Takie tam hobby…

Tak, jestem ateistą. Uważam, że nie ma żadnej siły wyższej, że nikt, żadna wielka, opiekuńcza mama (czy tam tata) nie siedzi w niebie i nie przygląda się naszym losom. Uważam, że do powstania religii przyczyniła się napędzana strachem wyobraźnia jakiegoś neandrtalczyka, który drżał z lęku, że go piorun jebnie. Uważam też, że skoro już parę stuleci temu dowiedzieliśmy się, jak powstają błyskawice, to nie musimy dłużej podtrzymywać wiary w fikcyjne stworki, które niby błyskawicami z wysokości miotają.

Ponadto, jestem też jednym z tych ateistów. Z tych nielubianych, wyszydzanych, którzy poświęcają swój czas na lajkowanie na Facebooku cytatów z Richarda Dawkinsa. Tak, wszystko wskazuje na to, że jestem ateistycznym pieniaczem. Głośno komentuję wiarę religijną jako przejaw głupoty (jeden z moich kolegów posuwał się dalej – twierdził, że jest to rodzaj upośledzenia umysłowego) i nie przepuszczę okazji, żeby wdać się w nieprowadzącą donikąd dyskusję z osobą wierzącą. Kiedy słyszę słowo bóg, wypowiedziane z tą szczególną tkliwością wiernego, coś we mnie zaczyna ryczeć i wierzgać i dosyć często wypuszczam to coś na zewnątrz. Czytaj dalej „Takie tam hobby…”

Zarządzanie czasem dla Aborygenów

Często zdarza się, że przedstawiciele kultur pierwotnych, do których można zaliczyć Aborygenów, Indian południowoamerykańskich, afrykańskich Kikujów i kilka innych ciekawostek etnologicznych, postanawiają zasmakować cywilizacji zachodu i przeprowadzają się do dużych, tętniących życiem miast. Tam napotykają na różne problemy, takie jak przepisy ruchu drogowego, konieczność posiadania pieniędzy i właśnie zarządzanie czasem.

Ten post przeznaczony jest dla Aborygenów, którzy postanowili opuścić step, czy gdzie oni tam mieszkają i spróbować rozwinąć skrzydła na szerokich niebach korporacyjnych perspektyw. Drogie dzikusy, najprostsza droga do sprawnego zarządzania czasem wiedzie przez zrozumienie kilku koncepcji poniżej. Czytaj dalej „Zarządzanie czasem dla Aborygenów”

Splin

śledzionaW momencie, w którym opublikowałem pierwszy post z kategorii Ścinki, twierdziłem, że dział ów będzie zawierał tylko i wyłącznie odrzuty ze stand upu. To już częściowo zmieniło się samoczynnie, bo do Ścinków wrzuciłem zarówno jakieś wypociny ze slamów jak i skecze. Całkowicie, świadomie i ostatecznie zmieniam te warunki teraz. Stand up nie bardzo nadaje się do czytania to po pierwsze, a po drugie mnie samemu publikowanie tutaj nieudanych monologów wydaje się cholernie nudne, więc co muszą myśleć/czuć czytelnicy?

Od tej pory Ścinki będą oficjalnie zbiorem różnych, lekko koślawych rzeczy, które w życiu napisałem. A koślawych rzeczy skroiłem w życiu bardzo dużo, bo też swoje chronicznie niespełnione ambicje literackie zacząłem przejawiać w wieku dziewięciu lat. Czytaj dalej „Splin”

Bezsenność na raty

Piąta siedem, rano, bo po południu przecież byłaby siedemnasta. Idę przez dworzec w Katowicach, jem kanapkę zakupioną w jakiejś drogiej budzie. Przystaję, żeby porozmawiać z młodymi Niemcami, którzy leżą na podłodze. Jakimś łutem szczęścia zgaduję, że to są Germańcy, a nie Rumuni. Naród zwycięzców zalega na ziemi, kto by pomyślał. Pogadałbym jeszcze, ale nie jestem na dworcu dla przyjemności, a pociągi raczej nie mają w zwyczaju czekać. Wsiadam, jadę do Krakowa, śpię jakieś trzy godziny. Czytaj dalej „Bezsenność na raty”

Kabaretowe popijawy

Dla niektórych realizacje telewizyjne to ciężka praca. Główni prowadzący, reżyserka, inspicjenci, kamerzyści i im podobni muszą być w pogotowiu przez około dwanaście godzin prób i nagrań. Jeśli zdarzy mi się być na nagraniu (a ostatnio na szczęście mi się zdarza) z reguły się obijam. Nie znaczy to, że jestem leniwy ani, że nie wykonuję powierzonej mi roboty. Po prostu mam jej mniej. Jestem mało istotnym pionkiem (pionek może się stać istotny, tylko kiedy bije króla:), który wychodzi na scenę maksymalnie cztery razy w ciągu programu i to z reguły w niewiele znaczących celach, takich jak podanie komuś listu, albo nierówne tańczenie w tle niezwykle ważnych wydarzeń (takich jak napisy końcowe). [Swoją drogą dziwne, że biorąc pod uwagę moje ruchy paralityka i wyczucie rytmu na poziomie głuchego artylerzysty, dalej mnie do tych czynności wyznaczają.]

Czytaj dalej „Kabaretowe popijawy”

Ojoj, jakie ciężkie czasy

„Ciężkie czasy”, „Panie teraz ciężkie czasy są”, „Kryzys jest”, Kryzys idzie”, „Dzisiaj ciężko” – takie zdania i ich równoważniki często słyszę. Siedząc w autobusie i czytając książkę na moim nowym, szpanerskim czytniku, stojąc w kolejce w warzywniaku za jakąś babą, która jednocześnie wykupuje pół asortymentu i narzeka, że kiedyś to było lepiej (wtedy pewnie by kupiła też sklepik), czasem nawet na przejściu dla pieszych wyłapuję te słowa, tą można powiedzieć sromotną mantrę czy też przesraną litanię.

Jeśli jesteś osobą narzekającą, jeśli jesteś jednym z tych ludzi, którzy powtarzają ogólnopolskie czy też nawet ogólnoludzkie hasło: „Panie, ciężkie czasy”, mam do Ciebie jedno proste, trywialne, oczywiste pytanie. Czytaj dalej „Ojoj, jakie ciężkie czasy”

Sprawdź ofertę występu z żartami na temat branży. Stand-up na imprezę firmową