Lubię robić z siebie podróżnika. Lubię opowiadać o swoich najprostszych, najbardziej zwyczajnych wycieczkach, tak jakby były mrożącymi krew w żyłach wyprawami na koniec świata *. Niestety łapię się na tym, że przedstawiam zwykły wypad po piwo na Słowację jakby był dzikim rajdem po Ziemi Ognistej zorganizowanym w celu odnalezienia zagrożonego wyginięciem gatunku morsów (czy tam żyją morsy, hmm….) Leję wodę, ściemniam i oczywiście wyolbrzymiam. Czytaj dalej „Placek z podróżnika”
Kategoria: Uncategorized
Poradnik oszczędzania dla ludzi obrzydliwie bogatych
Kryzys już ostrzy sobie dziób i szpony. Ten szaropióry sęp krąży nam nad głowami i gotów jest spaść na truchło, aby wyżreć czerwono-sine serdelki naszej wątroby. Pisząc „nas” mam na myśli wszystkich. Bo kryzys dotknie każdego. Zarówno ludzi średniozamożnych, biednych jak i tych przyzwyczajonych do opływania w luksusy. I właśnie ci ostatni są najbardziej zagrożeni. Biedaki i średniaki to grupy, które z konieczności przywykły do klepania biedy i liczenia każdego grosza (zresztą poradnik dla nich już kiedyś napisałem). Natomiast bogate skurwiątka w razie braku gotówki będą bezbronne jak kulawy zając uciekający przez otwarte pole. I to właśnie spasionym bogaczom dedykowany jest ten poradnik. Czytaj dalej „Poradnik oszczędzania dla ludzi obrzydliwie bogatych”
Pomysły na blogi
Jednym z moich głównych problemów życiowych jest zdecydowanie niesatysfakcjonujący współczynnik liczby pomysłów do ilości posiadanego czasu. Tak, jestem kopalnią pomysłów… Nie chcę jednak przez to powiedzieć, że z brudnego czarnoziemu moich myśli w pocie czoła machając oskardem marzeń wydobywam jedynie diamenty, samorodki złota i grudy bezcennego uranu. Niestety duża część pomysłów, na które natrafiam w biedaszybie mojej głowy to zwykłe aluminium, kiepski węgiel albo nawet byle jaki żwir. Co więcej nawet jeśli ufedruję kruszce i rudy przedstawiające zauważalną wartość, to ich obróbka okazuje się niewiarygodnie pracochłonna. Nieopłacalna wręcz. I stąd właśnie ta kategoria. W Mios Ideas wrzucam wszystkie pomysły, których ze względu na głupotę bądź stopień skomplikowania nie planuję realizować. Dzisiaj o blogach…
Miewam takie tygodnie, podczas których niemal codziennie strzela mi do łba pomysł na nowego bloga. A przecież nie mogę prowadzić pięciuset stron na raz. Nie mogę też na Eminencję radośnie wrzucać wszystkiego, co mi wykiełkuje w myślach, bo zacznie on przypominać śmietnik. Czytaj dalej „Pomysły na blogi”
Moje luki w biografii
Byłem kreślarzem. Przez jakieś póltora roku dorywczo i z rzadka rysowałem elewacje budowlane, które to zadania zlecał mi mój szwagier. Później przez kwartał kreśliłem holenderskie meble w holenderskiej fabryce mebli wybudowanej pod Krakowem. Niestety po trzech miesiącach pracodawca swoim wprawnym okiem ocenił, że tak naprawdę nie rysuję, ale czytam życiorysy pisarzy na Wikipedii. Zdecydował się nie płacić mi dłużej za uzupełnianie mojej własnej, osobistej wiedzy literackiej i mnie zwolnił, czego zresztą wcale nie mam mu za złe, bo stawianie kresek i numerków to naprawdę denna robota. (Oczywiście nie projektowałem mebli. Byłem kreślarzem wykonawczym.) Oprócz dużej ilości informacji o mało znanych autorach w tej pracy wspaniale zgłębiłem też leksykalne znaczenie takich słów i wyrażeń jak wyzysk*, nuda oraz bezgraniczna głupota. (Szef, któż by inny. Był tak wielkim, galopującym imbecylem, że w ciągu pięciu lat intensywnych kursów, za które płaciła mu firma, nie zdołał nauczyć się przedstawiać po angielsku.) Czytaj dalej „Moje luki w biografii”
Zróbmy sobie język
Jedną z rzeczy, które niewątpliwie bym zrobił, gdybym mógł żyć tysiąc lat lub dłużej, byłoby opracowanie własnego języka. Gdyby tylko moje życie mogło trwać milenia, stworzyłbym własną mowę, zawiłą i pokręconą. Gniewne fuknięcie przez nos i robienie kaczuszki luźnymi polikami miałyby w niej równe prawa z takimi głoskami jak m, j, a, g, e, u czy sz. Formy czasów gramatycznych tworzyłoby się wstawiając między sylaby czasownika dodatkowe litery na wzór starej dziecięcej zabawy udającej szyfrowanie: „Kaczy karokazukamiekacie kao kaco kami kachokadzi?” Dla fanu wprowadziłbym odmianę przez czasy przymiotników. Nie wiem jak ani po co, ale w końcu żyjąc tysiąc lat miałbym dużo czasu na myślenie. Bardzo ciekawi mnie fakt, że na ogromne przedsięwzięcie jakim jest stworzenie odrębnego języka porywają się też ludzie, którzy żyją niespełna sto lat. Istnieje całe społeczeństwo tak zwanych „conlangerów” (constructed language to język sztuczny, w skrócie conlang), którzy zajmują się kreowaniem języków. Niektórzy nawet dostają za to pieniądze. Czytaj dalej „Zróbmy sobie język”
Jak zostać ekolumpem?
Kim jest ekolump? Człowiekiem tak bardzo przejętym losami naszej planety, że aż z tego powodu ukręcił sobie dredy (co jest formą męczeństwa, bo przecież toto strasznie jebie). Prawdziwy ekolump chodzi w luźnych, kolorowych ubraniach manifestując tym samym swoje poparcie dla afrykańskich dzieci głodujących w intencji zagrożonych gatunków delfinów. Życie ekolumpa wcale nie jest jednak bierne i bezpieczne. Statystyczny ekolump regularnie ryzykuje życie jeżdżąc na swoim turbo naturalnym rowerze w swoich nazbyt pumpiastych spodniach. Możesz się dowiedzieć, jak zostać perfekcyjnym ekolumpem. Już teraz. Przecież wiem, że chcesz.
⊄ Przede wszystkim, natychmiast zamknij ryj. Nie ważne, co myślisz. Nie ważne, co chcesz powiedzieć. Po prostu się zamknij. Za każdym razem, kiedy otwierasz usta, emitujesz do atmosfery dwutlenek węgla, który niszczy dziurę ozonową. A może ją powiększa… Wszystko jedno, na pewno cośtam z nią robi i dlatego właśnie niedługo wszyscy umrzemy. Postaraj się więc spowolnić akcję serca i oddychać jak najmniej. Czytaj dalej „Jak zostać ekolumpem?”
