Wbrew pozorom jednak istnieje coś takiego jak ciekawostki gramatyczne

hungarian alphabet

Ostatnio, jakieś dwa tygodnie temu, zacząłem się uczyć języka węgierskiego i jak na razie zakładam, że doprowadzę to dzieło do końca, czyli do momentu, w którym będę po madziarsku mówił biegle. Pewnie część z Was, drodzy czytelnicy zaczyna się zastanawiać, po jaką cholerę jest mi ten pokręcony i całkowicie niezrozumiały język. Pewnie niektórzy zaczynają snuć domysły, że planuję się zatrudnić w jednej z korporacji dających zawrotne premie za władanie niszową i mało popularną mową. Nic z tych rzeczy… Odpowiedzi jest kilka. Częściowo chcę poćwiczyć mózg. Częściowo chcę dorzucić jeszcze jeden element do swojej wypielęgnowanej i szczęśliwie rosnącej opinii dziwoląga. Częściowo uruchomiła się u mnie ambicja, żeby w ciągu dwóch lat móc pojechać do Budapestu i wystawić jakieś dziesięć minut stand-upu po węgiersku.

Czyli można powiedzieć, że ta nauka jest mi po nic..

Czytaj dalej „Wbrew pozorom jednak istnieje coś takiego jak ciekawostki gramatyczne”

A zeżryjcie sobie ten papier

Od jakiegoś czasu jestem szczęśliwym posiadaczem czytnika ebooków marki Prestigio. Nawet się zastanawiałem nad kupnem droższego i paradoksalnie bardziej prestiżowego niż Prestigio Kindla, ale ostatecznie skąpstwo, które zawarło chytry sojusz z lenistwem, wygrało. Kupiłem czytnik i jestem nawet zadowolony. Czasami trochę wolno przeładowują się strony, czasami odrobinę się zawiesza, ale spełnia swoją funkcję. A mianowicie da się na nim czytać jednocześnie nie niszcząc sobie oczu sztucznym światłem tradycyjnego wyświetlacza. Jest to dla mnie bardzo istotne, bo dzięki uldze, jaką moim ślepiom daje Prestigio, mogę sobie dłużej nadwyrężać siatkówkę oglądając seriale i pisząc blogi. Czytaj dalej „A zeżryjcie sobie ten papier”

Jajecznica z pozytywnym truciem

Byłem wczoraj w Warszawie, spałem w hostelu i zamiast spożyć na śniadanie bułkę z parówką w formie colddoga, tak jakbym to zrobił zazwyczaj, zacząłem włóczyć się po okolicach Nowego Świata i ostatecznie wylądowałem w jakiejś małej, ale ekskluzywnej knajpce i kierowany prawdopodobnie chwilowym zaćmieniem umysłu spożyłem podejrzanie drogą jajecznicę (za smażone, bełtane jajka i sok ze świeżych pomarańczy zapłaciłem prawie tyle co za nocleg).

Knajpka spoko, jajecznica jak na swoją cenę niezła. Natomiast mocno mnie ciekawiło i lekko irytowało zachowanie obecnych na sali właścicieli. Była ich dwójka, młode małżeństwo albo przynajmniej para. Okazywali mi, jako klientowi, tak dużo życzliwości i tak ogromne zainteresowanie, że wręcz czułem się przytłoczony i osaczony. Czytaj dalej „Jajecznica z pozytywnym truciem”

Motywacja na motywach

„Festiwal komediowy imienia Tomka Biskupa właśnie dobiegł końca. Wielkie święto smutnego śmiechu trwało przez jedenaście miesięcy (przyszłoroczna edycja zaczyna się już za miesiąc). Podczas tej imprezy mogliśmy zobaczyć komików z całego świata, były też eventy powiązane bezpośrednio z mistrzem. Zobaczyliśmy ekranizację jego życiorysu z niedawno wskrzeszonym Hugh Grantem w roli tytułowej, pewna lekko niedorozwinięta dziewczynka przez trzy miesiące non stop recytowała jego bloga, a w ostatnich dniach odbyły się wybory najlepszego sobowtóra Biskupa. Zwycięzca – Mariusz Kędziel – mówił, że najtrudniej było mu uzyskać wyraz twarzy wypłoszonego wampira. Aby doprowadzić do perfekcji przygarbienie przez trzy miesiące z rzędu nosił w rękach ciężarki. Jako nagrodę otrzymał statuetkę z blachy falistej i wycieczkę objazdową po księżycach Saturna…”

Nie, nie porąbało mnie. Moje ego też trzyma się nieźle (tzn. gdzieś pomiędzy lekką niepewnością a megalomanią). To coś, powyżej to jest ćwiczenie motywacyjne, a raczej jego fragment. Ćwiczenie polega na napisaniu artykułu o samym sobie, ale z przyszłości. Czytaj dalej „Motywacja na motywach”

Duma do dupy

Nie rozumiem uczucia dumy. Znaczy rozumiem, bo dopiero co sam napisałem, że jestem z siebie dumny (na końcu przedostatniego posta). Natomiast w ogóle nie jestem w stanie pojąć tych specyficznych przypadków, kiedy ludzie są dumni z nieswoich osiągnięć.

Dlaczego kibice dostają ciężkiego pokurwienia i szaleją po zastawionych czipsami stolikach jak biało-czerwone małpy, kiedy kilkunastu całkowicie nieznanych im facetów pakuje skórzaną kulkę w siatkę umownie przyporządkowaną innej grupie facetów? Czytaj dalej „Duma do dupy”

Ścinki z dawno porzuconego bloga

Raczej o tym nie mówię, nie piszę i nawet rzadko wspominam w myślach, ale oprócz tego bloga założyłem jeszcze kilka innych. Ze dwa lub trzy nawet przez jakiś czas rzetelnie prowadziłem. Najdłużej chyba bloga, który miał za cel jedynie trening pisania. Znalazły się tam zawrotne ilości chłamu, krótkich historyjek i bezsensownych zlepków zdań napisanych na wylosowane słowo. Nie będę się więc chwalił tym blogiem w całości, natomiast jeden post w dalszym ciągu na tyle lubię, że jestem skłonny go opublikować tutaj.

Pisałem kiedyś, że lubię filmy uroczo popieprzone. Zaliczam do nich wszystkie produkcje opowiadające dziwne historie nietypowych indywiduów i epatujące surrealistycznym, nienachalnym humorem. Wbrew pozorom jest ich całkiem sporo: „Śniadanie na Plutonie,” „Wszystkie odloty Cheyenna,” „Chłopak do towarzystwa,” „Forest Gump.” Od dzisiaj w pewnym sensie będzie o jeden więcej. Wymyślę sobie własną fabułę nowego filmu uroczo popieprzonego.

 
Pierwsze ujęcie to obraz ogromnej rezydencji. Kamera oddala się, ukazując rozłożyste skrzydła budynku, a także bardzo duży ogród oraz puste cokoły po rzeźbach. Następne ujęcie przenosi nas do środka. Widzimy pustą salę balową. Czytaj dalej „Ścinki z dawno porzuconego bloga”
Sprawdź ofertę występu z żartami na temat branży. Stand-up na imprezę firmową