Moje pomysły na przeglądy kabaretowe

Przeglądy są bardzo ważnym w życiu każdego kabareciarza wydarzeniem, gdyż w dziewięćdziesięciu procentach wypadków to właśnie na nich przyszli mistrzowie estrady zapoznają się ze sceną i szeroką publicznością. Te imprezy są też swojego rodzaju sitem. Na przeglądach raczkujący kabaretowiec dowiaduje się, że jest niewiarygodnie wspaniały i ma prawo rozpływać się nad samym sobą w zachwycie, bądź że nie nadaje się absolutnie do niczego i powinien skoncentrować się na swojej adekwatnie nudnej pracy w księgowości. Raczej nie jestem fanem organizowania czegokolwiek, nie zamierzam nigdy być osobą odpowiedzialną za tworzenie dużych imprez, ale zawsze bardzo chętnie wpieprzam się innym w działalność festiwalową ze swoimi niedorzecznymi pomysłami. Tak, naprawdę mam zbyt dużo czasu. I tak, naprawdę przychodzą mi do głowy koncepcje przeglądów kabaretowych…. Czytaj dalej „Moje pomysły na przeglądy kabaretowe”

Jajo Klauna

jajka_kalunów

Grzegorz Halama jeden ze swoich programów – zatytułowany „Humor i Papierosy” reklamował plakatem, na którym trzymał w ręku kurze jajko z doczepionym nosem klauna. Jajko przyciągało uwagę, kontrastowało z pokrzywioną i jakby smutną twarzą najsłynniejszego hodowcy kurczaków w Polsce. Prezentowało się absurdalnie, ale byłem przekonany, że ten nabiał umieszczony na materiale reklamowym nie posiada żadnego ukrytego znaczenia. Myliłem się… Czytaj dalej „Jajo Klauna”

Ogólnopolski Front Ochrony Lumpów

Na początku zeszłego miesiąca występowałem na pikniku rodzinnym w Katowicach. Wszystkie tego typu imprezy posiadają cechę wspólną. Gro aktywnej widowni stanowią na nich żule, lumpy, śmierdziele (w końcu oni też mają gdzieś rodziny). Jeśli się gra normalny występ kabaretowy (skecz, piosenka, skecz, piosenka), lumpenproletariat da się zwyczajnie olać i robić swoje. Grałem jednak stand-up, a ta forma wymaga ciągłego kontaktu z publicznością… Co więcej stand-up MUSI być niegrzeczny. Kiedy więc lumpy zaczęły swoim zwyczajem dogadywać, przedrzeźniać mnie i ogólnie rozrabiać, zacząłem po nich normalnie i regularnie jeździć. Czy przekraczałem normy dobrego smaku? Nie wiem, nie znam. Na pewno jednak mieszając lumpów z błotem (z którym i tak sami się regularnie mieszają) wywołałem parę śmiechów pozostałych członków widowni, czyli babć, rowerzystów i późnonastoletnich dzieciaków. Ludzie się śmiali, bo przecież lump to lump. Można. Zaskoczył mnie fakt, że jeden pan bynajmniej nie będący menelem, zaczął tych gości bronić. I tutaj już było mniej wesoło, gdyż bardzo aktywnie krzyczał, że obrażam biednych ludzi… Pokrzyczał, pokrzyczał i poszedł. Taki urok plenerów. W każdym razie mam do tego anonimowego pana krótki i zwięzły przekaz… Kilkanaście razy w życiu dopuściłem do sytuacji, w której byłem absolutnie bez grosza przy duszy. Pożyczałem wtedy pieniądze, jadłem ryż z cebulą, szukałem dodatkowych źródeł dochodów. Wiem jak to jest być biednym i właśnie dlatego odróżniam biednego człowieka od pierdolonego lumpa. Różnica jest bardzo prosta. Biedny człowiek nie ma pieniędzy, więc nie wydaje ich na wino. Lump też nie ma pieniędzy, ale na wino jakimś cudem zawsze znajdzie… Czytaj dalej „Ogólnopolski Front Ochrony Lumpów”

