Co to u diabła jest impro?

Impro w krajach zachodnich istnieje od dziesięcioleci, a nad Wisłą pojawiło się ponad dekadę temu. Należy do najpopularniejszych w naszym kraju nurtów komediowych, a jednocześnie większość ludzi bardzo mało wie na jego temat. I dlatego właśnie przyszedł najwłaściwszy moment, aby jasno wytłumaczył, co to właściwie jest to impro.

Definicja zwięzła: Impro lub improv jest to nurt improwizacji scenicznej. Opiera się na tworzeniu scenek lub spektakli w oparciu o sugestie widowni.

Czytaj dalej Co to u diabła jest impro?

Improwizowany kabaret na imprezę firmową

Ciężko znaleźć bardziej żywiołową formę rozrywki niż improwizacja kabaretowa. Na oczach widzów powstają skecze tworzone z pomysłów widzów i wyobraźni występujących. Członkowie publiczności bardzo często są angażowani w pokaz. Niekiedy podają sugestię na kolejny skecz, a w innych wypadkach są zapraszani na scenę.

JEŚLI SĄ PAŃSTWO ZAINTERESOWANI TEGO TYPU WYSTĘPEM, POPROSZĘ O KONTAKT.

TOMEK BISKUP        604 503 089        TOM.BISKUP.STANDUP@GMAIL.COM

W WYPADKU KONTAKTU MAILOWEGO PROSZĘ TEŻ O ZAZNACZENIE, ŻE CHODZI IMPROWIZACJĘ KOMEDIOWĄ. ZAJMUJĘ SIĘ RÓWNIEŻ INNYMI TYPAMI POKAZÓW I TAKA INFORMACJA WIELE MI UŁATWI :)

Czytaj dalej Improwizowany kabaret na imprezę firmową

Komedia Sceniczna w Polsce – garść proroctw oświeconych

one man show

Jakiś czas temu ogłosiłem się ekspertem od komedii. Nikt nie zaprzecza, więc chyba faktycznie nim jestem. Zaczynam jednak odczuwać niedosyt i postanowiłem posunąć się o krok dalej. Od dzisiaj jestem jasnowidzem od żartów i zamierzam pisać nie tylko o tym, co było, ale również tym, co będzie. Na przestrzeni kilku najbliższych lat przewiduję następujące zmiany na polskiej estradzie: Czytaj dalej Komedia Sceniczna w Polsce – garść proroctw oświeconych

Grupa AD HOC – subiektywna historia

ad_hoc1

Gdzieś w czerwcu 2009 albo 2010 roku tak się złożyło, że pewna moja koleżanka z kabaretu (nie lubi jak się ją oznacza na Facebooku, więc imiennych wzmianek na blogu też może nie przyjąć) nie mogła wystąpić, a akurat trafiło nam się granie. Czasy były takie, że propozycje występów otrzymywaliśmy (my tzn. kabaret PUK) mniej więcej raz na miesiąc, więc za żadne skarby świata nie chcieliśmy odpuszczać okazji… Dlatego padła propozycja, aby zagrać we trzech. Skeczy bez nieodzownego udziału kobiety oczywiście nie mieliśmy, więc na fali wielkiej fascynacji programem “Whose line is it anyway” postanowiliśmy, że raz się żyje, kozie śmierć, łupniemy impro. Oprócz mnie na scenę wkroczyli Alan Pakosz i Michał Próchniewicz. Zaprosiliśmy też do zabawy znajomych (bądź nie) z innych ekip przewijających się przez kabareton. Dołączyli więc aktorzy Kabaretu Grabiego Marka, czyli Marek Grabie znany z serialu “Spadkobiercy” oraz Karol Wolski, który robi bardzo dużo rzeczy, ale najwięcej ludzi kojarzy go z roli nauczyciela informatyki  w serialu “Szkoła”. Zagrało też z nami dwóch ziomków, z kabaretu BAM, o którym na szczęście już dawno temu słuch zaginął (jak widzicie BAM, podobnie jak PUK, SZUM i BIM-BOM należał do nurtu onomatopeicznego sceny kabaretowej). Czytaj dalej Grupa AD HOC – subiektywna historia

Nie jesteśmy kabaretem!

O różnicach między kabaretem, impro i stand upem pisałem wprawdzie niedawno, ale jest to temat rzeka, więc jeden post więcej i tak go/jej nie wyczerpie.

Ostatnio zwróciłem uwagę na fakt, że improwizatorzy bywają oburzeni, kiedy ktoś nazywa ich kabareciarzami. Wolą nazywać swoje zespoły grupami, co jest ok, bądź teatrami, co już moim zdaniem ok nie jest. Bo teatr to wzniosłość i rozmach. Słyszę teatr, widzę aktora, który bardzo sugestywnie tarza się po ziemi odgrywając szaleństwo Hamleta i jeszcze przy tym bardzo profesjonalnie opluwa sobie zapuszczoną do roli brodę. Widzę wielki budynek, reżyserów, latanie na lonżach, choreografię, scenografię i grę świateł. Więc bez obrazy, ale jeśli siódemka studentów uczelni technicznej, którzy łącznie stali na scenie trzy razy, każe nazywać się Teatrem Improwizacji, to sama prosi się o kpiny. Czytaj dalej Nie jesteśmy kabaretem!

Kabaret, stand up, impro, aktorzyny

scenaDo niedawna sytuacja na polskiej scenie, hmm nazwijmy to kabaretowej, była w miarę prosta. Żyli sobie kabareciarze, czyli samouki, samograje, z reguły ludzie, którzy weszli na scenę podczas studiów, a później na niej zostali. Byli też aktorzy, po szkołach, profesjonalni, z dykcją, impostacją, postawą i papierami. Za kabaret brali się nie z pasji, ale żeby móc chałturzyć pomiędzy rolami Makbeta w teatrze i sprzedawcy w reklamie McDonalda. Aktorzy przeważnie okazywali kabareciarzom wyższość, właśnie dlatego, że ci drudzy są samoukami, czyli można powiedzieć niedoukami. Natomiast kabareciarze nie przepadali za aktorami, z tej prostej przyczyny, że pięć lat szkoły teatralnej znacznej części absolwentów implantuje w dupę kawał solidnego kija. Czytaj dalej Kabaret, stand up, impro, aktorzyny