Ostatnio robiłem stand-up na pikniku dla seniorów w Wąsoszu.
Nazwa ciekawa, więc na początku występu zapytałem widzów, skąd pochodzi.
Usłyszałem szeroki wybór odpowiedzi. Publiczność powiedziała, że nazwa wzięła się od:
- Wąsów
- Czegoś wąskiego
- Jakichś wężów
- Staropolskiego słowa oznaczającego miejsce, w którym schodzą się dwie rzeki. (!)
I oczywiście ta ostatnia wersja jest poprawna (Sprawdzałem wcześniej internecie).
To by tłumaczyło, dlaczego w Polsce jest tyle Wąsoszy (co najmniej pięć). W końcu styk dwóch rzek to dobra opcja na osiedlenie z punktu widzenia obronności (chyba, że cię atakują wikingowie. Wtedy niedobra.)
I co ciekawe, z tej perspektywy Sandomierz też jest Wąsoszem (bo wiecie, dwie rzeki i geneza nazwy: “San do Wisły domierza”).
Druga ciekawostka też jest geograficzna. Słyszeliście o miejscowości Łodygowice?
Ja już słyszałem. Niedawno temu. Jakoś w lipcu wystąpiłem ze stand-upem na poprawinach. Spora część widzów była właśnie z Łodygowic.
I oczywiście przed przyjazdem sprawdziłem miejscowość gruntownie – razem z genezą nazwy (tak wiem, dziwny jestem ;)
I nie, nazwa nie pochodzi od łodygi. Ani od tego, że komuś coś dygało tak mocno, że inni robili “łooooo” (badum tsss).
Okazuje się, że pierwotnie były to “Ludwikowice”, a żywiecka gwara tak to imię przemieliła, że z Ludwika nie zostało nic.
Mimo wszystko podoba mi się taki sposób polonizacji. Zgodnie z nim “Odę do radości” skomponował Łodyg van Beethoven. Proponuję to wprowadzić na stałe i pielęgnować.
I ostatnia anegdotka nie jest o pochodzeniu nazwy, ale o tym, jak ludzie pięknie potrafią w nazwie doszukać się rzeczy, których tam nie ma. Na przykład sucharów. I kupy. Albo obydwóch tych rzeczy na raz.
W wakacje występowałem dla przemysłu ciężkiego. Konkretnie dla firmy produkującej elementy do pociągów (mniejsza z tym, które).
Standardowo zapytałem, skąd pochodzą widzowie.
Ktoś się przyznał, że z Kałuszyna. Słowo “przyznał” jest tutaj kluczowe. Połowa widowni zaczęła się śmiać. Druga połowa zaczęła buczeć.
Kompletnie nie wiedziałem, o co chodzi. I dopiero po występie dowiedziałem się, co poruszyło kolejników.
Bo wiecie, Kałuszyn rozwija się jako “Kał u szyn”. Dobra rada: Jeśli otaczają cię części pociągów i ludzie, którzy je montują, nie pochodź z tego miejsca :)