Lumbersexual – człowiek drwaloseksualny

large_10969823453

Jeszcze jestem studentem, spędzam wakacje w schronisku górskim, które niewiele później przejmie mój wujek. Mam tutaj dobre konszachty. Schroniskiem zarządzają znajomi, więc noclegi odrabiam pracą. Nie zaszkodzi mi, bo w czasach, o których mowa jeszcze jestem czystą ścierką nie skażoną plamami uczciwego zapierdolu. Tak się składa, że ja i moi koledzy mamy pomagać lokalnemu drwalowi w transportowaniu jakichś porżniętych bali drewna na górę. Drwal Józef przychodzi po nas około jedenastej. Wionie wódą tak, że aż świerki więdną. Jest obły, a na gębie czerwony. Nogi i dół swojego wielkiego kałduna, prawdopodobnie skrywającego srogi drwalski kaloryfer, wraził w workowate spodnie, które są drastycznie zbyt krótkie i zdecydowanie sprawiają wrażenie jakby je nosił od dwunastego roku życia. Na dodatek non stop. Uzębienie drwala jest delikatnie mówiąc niekompletne. Być może ze względu na prześwity w uśmiechu, być może ze względu na krążący w żyłach alkohol, a być może po prostu przez lekkie upośledzenie umysłowe, drwal bełkocze. Jedynym słowem, które wymawia w miarę wyraźnie, jest siarczysta góralska „kurwa”. Z trudem i wspólnymi siłami domyślamy się, co i właściwie w jakim języku do nas mówi. Ostatecznie zakładamy, że drwal chce, żebyśmy za nim szli. Idziemy. Drwal Józef z przodu, my za nim. Ale to tylko z początku, bo drwal Józef bez żadnego skrępowania radośnie sobie popierduje. Zgodnie wyprzedzamy drwala i zastanawiamy się, czy aby jednak nas nie stać na opłacenie noclegu… Czytaj dalej „Lumbersexual – człowiek drwaloseksualny”

Dlaczego polski stand-up nigdy nie będzie taki jak amerykański?

flaga1

Wbrew pozorom ten tekst nie będzie krytykował polskiego stand-up, ale polską geografię. Nurt komedii stojącej rozwija nam się w kraju bardzo prężnie i bardzo szybko (nie wiem, czy aż nie za szybko). Większość mikrofonolubnych komików patrzy z uwielbieniem i swojego rodzaju podziwem na światową stolicę wszystkiego, czyli na Stany Zjednoczone, w których stand-up najbardziej rozrósł się i rozbuchał. W Junajtet Stejts of faking Amerika żyją setki stand-uperów, którzy pomimo faktu trudnienia się tą samą formułą, mocno się od siebie różnią. Są komicy mali, chudzi, duzi, grubi. Okupują najróżniejsze, nawet mocno dziwne nisze (raz nawet trafiłem w sieci na chłopaka, który przedstawiał się jako „Jedyny niepełnosprawny, azjatycki komik na południu Stanów Zjednoczonych” [Niestety nie mogę skurczysyna znaleźć na nowo]). Krótko mówiąc, jeśli wymyślisz sobie, że chciałbyś takiego a takiego komika, to go znajdziesz. Jak to kiedyś powiedział Tarrantino ustami Cheta z ” Od Zmierzchu do świtu”: „Smelly pussy, we got hairy pussy, bloody pussy, we got snappin’ pussy, we got silk pussy, velvet pussy, Naugahyde pussy, we even got horse pussy, dog pussy, chicken pussy! Come on, you want pussy, come on in, pussy lovers! If we don’t got it, you don’t want it!” (Wystarczy podmienić sobie słowo pussy na wyraz comedian i wszystko będzie pasować.)  Czytaj dalej „Dlaczego polski stand-up nigdy nie będzie taki jak amerykański?”

