27 zabaw i konkursów na imprezy firmowe (w 8 kategoriach)

Poprowadziłem w życiu dużo imprez firmowych. Swój stand up gram na kilkudziesięciu rocznie. Na mniej więcej połowie tych wydarzeń odbywają się różnorodne konkursy. Czasem są to konkurencje całodniowe (turnieje, gry scenariuszowe), a czasami szybkie zabawy w tak zwanym międzyczasie.

Skąd się bierze tak duża popularność konkursów? Dają okazję do rozdania nagród. Wprowadzają poczucie rywalizacji. Wiele z nich pozwala też zintegrować uczestników. Ale przede wszystkim, nic, ale to absolutnie nic tak nie zapycha dziur w programie jak gry i zabawy.

Wie o tym każdy organizator. Młody i doświadczony. Wystarczy dopisać cztery bloki po trzy konkursy i nawet najbardziej ubogi harmonogram będzie się wydawał pękać w szwach od atrakcji.

Jeśli chcecie się dowiedzieć, jak zapchać każdą dziurę w swoim programie, czytajcie ten tekst. Zebrałem w nim 27 gier, zabaw i konkurencji. Różnorodnych – od quizów po weselne zabawy taneczne. Na bank znajdziecie coś dla siebie.

Zachęcam do czytania z uwagą! W wielu paragrafach ukryte są dodatkowe niespodzianki – linki DO PONAD STU KOLEJNYCH ZABAW.

Kategorie Konkursów:

  1. Rozgrzewki widowni
  2. Konkursy z prostymi rekwizytami
  3. Konkurencje z programu “Minute to Win It”
  4. Konkursy z dedykowanym sprzętem
  5. Lekko żenujące zabawy z wesela
  6. Quizy, czyli małe co nieco dla mózgu
  7. Gry ze świata teatru i improwizacji teatralnej
  8. Najdziwniejsze konkursy, na jakie trafiłem
  9. Krótkie i rzeczowe słowo o nagrodach

1. Rozgrzewki widowni

Rozgrzewki widowni to proste zabawy z publicznością. Mają za zadanie zmotywować widzów do reakcji – zazwyczaj braw lub owacji.

Mają też funkcję poboczną. Opierają się na czynnościach wykonywanych wspólnie – ergo integrują.

UWAGA: Rozgrzewki widowni działają najlepiej, kiedy widzowie siedzą. Na plenerach i stojących bankietach mogą wywołać lekki efekt What the fuck?

Lewa ręka, prawa ręka.

Informujemy widownię, że lewa ręka kontroluje natężenie braw. Kiedy jest na dole, publiczność nie klaszcze wcale. Gdy idzie do góry, szał na sto pięćdziesiąt fajerek.

Prawa ręka na podobnej zasadzie kontroluje odgłosy ustami (tutaj warto zaznaczyć, że chodzi o te radosne).

Wyjaśniamy i chwilę bawimy się reakcjami. Następnie ponosimy ręce do samej góry i w ten sposób uzyskujemy dzikie owacje.

Ja czasami jeszcze dorzucam podnoszenie nogi jako komendę do tupania. Tutaj jednak przydaje się umiejętność podniesienia nogi powyżej poziomu kolana.

Ja z grubsza rzecz ujmując tak macham rękami.

Tak, zróbmy to!

Zabawa tak prosta, że to aż trochę boli.

Konferansjer podaje czynność. Publiczność krzyczy “tak zróbmy to”, a następnie tę czynność wykonuje.

Oczywiście zadania muszą być tak dobrane, aby dało się je wykonać siedząc na widowni.

Tutaj rzucam kilka przykładów:

  • klaśnijmy raz w dłonie 
  • krzyknijmy swoje imię 
  • przybijmy piątkę trzem osobom wokół siebie
  • krzyknijmy pin do swojej karty kredytowej (połowa konferansjerów używa tego żartu w tej rozgrzewce)
  • połóżmy rękę na brzuchu osoby po lewej stronie i powiedzmy “mmmm, grubasku” (wszyscy konferansjerzy używają tego żartu w tej rozgrzewce)
Zdjęcie ilustracyjne zerżnięte z serwisu z fotkami za darmo.

1, 2, 3

Ta rozgrzewka wymaga o wiele więcej koncentracji. Od widzów, prowadzącego i czytających. Skupcie się na chwilę mocniej, bardzo proszę!

Prowadzący i publiczność wspólnie liczą do trzech.

Konferansjer mówi: “jeden”.

Widownia mówi: “dwa”.

Konferansjer mówi : “trzy”.

Następnie liczymy od początku, ale to widownia mówi: “jeden”.

Po dwóch przelotkach jedynkę zastępujemy jakąś reakcją – na przykład klaśnięciem.

