Sam w to chyba nie wierzę, ale ten wpis będzie traktował o uczuciach, a konkretnie o jednym z nich. Tak się jakoś złożyło, że ludzkość nie tylko ponazywała atakujące ją emocje, ale także podzieliła na dwie grupy – jak to zwykle bywa, na dobre i złe. Miłość, życzliwość, ufność, podziw to te, które w sobie rozwijamy i pielęgnujemy, natomiast rozdrażnienie, gniew, rozczarowanie, zazdrość i wiele wiele innych odpychamy od siebie, oddalamy, wykopujemy dołek, wrzucamy doń i przysypujemy piaskiem.
Z jednej strony normalna rzecz, bo nikt nie lubi być smutny, nikt nie lubi się męczyć, siedzieć w koncie (błąd celowy z pozdrowieniami dla Szymona Kabacińskiego) chlipiąc i myśląc o poziomie własnej beznadziei. Z drugiej strony gdyby wściekłość, frustracja i rozczarowanie zniknęły, nic nie pchałoby nas do przodu, stalibyśmy się dziwnymi stworkami podobnymi do Elojów z Wellsa. Cały dzień miotalibyśmy się w pozytywnej euforii, dając sobie prezenty bez powodu. Czytaj dalej „Siedemdziesiąty post ogólnie, pierwszy o zazdrości”
Autor: Tomek Biskup
Czym różni się stand up od monologu?
Kontynuując trend z poprzedniego posta będę zagęszczał ilość stand up’u na blogu, który stand up ma w nazwie. Często, kiedy już zdarzy mi się pochwalić, że zajmuję się między innymi tą formą komedii, zostaję zasypany masą pytań. Co to takiego jest? Z czym to się je? Oraz z reguły na końcu – czym to się właściwie różni od monologu? Nie będę ukrywał, że z tym ostatnim miewam problem. Postaram się więc znaleźć odpowiedź, nie tylko po to, żeby mieć ją gotową, kiedy któraś dawno niewidziana ciotka zacznie wypytywać, ale też dla siebie.
Przede wszystkim, stand up jest monologiem, ale nie każdy monolog jest stand up’em. Przypadki stand up’u, którego nie można nazwać monologiem zdarzają się rzadko, a konkretnie, natknąłem się tylko na jeden – bliźniaków Sklar. Ci panowie występują we dwóch, ale mają uwspólnione spojrzenie na rzeczywistość i ogólnie zachowują się jakby byli jedną osobą (jednojajowi to im łatwiej). Czytaj dalej „Czym różni się stand up od monologu?”
Najnowsze, aczkolwiek trochę już ośniedziałe resztki
W nazwie strony stoi wyraźnie „Stand up i inne takie”, a stand up’u ostatnio nie widać tu ani na lekarstwo. Nie ma go w tym momencie zbyt dużo, ani na blogu, ani też w moim życiu (no może poza oglądaniem innych komików na YT). Kalendarz wprawdzie mam całkiem ładnie wypełniony, zajętych terminów sporo, ale żaden z nich nie jest moim solowym występem. Dlaczego? Wakacje. Stand up najlepiej wychodzi w knajpach, a teraz większość ludzi wybiera ogródek piwny bądź zwyczajnie łąkę, piwo i strach przed gadzinami ze straży miejskiej. W maju standupowałem całkiem sporo, w czerwcu też trochę. Sam sobie nakręcałem te występy, dużo dzwoniłem. Im bliżej było do wakacji, tym częściej słyszałem od właścicieli i menagerów knajp, że chętnie, ale raczej na jesieni, bo teraz większość ludzi wybiera ogródek piwny bądź zwyczajnie łąkę, piwo i strach przed gadzinami ze straży miejskiej. Postanowiłem więc odłożyć dzwonienie do września. To dziwne, że się zniechęciłem, bo gdyby ktoś kazał mi wypisać pięć moich największych zalet, to upór miałby miejsce pierwsze. Najwyraźniej napisałbym nieprawdę. Czytaj dalej „Najnowsze, aczkolwiek trochę już ośniedziałe resztki”
Bóg – dobry ojciec
Postać B
oga (piszę z dużej, bo jest to rzeczownik własny, a poza tym mam taką fantazję) często jest zestawiana z określeniem „dobry ojciec”.
Kiedy myślę „dobry ojciec”, widzę sympatycznego gościa koło czterdziestki piątki. Ma mały brzuszek i zmęczony wyraz twarzy, bo autentycznie i szczerze wypruł żyły, żeby jego dzieci mogły chodzić na studia i jeździć na żagle. Ma pracę nieźle, ale nie bardzo dobrze płatną. Bo prace bardzo dobrze płatne są przecież ryzykowne, a on nie chciałby zostać bez środków na utrzymanie swojego syna i córki. Czytaj dalej „Bóg – dobry ojciec”
Karramba – raper, katolik, niewiarygodny szowinista
Dzisiaj dziwi mnie internet, a konkretnie raper, którego tylko tam można spotkać. Karramba jest jednym z wielu przykładów zaprzepaszczonej kariery, bo startował niemal równolegle z Liroyem. Kiedyś, w zamierzchłych czasach mojej podstawówki jego kawałek o zamaszystym tytule „Pocałuj mnie w dupę” można było usłyszeć na każdej wiejskiej potańcówce. Czytaj dalej „Karramba – raper, katolik, niewiarygodny szowinista”
Świadomości strumień z Mulatki
„Ełk, Ełk, Ełk.” – miasto, którego nazwa mogłaby być odgłosem paszczowym rzadkiej odmiany foki. Mimo to ładne. W każdym razie kiedy idziesz promenadą, albo przepływasz po jeziorze rowerkiem wodnym wystylizowanym na samochód retro. Jeśli opuścisz wymuskane pod gusta niemieckich turystów centrum i wejdziesz w osiedla, przywitają cię odrapane bloki i całkiem duża ilość smutnych twarzy (też często odrapanych). MULATKA jest jednym z najlepszych przeglądów kabaretowych w Polsce. Nie ma zawrotnej renomy PAKi, nie posiada dwudniowej relacji telewizyjnej jak RYJEK, ale ma jezioro. Właściwie nawet cztery, bo tyle ich znajduje się na terenie miasta Ełk. Poza tym odbywa się na przełomie lipca i sierpnia. Można przyjechać, opalić się, napić piwa na plaży z dawno niewidzianymi znajomymi i ewentualnie obejrzeć kilka kabaretów.
Pierwszego dnia nie oglądam właściwie nic. Za mną nieprzespana noc w pociągu i nie mam siły na kilka godzin fantastycznej zabawy, paroksyzmy śmiechu i odkrywanie nowych talentów, które być może za parę lat staną się legendami polskiej estrady. Czytaj dalej „Świadomości strumień z Mulatki”