Odezwa do kabareciarzy młodych i średniego wieku

Właśnie odkryłem, że tęsknię. Tęsknię za kabaretem przeglądowym. Za kabaretem, który dzieje się na scenie i jest stworzony pod kątem sceny. Za kombinowaniem, za kreatywnością i wolnością. Za tym, że kabarety na festiwalach naprawdę próbują zaskoczyć widza. Tęsknię za tym, że siedzisz na widowni i nie wiesz, z której strony coś Cię jebnie… Czy następny numer będzie pantomimą, nad którą bynajmniej niepantomimiczni wykonawcy pracowali przez ostatnie pół roku? Czy wejdą od tyłu i zaczną skakać pomiędzy rzędami? A może po prostu zagrają dobry numer, bardzo dobry numer, który nie jest potwornie śmieszny i na pewno nie wypadnie dobrze w telewizji, ale cholernie zapada w pamięć…  Czytaj dalej Odezwa do kabareciarzy młodych i średniego wieku

O czym rozmawiają mało znani kabareciarze w garderobie?

Przychodzimy. Spotykamy się w różnych miejscach, w garderobach dzielonych na “n” części – pomiędzy kilkunastu członków paru różnych kabaretów, albo przy barach w lokalach, które nawet nie mają garderób, bo też po co im, skoro te bary, puby powstawały po to, żeby lać ludziom piwo, a pomysł organizowania imprez artystycznych pojawił się dużo później.

Rzucamy kurtki na wspólny stos, zgodnie odwracamy wzrok, kiedy akurat przebierają się dziewczyny i cieszymy, że mamy garderobę z tymi, których w miarę lubimy, a nie tymi, których nie lubimy prawie wcale. Ktoś od czasu do czasu zażartuje z garderób w w amerykańskich filmach – indywidualnych pokoików z lustrem idiotycznie otoczonym żarówkami.

Czytaj dalej O czym rozmawiają mało znani kabareciarze w garderobie?

Nie jesteśmy kabaretem!

O różnicach między kabaretem, impro i stand upem pisałem wprawdzie niedawno, ale jest to temat rzeka, więc jeden post więcej i tak go/jej nie wyczerpie.

Ostatnio zwróciłem uwagę na fakt, że improwizatorzy bywają oburzeni, kiedy ktoś nazywa ich kabareciarzami. Wolą nazywać swoje zespoły grupami, co jest ok, bądź teatrami, co już moim zdaniem ok nie jest. Bo teatr to wzniosłość i rozmach. Słyszę teatr, widzę aktora, który bardzo sugestywnie tarza się po ziemi odgrywając szaleństwo Hamleta i jeszcze przy tym bardzo profesjonalnie opluwa sobie zapuszczoną do roli brodę. Widzę wielki budynek, reżyserów, latanie na lonżach, choreografię, scenografię i grę świateł. Więc bez obrazy, ale jeśli siódemka studentów uczelni technicznej, którzy łącznie stali na scenie trzy razy, każe nazywać się Teatrem Improwizacji, to sama prosi się o kpiny. Czytaj dalej Nie jesteśmy kabaretem!