Żarcie motywacyjne

Już dużo razy, mniej lub bardziej wypaczając bądź wyolbrzymiając różne aspekty, napisałem, jak żyję. Raz też w miarę dokładnie przestawiłem miejsce, w którym śpię, przebywam i jak to się mówi ogólnie – mieszkam. Przyszedł czas pochwalić się, gdzie żrę…

Otóż obok mojego bloku, który ani trochę nie wygląda jak blok, stoją sobie wieżowce. Wieżowce jak najbardziej biurowe, postawione za pieniądze jak najbardziej zagranicznych korporacji. Wieże Babel, których konstruktorowi bóg nie tylko nie wpierdzielił się na plac budowy, ale też dał błogosławieństwo na postawienie obok trzech bliźniaków, oznaczonych B, C i D. W tych karłowatych drapaczach chmur, skrojonych na miarę Krakowa, siedzą dziesiątki, setki a może nawet tysięce ludzików z całego świata, pozamykanych jak zabawki z Mattela w kartonowych pudełkach i klikających, odbierających calle i ogólnie ścigających się w grze „tej tutaj pomogę, a tej świnie podłożę, zdobędę punkty i to mi w awansie pomoże”. Czytaj dalej „Żarcie motywacyjne”

Con artists – dzieła sztuki wśród przekrętów

origin_5412600537

Istnieją na tym świecie ludzie, którzy każdą próbę zarobienia na działalności artystycznej traktują jak oszustwo. Zdaniem wielu, zwłaszcza początkujących, organizatorów kabareciarze, muzycy, klauni i inne estradowe wycieruchy powinny występować za darmo, za możliwość promocji (bo przecież z pojawieniem się na pikniku rodzinnym w Skorzeszycach wiąże się znaczny prestiż), no góra za dwieście złotych mających posłużyć jako zwrot kosztów podróży. Domaganie się większej gaży bywa postrzegane jako naciąganie i zachłanność, bo przecież lata oficjalnego bądź nie przygotowywania się do zawodu i godziny pracy nad materiałem nic nie kosztują. Być może właśnie w związku z tym przeświadczeniem, panującym wśród części eventmenagerów, wykształciła się pewna specyficzna grupa artystów, specjalizujących się właśnie w robieniu ludzi w wała. Chodzi oczywiście o Con Artists. Con po angielsku to przekręt, numer sprytnie wykorzystujący ludzką psychikę do wyłudzenia pieniędzy. Słowo „artist” ma tutaj znaczenie minimalnie metaforyczne, ale nie można powiedzieć, że nie pasuje. Con artists to nie są zwykli złodzieje. Ich przekręty posiadają poziom skomplikowania dobrych iluzji. Wymagają też znacznych umiejętności kuglarskich i aktorskich oraz dużej dozy bezczelności. Z przyczyn całkiem oczywistych większość con artists nie posiada stron internetowych i nie ogłasza swoich ofert w gazetach. Nie da się ich po prostu znaleźć. Dlatego pojawia się pytanie, czy ci mistrzowie wyrafinowanego przekrętu rzeczywiście istnieją, czy też zostali wykreowani przez amerykański przemysł filmowy. Czytaj dalej „Con artists – dzieła sztuki wśród przekrętów”

Nie jest blogerem, kto nie dostał Liebsterem

Pisanie tego posta rozpoczynam z pewnym takim zażenowaniem. Otóż otrzymałem nagrodę i to nie byle jaką… Zostało mi przyznane wyróżnienie, które przynajmniej raz w życiu dostał każdy bloger prowadzący swój dziennik dłużej niż rok. Krótko mówiąc, Liebster Award prędzej czy później przydarzy się każdemu. Tę wirtualną statuetkę wręczyło mi jednoosobowe jury składające się w całości z Angie. Słyszeliście o blogowych łańcuszkach? Liebster to właśnie najpopularniejszy z nich. Ukrywa się pod hasłem nagrody, bo w końcu bloger prędzej przyjmie laury, nawet byle jakie, niż propozycję odpowiedzenia na jedenaście pytań nadesłaną przez innego sieciowego pismaka. Czytaj dalej „Nie jest blogerem, kto nie dostał Liebsterem”

Moje pomysły na przeglądy kabaretowe

Przeglądy są bardzo ważnym w życiu każdego kabareciarza wydarzeniem, gdyż w dziewięćdziesięciu procentach wypadków to właśnie na nich przyszli mistrzowie estrady zapoznają się ze sceną i szeroką publicznością. Te imprezy są też swojego rodzaju sitem. Na przeglądach raczkujący kabaretowiec dowiaduje się, że jest niewiarygodnie wspaniały i ma prawo rozpływać się nad samym sobą w zachwycie, bądź że nie nadaje się absolutnie do niczego i powinien skoncentrować się na swojej adekwatnie nudnej pracy w księgowości. Raczej nie jestem fanem organizowania czegokolwiek, nie zamierzam nigdy być osobą odpowiedzialną za tworzenie dużych imprez, ale zawsze bardzo chętnie wpieprzam się innym w działalność festiwalową ze swoimi niedorzecznymi pomysłami. Tak, naprawdę mam zbyt dużo czasu. I tak, naprawdę przychodzą mi do głowy koncepcje przeglądów kabaretowych…. Czytaj dalej „Moje pomysły na przeglądy kabaretowe”

