Gdzie zaczyna się nurt, a kończy plagiat?

Od jakiegoś czasu zastanawiam się nad pewnym dosyć prostym zagadnieniem. A mianowicie, nie rozumiem dlaczego wszyscy stand-uperzy mogą (a nawet muszą) robić to samo. Dlaczego mają przyzwolenie na występowanie według wyjątkowo nieskomplikowanego schematu i nikt nie krzyczy, że robią plagiat. Dlaczego nikt nie komentuje, że przecież to już było, że z małymi wyjątkami, ten konkretny kabareciarz z podgatunku stand-up nie różni się wcale aż tak bardzo od dziesiątków swoich psubratymców.

To samo z kabaretem klasycznym. Jeśli tylko w sposób bezczelny nie zerżnąłeś pomysłu na skecz Ani Mru Mru, ani nie próbujesz na siłę udawać unikalnej i arcy-komicznej wady wymowy Roberta Górskiego, to spokojnie możesz robić to samo co wszyscy. Dziesiątki młodych kabaretów próbują kopiować wylansowany przez media styl – skecz, piosenka, skecz, piosenka, z rzadka monolog.  Nie silą się na wielką innowacyjność w formie. Zwyczajnie robią obyczajowe numerki o tym, że chłop jest leniwy, a babie się nie chce. Czytaj dalej „Gdzie zaczyna się nurt, a kończy plagiat?”

Igrzyska w Krakowie

Nie jestem za, nie jestem przeciw. Jeślibym już miał zająć jakieś oficjalne stanowisko, to powiedziałbym, że pomysł zorganizowania zimowych igrzysk olimpijskich w stolicy Małopolski wydaje mi się mocno dziwny. Dlaczego? Nie mamy tutaj gór tylko pagórki. Nie bardzo wyobrażam sobie slalom narciarski zjeżdżający ze wzgórza wawelskiego. Nie do końca też widzę triatlonistów na kopcu Kościuszki. Oczywiście zawody będą się odbywać w okolicznych (no powiedzmy, bo oddalonych o osiemdziesiąt kilometrów) miejscowościach – Zakopanem, Białce, pewnie też Nowym Targu. Tylko, że tam też nie ma gór klasy olimpijskiej. Są górki. Zaledwie jedna z  nich przekracza dwa tysiące metrów.

No, ale niech sobie organizują. Mnie to nie przeszkadza. Przyjedzie dużo zagranicznych turystów, będzie ciekawie. Za to przeszkadza mi przeprowadzona przez miasto kampania medialna, zachęcająca mieszkańców Krakowa do opowiedzeniem się w referendum za organizacją igrzysk. Kampania jest zwyczajnie głupia, a poza tym ewidentnie zakłada, że głupi są mieszkańcy.  Czytaj dalej „Igrzyska w Krakowie”

Wkrętki w eterze

Właśnie w tym momencie, a może jedną chwilę wcześniej, naszła mnie ochota, żeby zostać Januszem Weissem. Nie mam wcale na myśli, że zamierzam prowadzić zabójczo trudny teleturniej, ani tym bardziej nie planuję zakładać kabaretu z Jackiem Kleiffem. Za to myślę, że wkręcanie ludzi w  programie radiowym zbliżonym do: „Dzwonię do pana, pani w nietypowej sprawie” mogłoby mi się podobać. Co więcej, wydaje mi się, że mógłbym w tym być dobry. Pomysł ów czy też koncepcja zaszczepił(a) mi się prawdopodobnie dlatego, że aktualnie pracuję przy prowokacjach reklamowych dla Milki. Przebieram się za członków straży miejskiej bądź orkiestr ulicznych, robię ludzi w wała i jeszcze mi za to płacą (podepnę filmik, kiedy tylko będę mógł). Wciągnęło mnie. Prowadzenie programu radiowego opartego na ładowaniu ludziom grubej ściemy byłoby dla mnie dobrym sposobem na promocję, uzupełnienie portfolio i zarobienie paru groszy… Dosłownie paru, bo z tego, co słyszałem, praca w rozgłośni radiowej jest kiepskim interesem. Miałbym co najwyżej na fajki (które zresztą są mi średnio potrzebne, bo nie palę).

Oczywiście, jeśli przyjdę do radia i powiem: „Dzień dobry, panie redaktorze czy kim pan tam jesteś, mam chęć i zaparcie do gadania w pustkę, chciałbym robić z ludzi głupków za pana pieniądze”, nikt mnie nie weźmie. Jeśli przyniosę pomysły bardziej obrośnięte w szczegóły, moje szanse na dostanie tej fuchy odrobinę (aczkolwiek nieznacznie) wzrosną.
Wypiszę więc kilka swoich pomysłów na eterowe (eteryczne?) cykle wkrętek, inaugurując tym samym kategorię Mios Ideas, w której będę zamieszczał właśnie koncepcje na wszystko.
 