Wszystko, czego nie wiesz o komiksie amerykańskim

Przeciętny zjadacz chleba patrzy na okładkę komiksu pochodzącego z Ameryki i widzi jedynie niedorzecznie umięśnionych mężczyzn oraz kobiety tak bardzo wysportowane, że Ewa Chodakowska zaczyna przy nich wyglądać jak Dorota Wellman (nie ma jak tandetne i na dodatek podwójne odniesienie popkulturowe). Wszyscy ubrani są w kolorowe trykoty, które najwyraźniej zmieniają raz do roku, bo co odcinek pokazuję się w tych samych (ciekawe, czy gdzieś w zakamarkach komiksowych światów można znaleźć pralnie wyspecjalizowane w błyskawicznym usuwaniu krwi obcego z kostiumów superbohaterów). Na dodatek postacie z nie do końca jasnych, ale z reguły powiązanych z ratowaniem świata, powodów okładają się po głowach promieniami lasera, wyładowaniami elektrycznymi a w niektórych wypadkach również własnymi twardymi jak żelazobeton pięściami. Przeciętny zjadacz chleba ogląda komiks, wrzuca go do jednego mentalnego worka z mangą i kreskówkami o Bolku i Lolku, po czym odkłada wolumin na półkę i mrucząc coś z zażenowaniem odchodzi. Słuchajcie drodzy ludzie, drodzy zjadacze chleba amerykańskie komiksy są dużo bardziej interesujące niż wam się wydaje. Fakt, tutaj macie rację, ich fabuły z reguły nie należą do szczególnie rozbudowanych, a w kulminacyjnym punkcie akcji niemal zawsze dochodzi do gigantycznej ustawki, w której biorą udział istoty tak potężne, że niekiedy są w stanie w pojedynkę przenieść ciężarówkę, osuszyć ocean, wypełnić pita. Ale za to tło… Wbrew pozorom komiksowe światy są dosyć ciekawe i skomplikowane. Czytaj dalej „Wszystko, czego nie wiesz o komiksie amerykańskim”

Skąd się biorą dowcipy? – część trzecia

Ten post stanowi kontynuację tekstu pod tytułem „Skąd się biorą dowcipy? – część druga”. Nie bawię się w Mickiewicza i część pierwszą naturalnie też już napisałem.

3. Teoria błędnego koła humoru – dowcipy biorą się z dowcipów

To, że dowcipy wędrują, wiemy wszyscy. Krążą, są przerabiane, mają własne okresy popularności, po których się wypalają i odchodzą do lamusa. Czy wszystkie? Jak długą żywotność ma kawał? Zależy to bardzo mocno od tematyki, ale jeśli dowcip dotyczy spraw ogólnoludzkich, potencjalnie może pozostawać w obiegu w nieskończoność. Nawet sobie nie wyobrażacie, jak mocno podskoczyła mi adrenalina, kiedy w zbiorze dowcipów spisanym około czwartego wieku naszej ery (!!!!, „Philogelos”, jego istnienie to nie wygłup) odkryłem kawał, który namiętnie opowiadał mój dziadek (a dodam, że o ile mi wiadomo, wcale nie liczył sobie tysiąc sześćset lat). Wersja z pierwszej połowy pierwszego milenium(!) brzmi: Czytaj dalej „Skąd się biorą dowcipy? – część trzecia”

Placek z podróżnika

mostar

Lubię robić z siebie podróżnika. Lubię opowiadać o swoich najprostszych, najbardziej zwyczajnych wycieczkach, tak jakby były mrożącymi krew w żyłach wyprawami na koniec świata *. Niestety łapię się na tym, że przedstawiam zwykły wypad po piwo na Słowację jakby był dzikim rajdem po Ziemi Ognistej zorganizowanym w celu odnalezienia zagrożonego wyginięciem gatunku morsów (czy tam żyją morsy, hmm….) Leję wodę, ściemniam i oczywiście wyolbrzymiam. Czytaj dalej „Placek z podróżnika”

Sprawdź ofertę występu z żartami na temat branży. Stand-up na imprezę firmową