Teraz konferansjer klaszcze, widownia mówi “dwa”, konferansjer “trzy”.

Z czasem dwójkę i trójkę również zastępujemy – odgłosami zwierząt albo innymi dźwiękami zaproponowanymi przez publiczność. Z liczenia robi nam się kakofonia, która w jakiś pokrętny sposób daje sporo radości widzom.

Więcej Rozgrzewek:

Jeśli chcecie poznać więcej rozgrzewek widowni, wejdźcie na stronę impro.info.pl. Jest tam kilka :)

Należy też pamiętać, że znajomość zasad jeszcze nie oznacza, że faktycznie uda Wam się rozruszać widownię. Rozgrzewki widowni można porównać do silniki. To jednak sprawny i doświadczony konferansjer jest paliwem, które wprawia go w ruch.

Jeśli takiego szukacie, zajrzyjcie poniżej :)

2. Konkursy z prostymi rekwizytami

Większość z konkursów w tym paragrafie poznałem podczas prowadzenia imprez firmowych. Mogą się jednak pojawiać także na innych typach wydarzeń. Dosyć uniwersalne gry, więc jest szansa, że będą pasowały też do Waszych eventów.

Każdy z wymienionych niżej konkursów wymaga rekwizytów. Są to przedmioty powszechnie dostępne i niezbyt kosztowne.

Wyścigi na Dywanikach (znane też jako Latające Dywany)

Potrzebne są dwa dywaniki i podłoga o rozsądnym stopniu śliskości (dywan, trawa i parkiet nie przejdą).

Przyda się też coś do wytyczenia toru. Najlepiej sprawdzają się paliki, ale od biedy możemy zaznaczyć początek i metę krzesłami.

Zasady gry są bardzo proste.

Bierzemy dwóch uczestników. Każdy z nich siada na dywaniku. Mają zginać kolana tak, aby posuwać dywanik do przodu ruchem robaczkowym.

Wygrywa zawodnik, który pierwszy dotrze do końca toru.

Ja proponuję kupić odrobinę bardziej sztywne dywaniki niż w tym filmiku.

Grupowe przekazywanie hula-hop

Bierzemy dwa zespoły – po około sześć, siedem osób.

Każdy zespół dostaje obręcze hula-hop. Kilka – od pięciu do dziesięciu. Zabawa nabiera na atrakcyjności, kiedy koła mają różne obwody.

Zespoły łapią się za ręce. Ich zadaniem jest przełożyć wszystkie obręcze przez ludzki łańcuch. Jednocześnie nie mogą puścić rąk.

Nie znalazłem nagrania zabawy w dokładnie tym wariancie, w którym ja ją prowadziłem. Filmik powyżej dosyć dobrze jednak obrazuje, o co chodzi.

Pierwsza grupa wygrywa. Zabawa ma tę zaletę, że jest grupowa. Bardzo łatwo można przeprowadzić ją nawet dla dwudziestu osób.

Jeśli nie masz swoich hulahop, to się nie przejmuj. Możesz je kupić w sklepie Hula Hop.pl.

Mumia z papieru toaletowego

Dwa, trzy zespoły dwuosobowe. Kilka rolek papieru toaletowego na grupę.

Jedna osoba zostaje faraonem, a druga egipskim kapłanem śmierci. Jaśniej mówiąc, druga ma pierwszą owinąć papierem toaletowym.

Wygrywa drużyna, która skończy pierwsza.

Mały bonus dla osób anglojęzycznych

Słyszeliście o Pintereście? Portal sam określa się jako światowe źródło inspiracji.

Coś w tym jest. Na Pintereście w przystępnej, graficznej formie znajdziemy pomysły na właściwie wszystko. Ja często właśnie tam się udaję, jeśli nie satysfakcjonują mnie wyniki z Google.

Niestety w Polsce strona dalej nie jest zbyt popularna. O wiele więcej znajdziemy po angielsku.

Jeśli mówicie w języku Szekspira, kliknijcie tutaj. Pod linkiem znajdziecie wątek z dziesiątkami innowacyjnych zabaw i konkursów.

3. Konkurencje z teleturnieju One Minute to Win

Raz mi się zdarzyło, że uczestnicy imprezy sami zaproponowali na nią konkursy. Informatycy z Katowic wysłali nam konkurencje z teleturnieju Minute to Win (w Polsce był emitowany jako Milion w Minutę).

Program opierał się na prostych grach, które da się przeprowadzić korzystając z przedmiotów codziennego użytku (czasami z lekkimi modyfikacjami…)

Dziesięć przykładów znajdziecie w nagraniu poniżej, a kolejnych kilka opisuję w tekście.

