Kilka dziwnych rzeczy, z którymi ludzie mylą stand up comedy

Każdemu fanowi Loisua C.K., George Carlina i innych gwiazd zza oceanu słowo (czy cokolwiek to jest) „stand-up” kojarzy się jednoznacznie – ze śmiechem, charyzmą i mniej lub bardziej rozsądną dawką kontrowersji. Uwierzcie jednak, że stand-up wcale nie jest aż tak bardzo rozpoznawalną w Polsce odmianą komedii. W dużych miastach owszem, istnieją kluby, do których na każdego stand-upera przychodzi pełna sala (to jest około osiemdziesięciu osób). Sporo ludzi zagadniętych na ulicy o stand-up, pomyśli, że chodzi o angielski frazal oznaczający „wstawać” lub „stawiać się” (ale już nie wstawiać się). Większość jednak zwyczajnie nic nie pomyśli.

Zdarza Ci się, że kiedy opowiadasz znajomym o stand-up comedy, biorą go za coś całkowicie innego? Zmuś się, przeczytaj dalszą część artykuły i dowiedz się, z czym mogą mylić Twoją ulubioną odmianę humoru. Czytaj dalej „Kilka dziwnych rzeczy, z którymi ludzie mylą stand up comedy”

Lumbersexual – człowiek drwaloseksualny

large_10969823453

Jeszcze jestem studentem, spędzam wakacje w schronisku górskim, które niewiele później przejmie mój wujek. Mam tutaj dobre konszachty. Schroniskiem zarządzają znajomi, więc noclegi odrabiam pracą. Nie zaszkodzi mi, bo w czasach, o których mowa jeszcze jestem czystą ścierką nie skażoną plamami uczciwego zapierdolu. Tak się składa, że ja i moi koledzy mamy pomagać lokalnemu drwalowi w transportowaniu jakichś porżniętych bali drewna na górę. Drwal Józef przychodzi po nas około jedenastej. Wionie wódą tak, że aż świerki więdną. Jest obły, a na gębie czerwony. Nogi i dół swojego wielkiego kałduna, prawdopodobnie skrywającego srogi drwalski kaloryfer, wraził w workowate spodnie, które są drastycznie zbyt krótkie i zdecydowanie sprawiają wrażenie jakby je nosił od dwunastego roku życia. Na dodatek non stop. Uzębienie drwala jest delikatnie mówiąc niekompletne. Być może ze względu na prześwity w uśmiechu, być może ze względu na krążący w żyłach alkohol, a być może po prostu przez lekkie upośledzenie umysłowe, drwal bełkocze. Jedynym słowem, które wymawia w miarę wyraźnie, jest siarczysta góralska „kurwa”. Z trudem i wspólnymi siłami domyślamy się, co i właściwie w jakim języku do nas mówi. Ostatecznie zakładamy, że drwal chce, żebyśmy za nim szli. Idziemy. Drwal Józef z przodu, my za nim. Ale to tylko z początku, bo drwal Józef bez żadnego skrępowania radośnie sobie popierduje. Zgodnie wyprzedzamy drwala i zastanawiamy się, czy aby jednak nas nie stać na opłacenie noclegu… Czytaj dalej „Lumbersexual – człowiek drwaloseksualny”

Pomiędzy Halloween a świętem trupa

grób

Pierwszego listopada zmarli rzekomo wstają z grobu. Babcie ożywają jakiś tydzień wcześniej. Kobiety, które prawdopodobnie od Wielkanocy nie opuściły swoich mieszkań przypominających grobowce omyłkowo przystrojone zeżartymi przez mole chodnikami i wyblakłymi zasłonkami, wyruniają się stadami na ulicę, by nawiedzać tramwaje. I nagle okazuje się, że w każdym kurwa kierunku Krakowa jest jakiś cmentarz! Nagle każdy autobus zaczyna przypominać objazdową kwiaciarnię, której oferta została zawężona do chryzantem, jarmużu i czegoś co zapachem bardzo mocno przypomina naftalinę. Ty już sobie posiedziałeś, a co więcej właśnie stałeś się ruchomą poręczą, po której nestorki będę się wspinać do autobusu jak stetryczałe małpy. Czytaj dalej „Pomiędzy Halloween a świętem trupa”

