Kraków – miasto, w którym psom nie wolno sikać, bo każdy skrawek chodnika jest kultowy albo, co jeszcze gorsze, święty. Tutaj pomniki ochoczo stawia się nawet pawiom, które w różnych urokliwych zakątkach raczył puszczać legendarny założyciel Piwnicy pod Baranami – Piotr Skrzynecki (a przynajmniej ja często natrafiam na pomniki, które wyglądają jak rzygi). Przyjechałem do Krakowa, żeby zasmakować życia artystycznego, kultury, świata, żeby być jak Przybyszewski z felietonów Żeleńskiego. Z perspektywy czasu stwierdzam, że aby zrealizować powyższe cele zdecydowanie nie powinienem wybierać polibudy jako macierzystej uczelni… Czytaj dalej „Kraków – recenzja miasta kultury po trzynastu latach”
Autor: Tomek Biskup
Komik do wynajęcia – ciekawe przypadki
Związki komików ze światem biznesu są cokolwiek skomplikowane. Większość ludzi śmiechu widzi siebie jako artystów… A dla artysty udział w imprezach firmowych musi, ale to musi być formą szmacenia się. Wszyscy grają, albo przynajmniej chcieliby grać dla korporacji, ale jednocześnie nikt się nie kwapi, żeby się o to szczególnie starać. To znaczy liczni kabareciarze, komicy, etcetera ogłaszają, że bankiety, eventy, że jak najbardziej zaprezentują swój program uhonorowany licznymi nagrodami, ale nikt nie przygotowuje produktów (przepraszam dzieł) stworzonych z myślą o graniu dla korpo… Czytaj dalej „Komik do wynajęcia – ciekawe przypadki”
Jak zaczyna polski kabareciarz? – To znaczy, jak ja zaczynałem…
Kraków, osiedle Prądnik Biały, konkretnie ósme piętro postkomunistycznego bloku. Godzina mniej więcej trzecia rano. Jaki dzień tygodnia, właściwie nie mam pojęcia. Nie pracuję. Technicznie jeszcze kwalifikuję się jako student polibudy, ale w tym semestrze pojawiłem się na uczelni bodajże raz i bodajże dlatego, że przechodziłem obok i akurat mi się lać zachciało. A jak wszyscy wiedzą, toalety uczelniane witają przechodniów otwartymi drzwiami i co ważniejsze, nie żądają w zamian za udostępnienie porcelany pieniędzy. Siedzę w fotelu, tępo gapię się w ekran komputera i stopniowo zmieniam się w młodszą wersję Ala Bundy. Wpieprzam najtańsze orzeszki marki Lidl. Za popitę służy mi niewiele droższe piwo. Oglądam spiracony na płytę CD program kabaretu Potem. Jeden z tych mniej znanych – „Sny i Zmory im. Sierżanta Zdyba.” Zamiast spać masakruję swój mózg senną psychodelą, komediowym odpowiednikiem Dark Side of the Moon. Nagle doznaję olśnienia… Oglądam stare nagrania kabaretowe chyba od trzech dni i niespodziewanie cała wizja mojego życia zaczyna stawać się jakby bardziej przejrzysta. Spływa na mnie niezakłócona pewność, że ja – najgorszy możliwy student Budownictwa Ogólnego, leń, ćwierć żul patentowany i nieudolny drobny krętacz, zostanę kabareciarzem. Czytaj dalej „Jak zaczyna polski kabareciarz? – To znaczy, jak ja zaczynałem…”
Youtuberzy – piąta noga komedii
Czas dłuższy temu napisałem tekst, w którym wyraziłem swoje zdanie na temat kilku zjawisk komediowych istniejących na polskiej scenie. Wspomniałem tam więc o impro, stand-upie (pchającym się do impro), kabarecie (pchającym się do impro i stand-upu) oraz aktorach komediowych (wpychających swoje zadzierzgnięte w górę przez nadmiar ćwiczeń impostacyjnych nosy we wszystkie trzy powyższe nurty). O każdym z tych scenicznych trendów wystosowałem dwie opinie: wredną i w miarę obiektywną.
Sam nie wiem dlaczego, ale wtedy, ten rok z okładem temu, w ogóle nie patrzyłem poważnie na komediowych Youtuberów. Być może zaważyło to, że serwis przez ten czas mocno się rozwinął, a nawet rozbuchał. Być może częściowo chodziło też o fakt, że w tamtym momencie zetknąłem się jedynie z ortodoksyjnie gównianymi próbami prowadzenia humorystycznych kanałów w serwisie Youtube. Czytaj dalej „Youtuberzy – piąta noga komedii”
Mark Twain – dziewiętnastowieczny komik stand-up?
Marka Twaina zaliczam do swoich ulubionych pisarzy, pomimo że nigdy nie przeczytałem w całości żadnej jego książki. Próbowałem na jednym z wakacyjnych obozów przebrnąć przez tom humoresek jego autorstwa (tytułu nie pamiętam), ale z przykrością muszę stwierdzić, że źle trafiłem, bo były chu…owe i naprawdę mało humorystyczne (co dla wszystkich osób parających się pisarstwem satyrycznym powinno stanowić pokrzepienie. Możesz spłodzić sporo kiepskich tekstów i pomimo tego zyskać status geniusza.) Oglądałem też kilka ekranizacji Tomka Swayera, w tym kreskówkę, produkcji zdaje się japońskiej. Wersji flmowych Księcia i Żebraka wciągnąłem chyba z pięć, ale umówmy się, że to nie równoważy faktu, iż nigdy nie przeczytałem książki Marka Twaina. Dlaczego więc zaliczam go do moich ulubionych pisarzy? Czytaj dalej „Mark Twain – dziewiętnastowieczny komik stand-up?”
Inteligentny humor – what da fuck is that?
Wywiady, które Sasha Baron Cohen przeprowadzał w Da Ali G Show epatują (a w pieprzę sobie nadęte słowo, co tam) najbardziej inteligentnym humorem, jaki kiedykolwiek widziałem. Większość czytelników prawdopodobnie kojarzy wymienionego piętro wyżej artystę z filmem Ali G In Da Haus lub nawet jedynie z Boratem. O ile produkcje filmowe tego pana epatują (a wpieprzę sobie po raz drugi, może powiedzą, że tekst inteligentny) zbyt dużą ilością humoru fekalnego, a jedynie niekiedy zaskakują błyskotliwością, o tyle jego show telewizyjne było po prostu mistrzowskie. Ali G oczywiście sypał w nim całymi ciągami wulgarnych odzywek, ale jednocześnie, moim zdaniem, wspinał się na wyżyny intelektu. Bo ten aktor-komik udawał skończonego głupka, a jednocześnie zapraszał do studia poważnych naukowców i wciągał ich w epicko kretyńskie dyskusje (nigdy nie zapomnę pytania, które zadał grupie teologów: „Wasz Jezus urodził się w Boże Narodzenie. Przypadek?”). Sasha Baron Cohen to mistrz wkrętu, najlepszy prankster i jednocześnie żaden tam Wardęga… Wciągając ludzi w swoje gierki improwizuje, rewelacyjnie zmienia postacie i przede wszystkim bierze na cel dosyć istotne figury. Zanim stał się rozpoznawalny na szeroką skalę, przeprowadził szereg idiotycznych wywiadów z naprawdę znanymi ludźmi nauki (w tym z Noamem Chomsky’m). Zrobienie idioty z jednego z największych lingwistów planety moim zdaniem kwalifikuje się jako inteligentny humor… Czytaj dalej „Inteligentny humor – what da fuck is that?”