Nagranie jest pozbawione wyjaśnień, ale większość konkurencji można zrozumieć intuicyjnie.

Cukierkowa Klepsydra

Konkurs, do którego będziemy musieli wykazać się minimalnymi zdolnościami manualnymi.

Należy wykonać cztery klepsydry z dużych (2l) butelek po napojach gazowanych. Do butelek nasypujemy równie ilości cukierków (na przykład skittlesów). Następnie sklejamy szyjki mocną taśmą klejącą.

Wybieramy kilkuosobowe drużyny i ustawiamy je w rzędach. Przed nimi ustawiamy dwa niskie stoliki z przygotowanymi klepsydrami.

Pierwsza osoba zaczyna potrząsać połączonymi butelkami. Jej zadanie polega na przesypaniu wszystkich cukierków z górnej części do dolnej. Jak skończy, odwraca klepsydry. Do stolików podchodzi kolejna osoba, która musi powtórzyć czynność.

Zespół, który ukończy tę sztafetę jako pierwszą, wygrywa.

Słoniowa Trąba

Widziałem tę grę, prowadziłem tę grę, słyszałem, jak ludzi się śmiali z tej gry. Niestety nie widziałem, żeby komuś udało się zrealizować jej cel.

Mimo wszystko zamieszczam tutaj tę zabawę, bo jest dosyć spektakularna. Ludzie dobrze się bawią w jej trakcie, a poza tym daje szansę połapać ciekawe zdjęcia do dokumentacji imprezy.

Do gry musimy wykonać proste rekwizyty. Sprężynki slinky doczepiamy do opasek na głowę. W ten sposób otrzymujemy słoniowe trąby.

Uczestnicy zakładają opaski na czoło. Muszą machać “trąbą” w takich sposób, aby sprężynka złożyła im się na czole.

Uwagi: Kupcie sprężynkę plastikową a nie metalową. Unikniecie ofiar w ludziach.

Twarzą w twarz z ciastkiem

Ten konkurs dla odmiany nie wymaga tworzenia gadżetów. Cieszycie się?

Do Face the Cookie (oryginalna nazwa) potrzebujemy dwóch krzeseł, dwóch stolików oraz kilku paczek ciastek.

Zadanie jest proste z pozoru. Zawodnik odchyla głowę, kładzie ciastko na czole i ma je przemieścić do ust bez użycia rąk. Ani nóg tak dla jasności.

Ciastko można przesuwać tylko mięśniami twarzowymi i ruchami ciała. Wygrywa osoba, która w ciągu minuty przeniesie do ust więcej ciastek.

Uwaga: Niektóre ciastka łatwiej przenieść do ust. Inne wydają się być odporne na wysiłki graczy i po prostu lądują na podłodze. O ile dobrze pamiętam, nam dobrze sprawdzały się Oreosy.

Więcej prostych, jak i bardziej wyrafinowanych gier znajdziesz w książce Joanny Glogazy.

4. Konkursy z dedykowanym sprzętem

Rekwizyty potrzebne do konkursów z dwóch poprzednich paragrafów możemy zrobić albo kupić w pierwszej galerii handlowej.

Istnieją jednak zabawy wymagające bardziej zaawansowanego sprzętu. Można go kupić, ale trzeba już udać się do specjalistycznego sklepu. Warto też nadmienić, że niektóre z tych gadżetów kosztują o wiele więcej niż paczka ciastek.

Jeśli chcecie zorganizować którąś z tych zabaw, przemyślcie wynajęcie firmy eventowej (wiele z nich już ma na stanie niezbędne zabawki).

Wieloosobowe Narty

Forma prostego wyścigu. Polecam zwłaszcza na plenery. Na sali narty mogą porysować podłogę.

Wybieramy dwa zespoły – po trzy, cztery osoby (zależy od modelu sprzętu).

Każdemu z teamów dajemy narty z wieloma wiązaniami. Cały zespół wpina się w narty i musi wspólnie doczłapać do mety. Kto dotrze pierwszy, wygrywa.

Taśma do biegania

Taśma animacyjna, nazywana też gąsienicą.

To drugie określenie jest równie trafne co mylące. Podczas zabawy uczestnicy tworzą gąsienicę. Ale taką od czołgu a nie zwierzę.

Każdy zespół dostaje pokaźnych rozmiarów taśmę, wchodzi do niej i musi zacząć przesuwać się do przodu. Zaletą zabawy jest to, że grupy mogą być bardzo duże. W największym wariancie taśmy zmieści się w niej powyżej dwudziestu osób.

Niestety nie znalazłem żadnego filmiku ilustrującego tę zabawę. Żeby nabrać ogólnego poglądu, możecie rzucić okiem na zdjęcie pod tym linkiem.