Kilka koncepcji na postacie z (do) sitcomów

Postacie pojawiające się w skeczach często się ciekawe, ale jednowymiarowe. Z kolei osobowości zaludniające świat seriali komediowych muszą być skomplikowane, muszą posiadać warstwy. Przecież twórcy humorystycznych tasiemców planują eksploatować zawiłości bohaterów przez dłuższy czas, docelowo przez lata. Zauważyłem, że dobra postać komediowa powinna być dziwna na kilku różnych poziomach, powinna posiadać kilka cech, które kontrastują ją ze światem normalnych ludzi. Oczywiście charakterystyki powinny też ze sobą współgrać, a jedną z nich z reguły można wyróżnić jako dominującą.

Joey Tribiani z legendarnego serialu „Przyjaciele”, który z jakiegoś powodu nigdy mnie nie wciągnął, jest przede wszystkim leniem, czekającym aż wymarzona rola spadnie mu z nieba. Często jednak najbardziej zauważalną cechą tej postaci wydaje się być jej wręcz bezgraniczna głupota. Joeya dopełniają wprost absurdalne powodzenie u kobiet, z którego bardzo chętnie korzysta, oraz jedenasty punkt jego prywatnego dekalogu, czyli „Joey doesn’t share food”. Czytaj dalej „Kilka koncepcji na postacie z (do) sitcomów”

Zwięzła historia kinematografii domowej na ziemiach polskich

Niektórym, zwłaszcza tym urodzonym w epoce dvd, pewnie ciężko w to uwierzyć, a niektórzy pamiętają te czasy aż nazbyt dobrze. Kiedyś naprawdę wybór filmów do obejrzenia na wieczór zawężał się do polskiego starocia proponowanego przez telewizyjną jedynkę, nadętego dzieła na dwójce i holywoodzkiej nowości sprzed trzech lat serwowanej przez lokalne kino, drogę do którego trzeba było opłacić zmarznięciem oraz solidnym ubłoceniem sobie butów. Mieszkańcy dużych miast, takich jak Warszawa, Kraków, Łódź, Łomża (wtedy jeszcze kwalifikowała się jako miasto wojewódzkie, więc duże) mieli odrobinę łatwiej. Z reguły wybór ich potencjalnych pozycji filmowych wzbogacony był o parę pierwszej świeżości nowości puszczanych w kilku lanserskich kinach, w których już nawet serwowano popcorn. Czytaj dalej „Zwięzła historia kinematografii domowej na ziemiach polskich”

Co podsłuchałem jako kelner?

O tym, że wszyscy kelnerzy podsłuchują, wie każdy, kto przynajmniej przelotnie pracował w gastronomii.

Zwyczajnie ludzki umysł nie jest na tyle mocno rozwinięty, aby umiejętnie filtrować informacje, które klienci kierują do twoich uszu, od tych, które woleliby zachować dla siebie.

Nie da się usłyszeć, że łaskawa pani życzy sobie pod nosem jeszcze jedną kawusię, jednocześnie nie słysząc wiadomości pozornie potajemnie przekazanej koleżance, a dotyczącej tego, że paniusia właśnie planuje rozstać się z mężem.

Nominalnie wszyscy kelnerzy podsłuchują. Większość z nich przechwyconych informacji nie sprzedaje jednak tajnym służbom za setki , a jedynie siedzącym na papierosie kucharzom.

W pewnej knajpie pracowałem jako kelner tak długo i tak niewiarygodnie ciężko, że można mnie było zobaczyć, jak opieram się o frontową ścianę na zdjęciach aplikacji Google Earth (oczywiście twarz zamazana, ale uwierzcie mi, to byłem ja). Zdążyłem w tym czasie sporo napodsłuchiwać…

Czytaj dalej „Co podsłuchałem jako kelner?”
Sprawdź ofertę występu z żartami na temat branży. Stand-up na imprezę firmową