. Za wiersze średnio płacą, a żryć coś trzeba. Sporo skeczy przed wojną napisał na przykład niejaki Tuwim.
Teatrzyk Zielona Gęś to kabaret stworzony przez innego poetę. Konkretnie przez Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego.
Absurdalny i lekki. Dziwny i dla mnie niezbyt zrozumiały. Chyba na takie rzeczy mówi się, że jest to projekt osobny.
14. Qui Pro Quo 👵👵👵
Jak wynika z książki „W kabarecie” Izoldy Kiec, przedwojenna Warszawa stała kabaretami. W tym wypadku jako kabaret należy rozumieć lokal z na stałe przypisanym do niego składem artystycznym.
Tego typu instytucji działało sporo, ale najsłynniejszą z nich było Qui Pro Quo. Przez lata grupa wystawiała premierę prawie co miesiąc. Szacun! Bo z doświadczenia wiem, że wymaga to całej masy pracy.
A za tę pracę odpowiadał nie byle kto. Do Qui Pro Quo pisał Marian Hemar i król przedwojennych tandeciarzy – Andrzej Włast (autor przeboju „Jesienne Róże”). Tutaj wiele tekstów zostawił także książę polskich poetów – Julian Tuwim.
Etatowym konferansjerem kabaretu, co ciekawe, był Węgier. Ferdynand Jarosy rzekomo został zwerbowany z przejeżdżającego kabaretu zagranicznego i podczas pierwszych spektakli, nawet nie potrafi gadać po polsku.
15. Zielony Balonik 👵👵👵
Uznawany za pierwszy polski kabaret. Na swój sposób odnosił się do o wiele wcześniejszych inicjatyw paryskich – głównie do Czarnego Kota.
I z tego, co pamiętam ze wspomnień Boya, było to takie kółko wzajemnej adoracji towarzyskiej. O pierwszym spotkaniu w Jamie Michalika Żeleński napisał: „Co prawda tych filistrów trzeba by ze świecą szukać na sali, wypełnionej szczelnie artystyczną bracią.”
Podczas spotkań Zielonego Balonika spotykali się malarze, pisarze, redaktorzy i rzadziej zaprzyjaźnieni z nimi lekarze i prawnicy. Wchodzili na scenę, aby deklamować, przemawiać, grać i śpiewać.
Nie. Ten kabaret nigdy nie był w telewizji!