Piosenki o wielkiej dupie

wupa

Piosenka o dupie, tudzież o dupie Maryni to takie powiedzenie, niezbyt pochlebne określenie na utwór o niczym. Nie wszyscy wiedzą, nie wszyscy zauważyli, że niedawno ten związek frazeologiczny stał się rzeczywisty jak nigdy dotąd. Polski internet umiarkowanie o tym milczy, ale w Stanach Zjednoczonych właśnie przemija trend na piosenki o wielkiej dupie. I nie chodzi tutaj wcale o kawałki, które są tak bardzo o niczym, że aż przyciągają do siebie stada poszukujących nirvany buddyjskich mnichów, ale o utwory zachwalające walory pań, których pośladki są pokaźne umięśnione i jednocześnie otoczone większą niż to rozsądne otuliną tłuszczową. Naturalnie wszystkim wokalistkom zaangażowanym w ten nurt natura dosyć hojnie wypełniła przestrzeń pomiędzy biodrami a pasem. Zalety gargantuinicznego zadu wychwalają Nicki Minaj w swoim wiekopomnym dziele ’Anaconda’ oraz Meghan Trainor w utworze ’Bass’  Co więcej obydwie te dupiaste panie biorą odwet za lata dyskryminacji. Otwarcie i po wielokroć krzyczą: „Fuck the skiny bitches!”

Czytaj dalej „Piosenki o wielkiej dupie”

Kraków – recenzja miasta kultury po trzynastu latach

6604319509_54b0f09d37_o

Kraków – miasto, w którym psom nie wolno sikać, bo każdy skrawek chodnika jest kultowy albo, co jeszcze gorsze, święty. Tutaj pomniki ochoczo stawia się nawet pawiom, które w różnych urokliwych zakątkach raczył puszczać legendarny założyciel Piwnicy pod Baranami – Piotr Skrzynecki (a przynajmniej ja często natrafiam na pomniki, które wyglądają jak rzygi). Przyjechałem do Krakowa, żeby zasmakować życia artystycznego, kultury, świata, żeby być jak Przybyszewski z felietonów Żeleńskiego. Z perspektywy czasu stwierdzam, że aby zrealizować powyższe cele zdecydowanie nie powinienem wybierać polibudy jako macierzystej uczelni… Czytaj dalej „Kraków – recenzja miasta kultury po trzynastu latach”

Jak zaczyna polski kabareciarz? – To znaczy, jak ja zaczynałem…

Kraków, osiedle Prądnik Biały, konkretnie ósme piętro postkomunistycznego bloku. Godzina mniej więcej trzecia rano. Jaki dzień tygodnia, właściwie nie mam pojęcia. Nie pracuję. Technicznie jeszcze kwalifikuję się jako student polibudy, ale w tym semestrze pojawiłem się na uczelni bodajże raz i bodajże dlatego, że przechodziłem obok i akurat mi się lać zachciało. A jak wszyscy wiedzą, toalety uczelniane witają przechodniów otwartymi drzwiami i co ważniejsze, nie żądają w zamian za udostępnienie porcelany pieniędzy. Siedzę w fotelu, tępo gapię się w ekran komputera i stopniowo zmieniam się w młodszą wersję Ala Bundy. Wpieprzam najtańsze orzeszki marki Lidl. Za popitę służy mi niewiele droższe piwo. Oglądam spiracony na płytę CD program kabaretu Potem. Jeden z tych mniej znanych – „Sny i Zmory im. Sierżanta Zdyba.” Zamiast spać masakruję swój mózg senną psychodelą, komediowym odpowiednikiem Dark Side of the Moon. Nagle doznaję olśnienia… Oglądam stare nagrania kabaretowe chyba od trzech dni i niespodziewanie cała wizja mojego życia zaczyna stawać się jakby bardziej przejrzysta. Spływa na mnie niezakłócona pewność, że ja – najgorszy możliwy student Budownictwa Ogólnego, leń, ćwierć żul patentowany i nieudolny drobny krętacz, zostanę kabareciarzem. Czytaj dalej „Jak zaczyna polski kabareciarz? – To znaczy, jak ja zaczynałem…”

Grupa AD HOC – subiektywna historia

ad_hoc1

Gdzieś w czerwcu 2009 albo 2010 roku tak się złożyło, że pewna moja koleżanka z kabaretu (nie lubi jak się ją oznacza na Facebooku, więc imiennych wzmianek na blogu też może nie przyjąć) nie mogła wystąpić, a akurat trafiło nam się granie. Czasy były takie, że propozycje występów otrzymywaliśmy (my tzn. kabaret PUK) mniej więcej raz na miesiąc, więc za żadne skarby świata nie chcieliśmy odpuszczać okazji… Dlatego padła propozycja, aby zagrać we trzech. Skeczy bez nieodzownego udziału kobiety oczywiście nie mieliśmy, więc na fali wielkiej fascynacji programem „Whose line is it anyway” postanowiliśmy, że raz się żyje, kozie śmierć, łupniemy impro. Oprócz mnie na scenę wkroczyli Alan Pakosz i Michał Próchniewicz. Zaprosiliśmy też do zabawy znajomych (bądź nie) z innych ekip przewijających się przez kabareton. Dołączyli więc aktorzy Kabaretu Grabiego Marka, czyli Marek Grabie znany z serialu „Spadkobiercy” oraz Karol Wolski, który robi bardzo dużo rzeczy, ale najwięcej ludzi kojarzy go z roli nauczyciela informatyki  w serialu „Szkoła”. Zagrało też z nami dwóch ziomków, z kabaretu BAM, o którym na szczęście już dawno temu słuch zaginął (jak widzicie BAM, podobnie jak PUK, SZUM i BIM-BOM należał do nurtu onomatopeicznego sceny kabaretowej). Czytaj dalej „Grupa AD HOC – subiektywna historia”

Jak być bardziej inteligentny?…Ughh… W oczach innych.

medium_3759501963

Dłuższy czas temu machnąłem posta „Jak zwiększyć swoją inteligencję pozorną?”. Próbowałem w nim znaleźć odpowiedź na pytanie, czy człowiek może stać się bardziej inteligentny w oczach innych. A tak naprawdę to nie próbowałem, bo tekst z założenia miał być humorystyczny. Żadne zawarte w nim zdanie nie kwalifikowało się jako poważne (to drugie wyszło). Dzisiaj spróbuję podejść do tego samego tematu minimalnie (ale tylko minimalnie) bardziej serio.

Czytaj dalej „Jak być bardziej inteligentny?…Ughh… W oczach innych.”

Pomysły na biznes, które nie mają prawa wypalić

żebraczka

W życiu przyszły mi do głowy dziesiątki pomysłów na biznes. Żadnego z nich jednak nie zrealizowałem. Dlaczego? Dlatego, że moje przedsiębiorcze natchnienie najwyraźniej jest skończonym idiotą. Czytaj dalej „Pomysły na biznes, które nie mają prawa wypalić”

Sprawdź ofertę występu z żartami na temat branży. Stand-up na imprezę firmową