Poradnik pozycjonowania bloga dla skończonych melepetów

Zanim przejdę do właściwej treści, wyjaśnię, że słowo „melepeta” w tym miejscu i kontekście oznacza absolutnego ignoranta. O pozycjonowaniu wiem odrobinę więcej niż nic, dlatego również kwalifikuję się jako melepeta i to taki pełną gębą. Właśnie dlatego postanowiłem napisać post o pozycjonowaniu. Eksperci może i posiadają ogromną wiedzę o windowaniu naszej strony w rankingach Google’a, ale często brakuje im podstawowych informacji na temat ludzkiej niewiedzy. Ja natomiast jako ignorant jestem w stanie lepiej pojąć to, jak wielu rzeczy zwykły człowiek może nie rozumieć.

A zresztą jeśli chodzi o ekspertów… Większość z nich jest znawcami samozwańczymi, więc może się okazać, że też zaliczają się do melepetów. Mam wrażenie, że już nie ma w polskiej sieci bloga, na którym nie pojawiłby się przynajmniej jeden post uczący trudnej sztuki zdobywania linków. To jest taka moda, to jest takie must have. I jednocześnie kolejny powód powstania tego posta.

Czy wpis, który właśnie czytasz, jest wiarygodny? Oczywiście, że tak. Znajdziesz w nim te same informacje, co w czterdziestu innych wpisach na ten temat wyświetlających się wysoko w wyszukiwarce Google. Naprawdę dużo czytałem w sieci o pozycjonowaniu i zaufajcie mi, wszyscy i wszędzie piszą to samo. Czytaj dalej „Poradnik pozycjonowania bloga dla skończonych melepetów”

Nie wierzę, że oni w to wierzą

Na swój sposób religia jest moim hobby. Interesuję się wszystkim w co ludzie byli i są w stanie uwierzyć, a przede wszystkim zastanawiam się nad tym, czy gdzieś jest granica. Czy możliwe jest wymyślenie wiary tak kretyńskiej i pokrętnej, że nie znajdą się na świecie ludzie gotowi ją wyznawać? Coś w rodzaju kościoła Latającego Potwora Spaghetti tylko stworzonego na poważnie (oczywiście „wyznawcy” LPS twierdzą, że ich wiara jest całkiem serio, ale w tym właśnie tkwi clue ich dowcipu). Kilka religii, tudzież sekt, które wypiszę poniżej skłania mnie do przekonania, że w odpowiednich okolicznościach odpowiedni ludzie (słabi? łatwowierni?) kupią wszystko. Jakie są te odpowiednie okoliczności? Cóż, na pewno tę największą, religijną bzdurę, którą chcesz sprzedać innym, powinieneś traktować poważnie. A później to już jak w każdym innym biznesie – ciężka praca i siła przebicia… Czytaj dalej „Nie wierzę, że oni w to wierzą”

Matki kontra standuperzy

Powiedzieć, że trwa nagonka medialna na standuperów to spore wyolbrzymienie. Trwa co najwyżej mikronagoneczka, maleńkie polowanko, tycia-tycia obławka. Zjawisko Stand-upu jest zwyczajnie zbyt mało znane, żeby można było mówić o jakichkolwiek zmasowanych atakach. Kiedy jednak jakakolwiek osoba powiązana ze środowiskiem kabaretowym pojawi się w radiu albo telewizji, z miejsca informuje, że stand-up jest przesycony tekstami o kupie, sikach, rzygach i innych wydzielinach, z których najmniej obrzydliwa to gluty. Bo zgadza się, znaczy ja się zgadzam… Standuperzy zdecydowanie zbyt często sięgają po tematykę fekalną. I przeszkadza mi to nawet u osławionego i niemalże czczonego na naszych ziemiach Abelarda Gizy. Nie podoba mi się jego monolog o publicznych toaletach, bo wali od niego gównem na kilometr. Sprawę pogarsza fakt, że Giza naprawdę dobrze odgrywa swoje teksty. Przez jego doskonałe aktorstwo zapach kału zostawionego na publicznej porcelanie staje się niemal realny. I mam gdzieś, że Abelard jet uważany w naszym kraju za największego i najwspanialszego. A on prawdopodobnie ma gdzieś, co ja uważam. Czytaj dalej „Matki kontra standuperzy”

Jak podwyższyć swoją inteligencję pozorną?

