Kiedy jedziemy pociągiem, autobusem albo innym środkiem komunikacji publicznej jest umiarkowany luz. Kupię sobie jakąś niedorzecznie drogą kolę na dworcu kolejowym, albo gumowatą drożdżówkę owiniętą w celofan, ale to tyle. Natomiast trasa samochodem i regularne postoje na stacjach benzynowych zamieniają mnie w jakiegoś nienażartego potwora. Co przystanek wpieprzam zapiekanki albo hot-dogi, poprawiam batonikami, a na drogę biorę sobie jeszcze paluszki albo obrzydliwie ostre i podejrzanie zielone orzeszki z wazabii. Czytaj dalej „Pieprzony syndrom pieprzonej wycieczki szkolnej”
Autor: Tomek Biskup
Grzebanie w śmieciach z intencją mocno postmodernistyczną
Skończyłem parę dni temu czytać „Wyznania Młodego Pisarza” autorstwa wielkiego i niewiarygodnie utytułowanego twórcy, a mianowicie Umberto Eco. Powiem Wam, że książka jest ciekawa i wciągająca. Przez pierwszych dwadzieścia stron. Hubert Ekonomiczny pisze o pieczołowitości z jaką pracuje nad książkami. Zanim siądzie przy klawiaturze, robi tak gruntowny reaserch, że aż wydaje się to być objawem paranoi. Jeździ po klasztorach, bada budowę siedemnastowiecznych statków, rekonstruuje średniowieczne dialekty Włoskiego, których słowa, a już tym bardziej brzmienie nigdy nie zostały zapisane. Tutaj czapki z głów! Czytaj dalej „Grzebanie w śmieciach z intencją mocno postmodernistyczną”
Legendarne miejsce, w którym mieszkam
Właśnie to policzyłem po raz kolejny i nie chce mi się wierzyć. Od kiedy zamieszkałem w Krakowie, czyli przez mniej więcej dwanaście lat, przeprowadziłem się dziesięć razy. W kilku mieszkaniach spędziłem po dwa lata, ale z kolei niekiedy zmieniałem miejsce pobytu stałego co pół roku, a z jednego lokum wyniosłem się po miesiącu. Przyczyny przeprowadzek były różne. Czasem właściciele mnie zaczynali denerwować, czasem ja ich, kilka razy rozpadła się ekipa, z którą wynajmowałem, kilka razy też po niewczasie orientowałem się, że miejsce, w którym śpię, jem i przebywam już kilkanaście tygodni jest i cały czas było paskudną norą. Czytaj dalej „Legendarne miejsce, w którym mieszkam”
Najgłupsze techniki motywacji, jakie udało mi się wymyślić
Techniki motywacji od lat przepełniają internet. Sieć aż kipi od blogów, na których nastoletni ludzie, których największym osiągnięciem jest dwadzieścia lików na Facebook’u, doradzają innym ludziom, jak zmotywować się do odniesienia sukcesu. Jestem pełen podziwu dla tej mesjanistycznej młodzieży, która poświęca czas, by swoim mutującym głosem szeptać japiszonom zachęty do zdobywania nowych porcji korporacyjnych punktów. Dzisiaj postanowiłem ulżyć motywacyjnym nastolatkom w ich ponadludzkim trudzie i pomimo trzydziestki za karkiem zasilić ich szeregi. Techniki motywacyjne poniżej są całkowicie unikalne. Nie ma ich nigdzie indziej, bo napisałem je na kolanie, a nawet lekko na odpieprz się. Czytaj dalej „Najgłupsze techniki motywacji, jakie udało mi się wymyślić”
Czy ja powinienem się silić?
Na co się silić? Oczywiście na śmieszność.
Jestem kabareciarzem (Och, Tomek! Niemożliwe! Dawno nie wspominałeś.) więc teoretycznie mój blog powinien tryskać humorem i ociekać komedią. W każdym poście powinno się znajdować więcej żartów, niż właściciel ubojni świń ma skwarek w porannej jajecznicy. (Silenia się przykład numer jeden.) Czytając moje wypociny przez duże W ludzie powinni się tarzać ze śmiechu, tak jak ja to nieomal robię, kiedy wejdę na fanpage Make Life Harder. A czy się tarzają, czy parskają, czy też jedynie łapie ich przelotny chichot przypominający czkawkę, czy też po raz drugi jedynie milcząco brną przez tekst lub patrzą z zażenowaniem, jak ja na poczynania Dema3000, to tak naprawdę cholera ich wie… Czytaj dalej „Czy ja powinienem się silić?”
Na warsztatach u sapiących tancerzy
Zacznę tak. Razem ze znaczną częścią grupy AD HOC wziąłem udział w warsztatach ruchowych poprowadzonych przez Krakowski Teatr Tańca. Nietrudno się domyślić, że to właśnie tę drugą instytucję nazwałem w tytule sapiącymi tancerzami. Warsztaty mi się bardzo podobały, członkowie KKT są niewiarygodnie sympatyczni, ale nie da się ukryć, że kiedy idą w tan to sapią jak astmatycy w przedśmiertnym stadium choroby. Oni oraz inni praktykanci, amatorzy i propagatorzy Tańca Współczesnego dorobili sobie do tego nawet teorię dźwięków ciała. Z rozmaitych sapów, westchnień i przedechów uczynili formy wyrazu artystycznego (astmatycznego?). Czytaj dalej „Na warsztatach u sapiących tancerzy”