Maszyny Goldberga

Tę zabawę dodaję, bo… sam chętnie wziąłbym w niej udział.

Co to są maszyny Goldgerga? Pozornie niedorzeczne mechanizmy oparte na przedmiotach codziennego użycia. Na pewno widzieliście je w kreskówkach typu Tom & Jerry.

Wszystkie automaty, w których piłka stacza się na przycisk włączający wentylator. Ten przesuwa balonik, który z kolei pociąga za przyczepioną do jego sznurka siekierę.

Maszyny tego typu najpierw pojawiły się w komiksach oraz na ilustracjach (swoją nazwę wzięły od amerykańskiego rysownika – Rube’a Goldgberga).

Dopiero później okazało się, że takie automaty faktycznie mogą działać. A jeszcze później ktoś wpadł na pomysł, żeby oferować budowanie maszyn Goldberga jako atrakcję na eventy.

Uwaga: Do przeprowadzenia konkursów z tymi maszynami niestety potrzebny jest ktoś, kto się na nich zna. Maszyn Goldberga raczej nie ogarniecie samodzielnie.

A może warsztaty?

Tutaj pozwolę sobie dorzucić propozycję lekko odbiegającą od tematu.

Organizatorzy eventów często szukają atrakcji edukacyjnych. A czy może być coś bardziej edukacyjnego niż warsztaty? Sprawdźcie sobie listę poniżej! Zawiera kilka ciekawych propozycji.

5. Lekko żenujące zabawy z wesela

Nie jestem fanem wesel ani większości zabaw weselnych. Ciężko mi jednak zaprzeczyć, że niektóre z nich dobrze sprawdzają się na imprezach firmowych.

UWAGA: Wiele zabaw weselnych aż ocieka seksem. I tych bym unikał na korporacyjnych eventach. Inny klimat imprezy, inna specyfika. Prezes może nie być zadowolony, jak zobaczy, że jego pracownicy pompują balony tyłkiem.

Taniec z figurami

Kiedyś zobaczyłem tę zabawę w agendzie i pomyślałem: “Ale wiocha. Gra z wesela.” Po chwili zorientowałem się jednak, że taniec z figurami jest jednocześnie ćwiczeniem na kreatywność. A ja lubię ćwiczenia na kreatywność.

Na parkiet zapraszamy kilka par. DJ gra muzykę. Konferansjer co chwilę przerywa i wydaje komendy. Na przykład: “dwie ręce, noga”, “jedna ręka, jedna noga“, “dwie głowy”.

Każda z par musi stanąć tak, żeby tylko wymienione części ciała dotykały podłogi. Po każdej rundzie eliminujemy pary, którym się nie udało.

Gramy tak długo, aż na parkiecie zostanie tylko jeden zespół.

Wycieczka do zoo

Kolejna zabawa weselna, która nie jest nacechowana seksualnie.

Wybieramy dwie drużyny po siedem osób. Sadzamy je na dwóch rzędach krzeseł.

Uczestnikom nadajemy role – te same odpowiednim osobom w obydwóch zespołach. Pierwszy gracz w rzędzie to tata. Drugi to mama. Później mamy dzieci – Jacka, Witka i Zosię. Ostatnie krzesła należą do zwierząt – Azora i Słonia.

Prowadzący czyta albo opowiada krótką bajkę. Za każdym razem, kiedy pojawi się w niej dana postać, przypisana do niej osoba musi obiec swój rząd krzeseł.

Jeśli nie rozumiecie, obejrzyjcie filmik poniżej.

Uwaga: Fakt, że w zabawie uczestniczą dwa zespoły, może bardzo mocno sugerować, że jest to konkurs. Niestety nie jest :)

Bardzo ciężko w jej wypadku wyłonić zwycięską drużynę, dlatego potencjalne prezenty lepiej przygotować dla obydwóch grup.

Fanty

Ja na tę zabawę mówię “szabrowanie”.

Jest prosta, łatwa i przyjemna.

Bierzemy kilku uczestników – gra sprawdza się dobrze, kiedy jest ich nie mniej niż czterech i nie więcej niż siedmiu.

Uczestnicy czekają w gotowości, prowadzący podaje przedmiot, który mają przynieść z sali.

Zaczynamy prosto: “but, solniczka, okulary.” Po każdym przedmiocie odpadają osoby, którym nie udało się przynieść danego fantu.

Wraz z rozwojem gry rośnie jej trudność. Konferansjer każe przynieść przedmioty coraz bardziej wymagające: “Stół, perukę, klucz francuski.”

Na weselach podczas tej zabawy często pada komenda “biustonosz”. Na imprezie firmowej raczej bym jej unikał.

Uczestnicy, którzy zawczasu znajdą drogę do kanciapy konserwatora, będą mieli w tej grze odrobinę łatwiej.