Oprócz inteligencji życiowej, realnej, przestrzennej, matematycznej, koniugacyjnej i kurwa kuchennej (chociaż dalej najgłupsza i najbardziej zbędna wydaje mi się inteligencja emocjonalna) istnieje też taki współczynnik, wyznacznik tudzież charakterystyka jak inteligencja pozorna. Wymyśliłem go jakieś trzy dni temu notując zarys tego wpisu na brudnej chusteczce w jeszcze bardziej brudnym wagonie polskiego PKP, więc współczynnik już istnieje i nikt nie może mi powiedzieć, że jest mniej realny od innych podobnych cech wymyślonych w ładniejszych okolicznościach. Inteligencja pozorna mierzy to za jak mądrego, zaradnego, oczytanego i bystrego uważają cię inni. Czytaj dalej „Jak podwyższyć swoją inteligencję pozorną?”

Testosteronowi, jawni geje

Kategoria Życie Dziwi. Miejsce bloga, w którym piszę o tym, co mnie w życiu zaskoczyło, zdziwiło, pofałdowało mózg w nieznanych dotąd kierunkach. Właściwie od dawna nic nie wywarło na mnie takiego wrażenia jak scena sprzed mniej więcej dwóch tygodni. Drobna rzecz, a jednak pałęta się po głowie.

Stałem z kolegą w kolejce po szybkiego maka, plugastwo zapakowane w śliski papier. Noc. Czwartek. Wrocław. Duże miasto, co oznacza że obok nas po zakup syfu stało sporo ludzi solidnie narąbanych.

Sąsiednia kasa. Obsługiwał ją chłopak tak mały i chudy, że właściwie wyglądał bardziej jak humanoidalny ptak, albo postać narysowana przez dziecko za pomocą paru kresek. Żywy szkielet z rękami jak pałki rabarbaru, nienaturalny twór z wielką głową i krzywym nosem, poruszany jakąś tajemną siłą. Raczej boską niż diabelską, bo gość miał w sobie coś ze świętego. Czytaj dalej „Testosteronowi, jawni geje”

Kreatywność na przykładzie zombie

Gdybym Ja Sprzed Lat pięciu mógł wsiąść w wehikuł czasu i przenieść się do dnia jutrzejszego, aby przeczytać to, co Ja Dzisiejszy napiszę w następnym zdaniu, to najprawdopodobniej bym nie uwierzył. LUBIĘ OGLĄDAĆ FILMY O ZOMBIE. Właściwie nie tylko filmy i nie tylko oglądać. Czytam też komiksy o zombie, wchłonąłem trzy seriale o zombie, a niedługo wezmę się za książki (jeszcze później prawdopodobnie przyjdzie czas na gry).

I tutaj pojawia się bardzo ważne dla mnie pytanie… Co u diabła mnie w tym kręci? Dlaczego podobają mi się produkcje, w których przegniłe ciała wstają z grobów, żeby swoim chwiejnym i powłóczystym krokiem gonić za ciałami krzyczącymi i tętniącymi żywą krwią?  Można by wysunąć tezę, że lubię się bać. Tylko, że nie lubię. Właściwie rzadko oglądam horrory (oprócz tych o zombie oczywiście) i znaczną część reprezentantów tego gatunku filmowego uważam za chłam. Spory procent filmów i (zwłaszcza) seriali o zombie to niezłe dramaty i można by pomyśleć, że lubię smutek zmieszany z ludzkimi rozterkami. Nie lubię i paradoksalnie dramat jest tym typem utworu, który ma największą szansę mnie rozśmieszyć. Załzawione oczy na werandach, rozmowy przeprowadzane z napięciem na twarzach, krzyczenie w deszczu to statystycznie są sceny, które śmieszą mnie najbardziej. Można by też przedstawić trzecią tezę, że czuję pociąg do zgnilizny… Ale weźcie, dajcie spokój, nie czuję.

Najwyraźniej lubię oglądać połączenie tych trzech rzeczy. Lubię kiedy zgnilizna wstaje z grobów, w skutek czego świat się kończy, w skutek czego z kolei bohaterowie doznają głębokich przemian i rozterek. Lubię patrzeć, jak postacie są zjadane, rozszarpywane lub zmieniane w zgniliznę, która znowu będzie rozszarpywała i zżerała. I co więcej, tak jak inżynier Mamoń, czy tam jego kolega, lubię oglądać to, co raz już widziałem. Czytaj dalej „Kreatywność na przykładzie zombie”

Sprawdź ofertę występu z żartami na temat branży. Stand-up na imprezę firmową