Ogólnopolski Front Ochrony Lumpów

Na początku zeszłego miesiąca występowałem na pikniku rodzinnym w Katowicach. Wszystkie tego typu imprezy posiadają cechę wspólną. Gro aktywnej widowni stanowią na nich żule, lumpy, śmierdziele (w końcu oni też mają gdzieś rodziny). Jeśli się gra normalny występ kabaretowy (skecz, piosenka, skecz, piosenka), lumpenproletariat da się zwyczajnie olać i robić swoje. Grałem jednak stand-up, a ta forma wymaga ciągłego kontaktu z publicznością… Co więcej stand-up MUSI być niegrzeczny. Kiedy więc lumpy zaczęły swoim zwyczajem dogadywać, przedrzeźniać mnie i ogólnie rozrabiać, zacząłem po nich normalnie i regularnie jeździć. Czy przekraczałem normy dobrego smaku? Nie wiem, nie znam. Na pewno jednak mieszając lumpów z błotem (z którym i tak sami się regularnie mieszają) wywołałem parę śmiechów pozostałych członków widowni, czyli babć, rowerzystów i późnonastoletnich dzieciaków. Ludzie się śmiali, bo przecież lump to lump. Można. Zaskoczył mnie fakt, że jeden pan bynajmniej nie będący menelem, zaczął tych gości bronić. I tutaj już było mniej wesoło, gdyż bardzo aktywnie krzyczał, że obrażam biednych ludzi… Pokrzyczał, pokrzyczał i poszedł. Taki urok plenerów. W każdym razie mam do tego anonimowego pana krótki i zwięzły przekaz… Kilkanaście razy w życiu dopuściłem do sytuacji, w której byłem absolutnie bez grosza przy duszy. Pożyczałem wtedy pieniądze, jadłem ryż z cebulą, szukałem dodatkowych źródeł dochodów. Wiem jak to jest być biednym i właśnie dlatego odróżniam biednego człowieka od pierdolonego lumpa. Różnica jest bardzo prosta. Biedny człowiek nie ma pieniędzy, więc nie wydaje ich na wino. Lump też nie ma pieniędzy, ale na wino jakimś cudem zawsze znajdzie… Czytaj dalej „Ogólnopolski Front Ochrony Lumpów”

Wszystko, czego nie wiesz o komiksie amerykańskim

Przeciętny zjadacz chleba patrzy na okładkę komiksu pochodzącego z Ameryki i widzi jedynie niedorzecznie umięśnionych mężczyzn oraz kobiety tak bardzo wysportowane, że Ewa Chodakowska zaczyna przy nich wyglądać jak Dorota Wellman (nie ma jak tandetne i na dodatek podwójne odniesienie popkulturowe). Wszyscy ubrani są w kolorowe trykoty, które najwyraźniej zmieniają raz do roku, bo co odcinek pokazuję się w tych samych (ciekawe, czy gdzieś w zakamarkach komiksowych światów można znaleźć pralnie wyspecjalizowane w błyskawicznym usuwaniu krwi obcego z kostiumów superbohaterów). Na dodatek postacie z nie do końca jasnych, ale z reguły powiązanych z ratowaniem świata, powodów okładają się po głowach promieniami lasera, wyładowaniami elektrycznymi a w niektórych wypadkach również własnymi twardymi jak żelazobeton pięściami. Przeciętny zjadacz chleba ogląda komiks, wrzuca go do jednego mentalnego worka z mangą i kreskówkami o Bolku i Lolku, po czym odkłada wolumin na półkę i mrucząc coś z zażenowaniem odchodzi. Słuchajcie drodzy ludzie, drodzy zjadacze chleba amerykańskie komiksy są dużo bardziej interesujące niż wam się wydaje. Fakt, tutaj macie rację, ich fabuły z reguły nie należą do szczególnie rozbudowanych, a w kulminacyjnym punkcie akcji niemal zawsze dochodzi do gigantycznej ustawki, w której biorą udział istoty tak potężne, że niekiedy są w stanie w pojedynkę przenieść ciężarówkę, osuszyć ocean, wypełnić pita. Ale za to tło… Wbrew pozorom komiksowe światy są dosyć ciekawe i skomplikowane. Czytaj dalej „Wszystko, czego nie wiesz o komiksie amerykańskim”

Sprawdź ofertę występu z żartami na temat branży. Stand-up na imprezę firmową