Ja wymieniłem tylko trzy zabawy wywodzące się z tradycji weselnej. Istnieją ich jednak dziesiątki, a prawdopodobnie nawet setki. Niejaki Dj Lama w swoim tekście opisuje aż 82.

Możecie zajrzeć, ale ostrzegam, że wiele z nich ocieka seksem albo zachęca do ładowania wódy w ilościach przemysłowych.

6. Quizy, czyli małe co nieco dla mózgu

Czy wszystkie zabawy na imprezy firmowe muszą być fizyczne, zwariowane i na czas? Wcale nie.

Quizy są trochę mniej popularne niż człapanie w wieloosobowych nartach, ale jednak zdarzają się dosyć często. Tutaj BARDZO WAŻNA UWAGA. Przynajmniej moim zdaniem.

Na imprezach firmowych zazywczaj leje się piwo (i/lub inne trunki). Quizy wymagają odrobinę większej koncentracji niż wyścigi na dywanikach. Warto zadbać, żeby widownia w ich trakcie nie była na zbyt dużym gazie.

Moim zdaniem o wiele lepiej wypadają też przed widownią siedzącą (to też pozytywnie wpływa na skupienie).

Prosty Quiz ABCD

Zabawa jest tak trywialna, że aż mi głupio o niej pisać.

Mimo wszystko to zrobię. Przygotowujemy kilkanaście pytań z odpowiedziami ABCD. Podpowiem, że dobrze by było, że powinny dotyczyć firmy albo tematu imprezy (tutaj do układania warto zaangażować któregoś z pracowników).

W teorii w quizach trzeba wykazać się wiedzą. W praktyce często zamieniają się one w ciąg wygłupów uczestników i prowadzącego.

Pub Quiz

Bardziej zaawansowana forma gry opartej na wiedzy. W teorii można ją przygotować samemu. W praktyce wyjdzie o wiele lepiej, jeśli zlecimy przygotowanie specjalistom. Ich doświadczenie i wyczucie może tutaj zadziałać tylko in plus.

Ale co to właściwie jest ten pub quiz? Turniej wiedzy przystosowany do rozgrywania w barach i w innych lokalach gastronomicznych. Z założenia gra toczy się przy stolikach, więc może pójść fajnie też na bankiecie (raz to zrobiłem, wyszło spoko).

Zasady:

  1. Uczestnicy dołączają do konkursu w grupach. Poszczególne stoliki stają się zespołami.
  2. Rozdajemy karty na odpowiedzi. Po każdej rundzie zespół wspólnie decyduje, co wpisać przy poszczególnych pytaniach.
  3. Po wszystkich rundach ponownie zliczamy punkty i decydujemy, która drużyna wygrała.

Dlaczego warto zorganizować pub quiz na imprezie firmowej? Ma kilka zalet.

Po pierwsze, pozwala na grę w dużych grupach. Angażujemy dużo gości na raz, a potencjalnie nawet całą salę.

Po drugie, dobrze przygotowane pub quizy mają wiele ciekawych i różnorodnych rund. W niektórych konkurencjach zwyczajnie odpowiadamy na pytania. W innych zgadujemy w oparciu o obrazki. Regularnie zdarzają się też rundy oparte na muzyce, a słyszałem też o konkurencjach zapachowych.

Zdjęcie poglądowe. Z Wikipedii wziąłem. Tak, to jest legalne.

Seven Seconds Challange

Muszę zupełnie szczerze powiedzieć, że teraz robię coś bardzo głupiego.

Quizy ABCD prowadziłem na eventach kilka razy. Pub quiz raz. W Seven Seconds Challange tylko grałem z siostrzeńcami.

Mam jednak przeczucie. Wydaje mi się, że ta gra dobrze sprawdzi się na imprezie firmowej.

Seven Seconds Challange to quiz oparty na wyzwaniach. W poszczególnych rundach losujemy po jednym dla każdego uczestnika. Raz trzeba wymienić pięć miast francuskich, kiedy indziej zaimprowizować piosenkę o kocie albo zrobić siedem przysiadów.

Generalnie jest różnorodnie, ciekawie i trochę dziko.

Wyzwania możemy przygotować sami i losować je z kapelusza. Na szczęście nie musimy. Istnieją liczne aplikacje, służące do grania w tę pokręconą grę. Wystarczy ściągnąć.

Generalnie tak to wygląda :)

Jeśli podobała Wam się tylko część zadań z Seven Seconds Challange, możecie też pomyśleć o zaadaptowani na quiz sceniczny Alliasa. To gra planszowa, która opiera się przede wszystkim na szybkich zadaniach kreatywnych. Więcej kalamburów, mniej zadań w stylu: “Udawaj, że zjadasz naprawdę dużego burgera nosem.”

