Kilka terminów, które przydadzą się każdemu, kto planuje zostać teoretykiem kabaretu

Jedni rzadziej, inni częściej, ale nie da się zaprzeczyć, że wszyscy się śmiejemy. I fakt, że to robimy, jest bardzo, bardzo dziwny. Bo czym właściwie jest Śmiech? Internet i bardziej tradycyjne, to jest przestarzałe, źródła podają kilka odpowiedzi.

Znalazłem więc informację, że Śmiech  to reakcja ludzkiego umysłu na absurd. I częściowo to się zgadza, bo absurd faktycznie śmieszy ludzi, ale właściwie równie często, jeśli jest zbyt odległy, albo zbyt popieprzony wywołuje tak zwane uczucie: „What the fuck?” Istnieje też inna, bardzo stara teoria mówiąca, że humor opiera się na zaskoczeniu. Pogląd ten jest wręcz antyczny, bo zdanie: „Sekret humoru tkwi w zaskoczeniu.” Czytaj dalej „Kilka terminów, które przydadzą się każdemu, kto planuje zostać teoretykiem kabaretu”

Jak podwyższyć swoją inteligencję pozorną?

Oprócz inteligencji życiowej, realnej, przestrzennej, matematycznej, koniugacyjnej i kurwa kuchennej (chociaż dalej najgłupsza i najbardziej zbędna wydaje mi się inteligencja emocjonalna) istnieje też taki współczynnik, wyznacznik tudzież charakterystyka jak inteligencja pozorna. Wymyśliłem go jakieś trzy dni temu notując zarys tego wpisu na brudnej chusteczce w jeszcze bardziej brudnym wagonie polskiego PKP, więc współczynnik już istnieje i nikt nie może mi powiedzieć, że jest mniej realny od innych podobnych cech wymyślonych w ładniejszych okolicznościach. Inteligencja pozorna mierzy to za jak mądrego, zaradnego, oczytanego i bystrego uważają cię inni. Czytaj dalej „Jak podwyższyć swoją inteligencję pozorną?”

Testosteronowi, jawni geje

Kategoria Życie Dziwi. Miejsce bloga, w którym piszę o tym, co mnie w życiu zaskoczyło, zdziwiło, pofałdowało mózg w nieznanych dotąd kierunkach. Właściwie od dawna nic nie wywarło na mnie takiego wrażenia jak scena sprzed mniej więcej dwóch tygodni. Drobna rzecz, a jednak pałęta się po głowie.

Stałem z kolegą w kolejce po szybkiego maka, plugastwo zapakowane w śliski papier. Noc. Czwartek. Wrocław. Duże miasto, co oznacza że obok nas po zakup syfu stało sporo ludzi solidnie narąbanych.

Sąsiednia kasa. Obsługiwał ją chłopak tak mały i chudy, że właściwie wyglądał bardziej jak humanoidalny ptak, albo postać narysowana przez dziecko za pomocą paru kresek. Żywy szkielet z rękami jak pałki rabarbaru, nienaturalny twór z wielką głową i krzywym nosem, poruszany jakąś tajemną siłą. Raczej boską niż diabelską, bo gość miał w sobie coś ze świętego. Czytaj dalej „Testosteronowi, jawni geje”

Kreatywność na przykładzie zombie

Gdybym Ja Sprzed Lat pięciu mógł wsiąść w wehikuł czasu i przenieść się do dnia jutrzejszego, aby przeczytać to, co Ja Dzisiejszy napiszę w następnym zdaniu, to najprawdopodobniej bym nie uwierzył. LUBIĘ OGLĄDAĆ FILMY O ZOMBIE. Właściwie nie tylko filmy i nie tylko oglądać. Czytam też komiksy o zombie, wchłonąłem trzy seriale o zombie, a niedługo wezmę się za książki (jeszcze później prawdopodobnie przyjdzie czas na gry).