Pomiędzy Halloween a świętem trupa

grób

Pierwszego listopada zmarli rzekomo wstają z grobu. Babcie ożywają jakiś tydzień wcześniej. Kobiety, które prawdopodobnie od Wielkanocy nie opuściły swoich mieszkań przypominających grobowce omyłkowo przystrojone zeżartymi przez mole chodnikami i wyblakłymi zasłonkami, wyruniają się stadami na ulicę, by nawiedzać tramwaje. I nagle okazuje się, że w każdym kurwa kierunku Krakowa jest jakiś cmentarz! Nagle każdy autobus zaczyna przypominać objazdową kwiaciarnię, której oferta została zawężona do chryzantem, jarmużu i czegoś co zapachem bardzo mocno przypomina naftalinę. Ty już sobie posiedziałeś, a co więcej właśnie stałeś się ruchomą poręczą, po której nestorki będę się wspinać do autobusu jak stetryczałe małpy. Czytaj dalej „Pomiędzy Halloween a świętem trupa”

Kilka koncepcji na postacie z (do) sitcomów

Postacie pojawiające się w skeczach często się ciekawe, ale jednowymiarowe. Z kolei osobowości zaludniające świat seriali komediowych muszą być skomplikowane, muszą posiadać warstwy. Przecież twórcy humorystycznych tasiemców planują eksploatować zawiłości bohaterów przez dłuższy czas, docelowo przez lata. Zauważyłem, że dobra postać komediowa powinna być dziwna na kilku różnych poziomach, powinna posiadać kilka cech, które kontrastują ją ze światem normalnych ludzi. Oczywiście charakterystyki powinny też ze sobą współgrać, a jedną z nich z reguły można wyróżnić jako dominującą.

Joey Tribiani z legendarnego serialu „Przyjaciele”, który z jakiegoś powodu nigdy mnie nie wciągnął, jest przede wszystkim leniem, czekającym aż wymarzona rola spadnie mu z nieba. Często jednak najbardziej zauważalną cechą tej postaci wydaje się być jej wręcz bezgraniczna głupota. Joeya dopełniają wprost absurdalne powodzenie u kobiet, z którego bardzo chętnie korzysta, oraz jedenasty punkt jego prywatnego dekalogu, czyli „Joey doesn’t share food”. Czytaj dalej „Kilka koncepcji na postacie z (do) sitcomów”

Zwięzła historia kinematografii domowej na ziemiach polskich

Niektórym, zwłaszcza tym urodzonym w epoce dvd, pewnie ciężko w to uwierzyć, a niektórzy pamiętają te czasy aż nazbyt dobrze. Kiedyś naprawdę wybór filmów do obejrzenia na wieczór zawężał się do polskiego starocia proponowanego przez telewizyjną jedynkę, nadętego dzieła na dwójce i holywoodzkiej nowości sprzed trzech lat serwowanej przez lokalne kino, drogę do którego trzeba było opłacić zmarznięciem oraz solidnym ubłoceniem sobie butów. Mieszkańcy dużych miast, takich jak Warszawa, Kraków, Łódź, Łomża (wtedy jeszcze kwalifikowała się jako miasto wojewódzkie, więc duże) mieli odrobinę łatwiej. Z reguły wybór ich potencjalnych pozycji filmowych wzbogacony był o parę pierwszej świeżości nowości puszczanych w kilku lanserskich kinach, w których już nawet serwowano popcorn. Czytaj dalej „Zwięzła historia kinematografii domowej na ziemiach polskich”

Czy poczucie humoru świadczy o inteligencji?

Od czasu do czasu spotykam się z poglądem, że poczucie humoru jest jedną z oznak inteligencji. Czy ja się z tym zgadzam? Jedynie częściowo. Te dwie cechy rzeczywiście często idą w parze. Chociażby dlatego, że obydwie są zaletami. Nawet największy baran i ponurak wydaje się mieć obydwóch tych przymiotów pod dostatkiem. Niewiele jest na świecie osób, które szczerze i bez żadnej autoironii uważają się za idiotów. Niewielu ludzi też przyzna się do braku poczucia humoru. Pod tym względem więc, w wyimaginowanym świecie własnego mniemania o sobie samym, duże poczucie humoru faktycznie nieodłącznie towarzyszy znacznej inteligencji.

Już kiedyś pisałem o tym, że pod określeniem „poczucie humoru” tak naprawdę kryje się kilka różnych terminów.  Poczucie humoru ma więc ktoś, kto jest w stanie zrozumieć opowiedziany dowcip i co więcej, zareagować na niego śmiechem. Poczucie humoru posiada również osoba, która opanowała niezwykłe umiejętności wymyślania żartów na poczekaniu, humorystycznego komentowania rzeczywistości oraz celnego i błyskawicznego ripostowania. Czytaj dalej „Czy poczucie humoru świadczy o inteligencji?”

Sprawdź ofertę występu z żartami na temat branży. Stand-up na imprezę firmową