Mały Bonus

Wiem, że na rynku funkcjonują firmy oferujące teleturnieje na imprezy firmowe.

Przywożą swoje własne kontrolery, ambony, wyświetlacze LED. Mają też przygotowane pytania i całe rundy.

Taki quiz ale jako główna atrakcja i całkowicie na wypasie!

twój wuiz

Organizujesz Teleturnieje na Eventach?

Tu może znajdować się Twoja oferta. Napisz do mnie. Jakoś się dogadamy :)

7. Gry ze świata teatru i improwizacji teatralnej

Przez kilka lat grałem w grupie improwizacyjnej i prowadziłem warsztaty z impro. Sam też brałem udział w sporej ilości zajęć aktorskich i teatralnych.

Gry ze świata teatru i impro zajmują sporo miejsca w moim osobistym repertuarze. I ze względu na sentyment poświęcę im odrobinę więcej miejsca.

Ważna informacja: Do zabaw teatralnych potrzebna jest jeszcze większa koncentracja niż w wypadku quizów. Polecam je, ale nie na wszystkie eventy. Średnio nadają się pod wódeczkę.

Kto to robił?

Prosty ice breaker. Często pojawia się na różnego rodzaju warsztatach. Moim zdaniem na luzie można z niego skorzystać także na początku niektórych imprez firmowych (na przykład kiedy musimy i zintegrować dużą grupę).

Ustawiamy się w rozsypce na sali. Każdy uczestnik w dowolnym momencie może zadać pytanie. Na przykład: “Kto dzisiaj jadł śniadanie?”

Każdy, kto chce odpowiedzieć twierdząco, zaczyna biegać.

Pytania, które często padają to:

“Kto ma psa?”

“Kto pracuje w korpo?”

“Kto woli cappucino od espresso?”

“Kto gra w Minecrafta?”

Wiem, że ta zabawa zalatuje przedszkolem, ale zaufajcie mi. Dorośli też się dobrze bawią.

via GIPHY

Łańcuszek Skojarzeń

Jeden z moich ulubionych konkursów. Bierzemy dwa zespoły – zabawa wypada spoko przy czterech osobach w teamie.

Dla każdej grupy wybieramy dwa słowa. Ważne, żeby były zupełnie niezwiązane ze sobą.

Przykład to: “kaloryfer” i “polowanie”.

Pomiędzy tymi słowami należy przejść za pomocą ciągu skojarzeniowego. Na przykład:

Kaloryfer – woda – strumień – las – polowanie.

albo

Kaloryfer – rura – lufa – strzelba – polowanie.

Zadanie jest dosyć proste, kiedy wykonujemy je w pojedynkę. Robi się jednak o wiele bardziej skomplikowane, kiedy pomiędzy słowami trzeba przejść grupowo.

Kolejni uczestnicy naprawdę często nie łapią, którą drogą chcieliśmy podążać.

Przy tej grze pojawia się wiele okazji do śmiechu i angażowania widowni.

Wygrywa drużyna, która zakończyła łańcuszek w mniejszej ilości kroków. Ewentualnie ta, która zrobiła to bardziej kreatywnie. Wasz wybór :)

Chodzi mniej więcej o to, ale z mniejszą ilością złośliwości.

Bajka po słowie

Wybieramy dwie drużyny po cztery osoby. Ustawiamy je w szeregu.

Następnie prowadzący prosi widzów o temat bajki dla pierwszego zespołu. Konkretnie – postać oraz zadanie, które ma ona wykonać. I postać i zadanie mogą być niedorzeczne.

Spróbujcie wyciągnąć od publiczności coś w rodzaju: “Misia koala, który chce zostać prezesem PSLu”. Absurd zawsze bawi.

Pierwsza drużyna opowiada swoją bajkę stojąc w szeregu. Oczywiście każdy członek może powiedzieć tylko jedno słowo na raz.

Następnie wybieramy temat dla drugiej drużyny. Druga drużyna również opowiada przeskakując po jednym słowie.

Po wszystkim publiczność decyduje, kto wygrał za pomocą natężenia braw.

I tak, oczywiście, że werdykt jest stricte subiektywny. W tych grach chodzi jednak o zabawę, a nie zgarnianie nagród.

Wspólne tworzenie pejzażu

Gra aktorska, która uczy współpracy oraz komunikacji bez słów.

Grupa ma stworzyć obraz. Każdy jej członek stanie się inną postacią albo elementem tego obrazu.

Ważne jest to, że uczestnicy nie mogą się umawiać, jaką rolę będą pełnić podczas zabawy.