 

Czytaj dalej „Wkrętki w eterze”

Poradnik pozycjonowania bloga dla skończonych melepetów

Zanim przejdę do właściwej treści, wyjaśnię, że słowo „melepeta” w tym miejscu i kontekście oznacza absolutnego ignoranta. O pozycjonowaniu wiem odrobinę więcej niż nic, dlatego również kwalifikuję się jako melepeta i to taki pełną gębą. Właśnie dlatego postanowiłem napisać post o pozycjonowaniu. Eksperci może i posiadają ogromną wiedzę o windowaniu naszej strony w rankingach Google’a, ale często brakuje im podstawowych informacji na temat ludzkiej niewiedzy. Ja natomiast jako ignorant jestem w stanie lepiej pojąć to, jak wielu rzeczy zwykły człowiek może nie rozumieć.

A zresztą jeśli chodzi o ekspertów… Większość z nich jest znawcami samozwańczymi, więc może się okazać, że też zaliczają się do melepetów. Mam wrażenie, że już nie ma w polskiej sieci bloga, na którym nie pojawiłby się przynajmniej jeden post uczący trudnej sztuki zdobywania linków. To jest taka moda, to jest takie must have. I jednocześnie kolejny powód powstania tego posta.

Czy wpis, który właśnie czytasz, jest wiarygodny? Oczywiście, że tak. Znajdziesz w nim te same informacje, co w czterdziestu innych wpisach na ten temat wyświetlających się wysoko w wyszukiwarce Google. Naprawdę dużo czytałem w sieci o pozycjonowaniu i zaufajcie mi, wszyscy i wszędzie piszą to samo. Czytaj dalej „Poradnik pozycjonowania bloga dla skończonych melepetów”

Nie wierzę, że oni w to wierzą

Na swój sposób religia jest moim hobby. Interesuję się wszystkim w co ludzie byli i są w stanie uwierzyć, a przede wszystkim zastanawiam się nad tym, czy gdzieś jest granica. Czy możliwe jest wymyślenie wiary tak kretyńskiej i pokrętnej, że nie znajdą się na świecie ludzie gotowi ją wyznawać? Coś w rodzaju kościoła Latającego Potwora Spaghetti tylko stworzonego na poważnie (oczywiście „wyznawcy” LPS twierdzą, że ich wiara jest całkiem serio, ale w tym właśnie tkwi clue ich dowcipu). Kilka religii, tudzież sekt, które wypiszę poniżej skłania mnie do przekonania, że w odpowiednich okolicznościach odpowiedni ludzie (słabi? łatwowierni?) kupią wszystko. Jakie są te odpowiednie okoliczności? Cóż, na pewno tę największą, religijną bzdurę, którą chcesz sprzedać innym, powinieneś traktować poważnie. A później to już jak w każdym innym biznesie – ciężka praca i siła przebicia… Czytaj dalej „Nie wierzę, że oni w to wierzą”

Matki kontra standuperzy

Powiedzieć, że trwa nagonka medialna na standuperów to spore wyolbrzymienie. Trwa co najwyżej mikronagoneczka, maleńkie polowanko, tycia-tycia obławka. Zjawisko Stand-upu jest zwyczajnie zbyt mało znane, żeby można było mówić o jakichkolwiek zmasowanych atakach. Kiedy jednak jakakolwiek osoba powiązana ze środowiskiem kabaretowym pojawi się w radiu albo telewizji, z miejsca informuje, że stand-up jest przesycony tekstami o kupie, sikach, rzygach i innych wydzielinach, z których najmniej obrzydliwa to gluty. Bo zgadza się, znaczy ja się zgadzam… Standuperzy zdecydowanie zbyt często sięgają po tematykę fekalną. I przeszkadza mi to nawet u osławionego i niemalże czczonego na naszych ziemiach Abelarda Gizy. Nie podoba mi się jego monolog o publicznych toaletach, bo wali od niego gównem na kilometr. Sprawę pogarsza fakt, że Giza naprawdę dobrze odgrywa swoje teksty. Przez jego doskonałe aktorstwo zapach kału zostawionego na publicznej porcelanie staje się niemal realny. I mam gdzieś, że Abelard jet uważany w naszym kraju za największego i najwspanialszego. A on prawdopodobnie ma gdzieś, co ja uważam. Czytaj dalej „Matki kontra standuperzy”

Sprawdź ofertę występu z żartami na temat branży. Stand-up na imprezę firmową