I tutaj pojawia się bardzo ważne dla mnie pytanie… Co u diabła mnie w tym kręci? Dlaczego podobają mi się produkcje, w których przegniłe ciała wstają z grobów, żeby swoim chwiejnym i powłóczystym krokiem gonić za ciałami krzyczącymi i tętniącymi żywą krwią?  Można by wysunąć tezę, że lubię się bać. Tylko, że nie lubię. Właściwie rzadko oglądam horrory (oprócz tych o zombie oczywiście) i znaczną część reprezentantów tego gatunku filmowego uważam za chłam. Spory procent filmów i (zwłaszcza) seriali o zombie to niezłe dramaty i można by pomyśleć, że lubię smutek zmieszany z ludzkimi rozterkami. Nie lubię i paradoksalnie dramat jest tym typem utworu, który ma największą szansę mnie rozśmieszyć. Załzawione oczy na werandach, rozmowy przeprowadzane z napięciem na twarzach, krzyczenie w deszczu to statystycznie są sceny, które śmieszą mnie najbardziej. Można by też przedstawić trzecią tezę, że czuję pociąg do zgnilizny… Ale weźcie, dajcie spokój, nie czuję.

Najwyraźniej lubię oglądać połączenie tych trzech rzeczy. Lubię kiedy zgnilizna wstaje z grobów, w skutek czego świat się kończy, w skutek czego z kolei bohaterowie doznają głębokich przemian i rozterek. Lubię patrzeć, jak postacie są zjadane, rozszarpywane lub zmieniane w zgniliznę, która znowu będzie rozszarpywała i zżerała. I co więcej, tak jak inżynier Mamoń, czy tam jego kolega, lubię oglądać to, co raz już widziałem. Czytaj dalej „Kreatywność na przykładzie zombie”

Polityka Humorystyczna

Przy okazji rozróby jaką pan Putin rozkręca na Krymie i wschodzie Ukrainy, wypłynęła ostatnio na powierzchnię mediów postać Witalija Czurkina – stałego rosyjskiego ambasadora przy ONZ, który swoją karierę dyplomatyczną zaczynał jeszcze w ZSRR. Pierwszym istotnym dokonaniem, tudzież wyczynem, tudzież wybrykiem w karierze pana Czurkina było informowanie krajów zachodu o katastrofie w Czarnobylu, tudzież zwodzenie ich w tej sprawie za nos. Czurkin wsławił się niewiarygodną wręcz umiejętnością unikania odpowiedzi i zbijania pytań. Prawdopodobnie właśnie ze względu na te skille i talenta wysoko zaszedł w hierarchii Związku Radzieckiego i dalej stoi wysoko na szczeblach dyplomatycznych rzekomo postradzeickiej Rosji (którą rządzi pułkownik KGB, mhhh, taaa).

Pomimo, że jestem świeżo odkrytym rusofobem i zwolennikiem urządzenia zbiórki społecznej na uwolnienie Alego Akczy i wysłanie go za grube pieniądze z misją odstrzelenia Putinowi łba, muszą przyznać, że Czurkinowi nie brakuje poczucia humoru. Posługuje się nim w politycznej walce wyjątkowo sprawnie i cynicznie, z bezczelnością rzadko spotykaną u osób piastujących tak zauważalne i istotne funkcje (politycy niższej rangi jak na przykład Janusz Krowin Mikke mają mniej do stracenia i dlatego bardziej odważnie przyjmują rolę błaznów). Czytaj dalej „Polityka Humorystyczna”

Kryzys na Krymie z punktu widzenia komputerowego stratega

Regularnie zdarza mi się pisać posty, żeby się wyżyć, dlatego, że jakieś zjawisko mniej lub bardziej mnie wkurza. Ten wpis też ma niestety wartość terapeutyczną (przyznając to, czuję się, jakbym był nastolatką piszącą pamiętnik), ale jego powstanie jest podyktowane nie czym innym, ale strachem. Od momentu, kiedy Janukowycz został wygnany z Ukrainy, a rosyjski car Vladimir się rozsierdził i szaleje, zwyczajnie się boję, że w starym, kozackim stylu wjedzie nam na chatę.

Nie mam szczególnie dużych złudzeń względem paktów z NATO. Ukraina podpisała układy ze Stanami i Wielką Brytanią. Są dalej aktualne. Tylko co z tego? W momencie, w którym Putin postanowi wyciągnąć po nas rękę, aktualnie latające nad Polską F-16 podkulą składane ogony i oddalą się stąd z ponaddźwiękowym ujadaniem. Niestety, pomimo szczerych chęci, ja nie będę w stanie wiać równie szybko. Czytaj dalej „Kryzys na Krymie z punktu widzenia komputerowego stratega”

Sprawdź ofertę występu z żartami na temat branży. Stand-up na imprezę firmową