Kto ma pomysł, wychodzi na środek i staje w jakiejś pozie (dajmy na to rycerza wznoszącego w górę miecz).

Pozostałe osoby po kolei dołączają. Kolejna może stać się przeciwnikiem zasłaniającym się przed mieczem.

Jeszcze kolejna zwłokami już pokonanego wroga.

Następna koniem rycerza spokojnie skubiącym trawę w nieznacznym oddaleniu.

I tak. Oczywiście, że piątemu uczestnikowi zadania często przychodzi do głowy, żeby zostać trawą.

Dodatkowym elementem zabawy może być tutaj zaanimowanie widzów, żeby nadali temu obrazowi tytuł.

Mało atrakcyjna, ale jednak możliwa poza.

Zdjęcie pochodzi z Wikicommons.

Kalamburowy Głuchy Telefon

Podobno gra pochodzi z azjatyckiego teleturnieju. Niestety nie udało mi się znaleźć jego nazwy.

Zabawa jest ciekawa. Stanowi połączenie głuchego telefonu i kalamburów (tych pokazywanych).

Bierzemy cztery osoby. Trzy niestety zostają wyproszone za drzwi. Muszą też zatkać uszy, aby nie słyszeć tego, co dzieje się wewnątrz.

Pierwszy uczestnik dostaje trzy elementy do pokazania – kto? gdzie? i czym? (Dla zwiększenia dramatyzmu czasami mówi się, że w grze chodzi o wytłumaczenie kto, gdzie i czym zabił).

W dalszej kolejności zapraszamy do sali pierwszą z trzech osób, które czekają za drzwiami.

Gracz, który otrzymał wytyczne, ma jej na migi pokazać postać, miejsce i przedmiot (dajmy na to, że zostały wybrane: Święty Mikołaj, sklep obuwniczy i paczka parówek.)

Cała gra przebiega bez użycia słów. Kiedy zgadujący uważa, że już wie, wymownie dotyka nosa palcem (nie mam pojęcia, skąd się wziął ten gest, ale oczywiście możecie wymyślić własny.)

Bardo Ważne: Nie informujemy drugiego ani żadnego kolejnego uczestnika, czy zgadł dobrze! To on informuje, że już wie, o co chodzi.

Kiedy ma już wszystkie trzy elementy, zapraszamy kolejnego zawodnika.

Teraz on musi odgadnąć to, co pokazuje gracz numer dwa. I tutaj pojawiają się elementy dobrze nam znane z głuchego telefonu. Drugiej osobie bardzo często jedynie wydaje się, że zgadła. Ze Świętego Mikołaja może wyjść ksiądz, dziadek albo bezdomny.

I zaufajcie mi, że w tym momencie pojawiają się śmiechy widzów. I to często w dużych ilościach!

Uwaga: Wszystkie gry w tej kategorii wymagają koncentracji widzów. Kto? Gdzie? Czym? wymaga koncentracji potrójnej. Zabawa wyjdzie tylko przy skupionej publiczności. I tylko jeśli czynny udział biorą w niej osoby, które naprawdę mają ochotę się bawić. Do tego typu gier nie wyciągajcie nikogo na siłę.

Jeśli chcecie poznać więcej gier opartych na kreatywności, odwiedźcie bloga Blue Kangaroo. Autorka proponuje kilka fajnych zabaw.

A może stand up comedy?

Powyższe konkursy wiele wymagają od uczestników. Po kalamburach i bieganiu w gigantycznych nartach, na pewno z przyjemnością posiedzę i obejrzą jakiś występ. Na przykład mój stand up :)

Bez przekleństw. Bez przegiętych żartów. Z małą domieszką złośliwości i dużą ilością interakcji.

Oferta Stand Up Comedy

Na tej stronie próbuję sprzedać swoje usługi. Sprawdź, jak mi idzie.

8. Najdziwniejsze konkursy, na jakie trafiłem

Lubię ciekawostki. Lubię rzeczy dziwne i nietypowe. A tak się składa, że w życiu trafiłem na sporo pokręconych gier i konkursów.

Czy polecam je jako atrakcję na imprezę firmową? Nie. Bardzo zdecydowanie NIE. Możecie o nich jednak przeczytać, aby dać wytchnienie mózgowi.

Papier, nożyce, kamień, jaszczurka, ogień, Spock

Znacie grę papier, nożyce, kamień? Na bank. Bo kto nie zna?

Super-nerdowscy bohaterowie serialu Big Bang Theory wymyślili własną wersję – składającą się z pięciu gestów (papier, nożyce, kamień, jaszczurka, Spock).

Tylko dwie figury więcej, ale trudność rośnie zauważalnie. Trzeba pamiętać dziesięć zależności pomiędzy poszczególnymi gestami.

Wyglądają one następująco:

  1. Spock miażdży nożyczki (prawdopodobnie siłą umysłu)
  2. Nożyczki dekapitują jaszczurkę
  3. Jaszczurka zjada papier
  4. Papier obwija kamień
  5. Kamień miażdży jaszczurkę
  6. Jaszczurka zatruwa Spocka
  7. Spock dezintegruje kamień
  8. Kamień miażdży nożyczki
  9. Nożyczki tną papier
  10. Papier obala Spocka (nie mam pojęcia, jak ani dlaczego)

Gesty niezbędne do gry zamieszczam poniżej. Zwrot strzałki daje znać, która figura wygrywa.

Wiem, że to wygląda jak diagram wyznawców Szatana, ale spokojnie. To naprawdę tylko instrukcja do głupiej gry. Źródło – francuska Wikipedia.

Myślę, że wszyscy z grubsza kojarzą, czym jest jaszczurka. Nie każdy jednak zna Spocka.

Jest to postać ze Star Trecka. Obcy z planety Vulkan. Jej mieszkańcy pozdrawiają się gestem poniżej.

via GIPHY

Gra w barana

Grupa ludzi siedzi przy stole. Pomiędzy nimi krąży flaszka wódki i lusterko.

Każdy, kto spojrzy w lustro i zobaczy barana, pije banię.

W tę grę grałem dawno temu na rajdzie studenckim. Zapewniam, że nie ma ona absolutnie żadnego sensu.

P.S: Już się w to nie bawię.

Płatni zabójcy

Znudzeni paintballem i asg? Urozmaicenie i nowe wrażenia przynosi Nerf Assasin.

Do tej gry potrzebna jest grupa ludzi, którzy mieszkają w pobliżu siebie i widują się regularnie. Pierwotnie była rozgrywana na terenie amerykańskich kampusów. W teorii na kilkudniowym wyjeździe firmowym też mogłaby się sprawdzić (co wcale nie oznacza, że ją polecam).

Kilka osób wciela się w rolę płatnych zabójców. Każdy dostaje cel i dziecinny pistolet na strzałki (Niby niegroźny, ale w praktyce doskonale wiemy, jak to bywa).

Gracze znają swój cel, ale jednocześnie nie mają pojęcia, kto na nich poluje.

Płatni zabójcy planują, knują i zastawiają na swoje ofiary zasadzki. Na korytarzach dochodzi do spontanicznych strzelanin na strzałki. Kupa śmiechu.

via GIPHY

Papranie się jedzeniem

Flip i Flap wystąpili w mniej więcej stu filmach. W większości z nich pojawiała się scena, w której ktoś dostaje tortem w papę. I w dzieciństwie wszystkich nas to bawiło.

Teraz dalej niektórych bawi.

I może się pojawić pomysł, żeby na imprezie firmowej przeprowadzić grę, w której trzeba paćkać się jedzeniem.

Może chodzić o “golenie” twarzy usmarowanej bitą śmietaną albo rozpoznawanie na dotyk przedmiotów zawieszonych w galarecie.

Takie konkursy mają jakąśtam szansę na powodzenie na festynie albo podczas letniego eventu na plaży (i tak wszyscy są w kostiumach kąpielowych). Na imprezie firmowej serdecznie odradzam tego typu pomysły. Nikt nie będzie miał ochoty zniszczyć swojego świątecznego garnituru.

via GIPHY

9. Krótkie i rzeczowe słowo o nagrodach

Czasami uczestnicy imprez firmowych wręcz rwą się do zabawy i chcą brać udział w każdym, nawet najgłupszym konkursie.

A czasami trzeba ich dosyć mocno motywować. Najlepszym sposobem na zachęcanie uczestników do zabawy są nagrody.

Podpowiem, że działają tylko te wartościowe.

Gwizdek z logo firmy w żaden sposób nie zachęci dorosłych ludzi do przekładania kółek hula-hop. Smycz na klucze kwalifikuje się właściwie bardziej jako zaśmiecanie środowiska niż nagroda. Gąbka do naczyń z karteczką “zmywarka” bardziej ludzi wkurza niż bawi.

Świetnie sprawdza się darmowe piwo albo kupon na dodatkową kiełbasę. A jak możecie dać w nagrodę bluzę, koszulkę, plecak albo koc, to już w ogóle super!

2 myśli w temacie “27 zabaw i konkursów na imprezy firmowe (w 8 kategoriach)”

    1. Paradoksalnie myślę, że wzbudzi więcej kliknięć niż: “Tutaj macie najlepsze zabawy weselne, jakie widział wszechświat.” :) Jeśli w jakiś sposób przeszarżowałem, albo poczułeś się urażony, mogę coś pozmieniać.

Leave a Reply