Odezwa do kabareciarzy młodych i średniego wieku

Właśnie odkryłem, że tęsknię. Tęsknię za kabaretem przeglądowym. Za kabaretem, który dzieje się na scenie i jest stworzony pod kątem sceny. Za kombinowaniem, za kreatywnością i wolnością. Za tym, że kabarety na festiwalach naprawdę próbują zaskoczyć widza. Tęsknię za tym, że siedzisz na widowni i nie wiesz, z której strony coś Cię jebnie… Czy następny numer będzie pantomimą, nad którą bynajmniej niepantomimiczni wykonawcy pracowali przez ostatnie pół roku? Czy wejdą od tyłu i zaczną skakać pomiędzy rzędami? A może po prostu zagrają dobry numer, bardzo dobry numer, który nie jest potwornie śmieszny i na pewno nie wypadnie dobrze w telewizji, ale cholernie zapada w pamięć…  Czytaj dalej Odezwa do kabareciarzy młodych i średniego wieku

Komedia Sceniczna w Polsce – garść proroctw oświeconych

one man show

Jakiś czas temu ogłosiłem się ekspertem od komedii. Nikt nie zaprzecza, więc chyba faktycznie nim jestem. Zaczynam jednak odczuwać niedosyt i postanowiłem posunąć się o krok dalej. Od dzisiaj jestem jasnowidzem od żartów i zamierzam pisać nie tylko o tym, co było, ale również tym, co będzie. Na przestrzeni kilku najbliższych lat przewiduję następujące zmiany na polskiej estradzie: Czytaj dalej Komedia Sceniczna w Polsce – garść proroctw oświeconych

Co kabareciarz słyszy o kabareciarzach?

1.

Chłopak zapada się głęboko w klubowy fotel. Z głośników leci chillout, więc gość się chilluje. Jednocześnie trawi to, co właśnie usłyszał. Z niedowierzaniem drapie się po kopule czapki z daszkiem. To widocznie nie przynosi pożądanych efektów, więc zdejmuje czapkę i drapie się po nagiej już teraz głowie. Gość pracuje jako DJ gdzieś niedaleko. Zaczęliśmy gadać, bo nasze branże są do siebie podobne. Przynajmniej pozornie… Przed chwilą mu powiedziałem, że Kabaret Moralnego Niepokoju ma kilkanaście do dwudziestu występów miesięcznie. I że jego członkowie zarabiają na tym procederze naprawdę duże pieniądze (podałem szacunkowe kwoty, tutaj nimi jednak szastał nie będę…). DJ  jest w sporym szoku. Milczy i się czochra. Zaczynam się zastanawiać, czy aby nie dostał jakiejś swędzącej formy wylewu. W końcu się odzywa.

– I oni zawsze z tymi garnkami?

Teraz ja nie dowierzam. Ten tekst nie dochodzi do świadomości od razu. Nie przejmujcie się, za chwilę (prawdopodobnie) załapiecie. Czytaj dalej Co kabareciarz słyszy o kabareciarzach?

O czym rozmawiają mało znani kabareciarze w garderobie?

Przychodzimy. Spotykamy się w różnych miejscach, w garderobach dzielonych na “n” części – pomiędzy kilkunastu członków paru różnych kabaretów, albo przy barach w lokalach, które nawet nie mają garderób, bo też po co im, skoro te bary, puby powstawały po to, żeby lać ludziom piwo, a pomysł organizowania imprez artystycznych pojawił się dużo później.

Rzucamy kurtki na wspólny stos, zgodnie odwracamy wzrok, kiedy akurat przebierają się dziewczyny i cieszymy, że mamy garderobę z tymi, których w miarę lubimy, a nie tymi, których nie lubimy prawie wcale. Ktoś od czasu do czasu zażartuje z garderób w w amerykańskich filmach – indywidualnych pokoików z lustrem idiotycznie otoczonym żarówkami.

Czytaj dalej O czym rozmawiają mało znani kabareciarze w garderobie?

Nie jesteśmy kabaretem!

O różnicach między kabaretem, impro i stand upem pisałem wprawdzie niedawno, ale jest to temat rzeka, więc jeden post więcej i tak go/jej nie wyczerpie.

Ostatnio zwróciłem uwagę na fakt, że improwizatorzy bywają oburzeni, kiedy ktoś nazywa ich kabareciarzami. Wolą nazywać swoje zespoły grupami, co jest ok, bądź teatrami, co już moim zdaniem ok nie jest. Bo teatr to wzniosłość i rozmach. Słyszę teatr, widzę aktora, który bardzo sugestywnie tarza się po ziemi odgrywając szaleństwo Hamleta i jeszcze przy tym bardzo profesjonalnie opluwa sobie zapuszczoną do roli brodę. Widzę wielki budynek, reżyserów, latanie na lonżach, choreografię, scenografię i grę świateł. Więc bez obrazy, ale jeśli siódemka studentów uczelni technicznej, którzy łącznie stali na scenie trzy razy, każe nazywać się Teatrem Improwizacji, to sama prosi się o kpiny. Czytaj dalej Nie jesteśmy kabaretem!

Kabaretowe popijawy

Dla niektórych realizacje telewizyjne to ciężka praca. Główni prowadzący, reżyserka, inspicjenci, kamerzyści i im podobni muszą być w pogotowiu przez około dwanaście godzin prób i nagrań. Jeśli zdarzy mi się być na nagraniu (a ostatnio na szczęście mi się zdarza) z reguły się obijam. Nie znaczy to, że jestem leniwy ani, że nie wykonuję powierzonej mi roboty. Po prostu mam jej mniej. Jestem mało istotnym pionkiem (pionek może się stać istotny, tylko kiedy bije króla:), który wychodzi na scenę maksymalnie cztery razy w ciągu programu i to z reguły w niewiele znaczących celach, takich jak podanie komuś listu, albo nierówne tańczenie w tle niezwykle ważnych wydarzeń (takich jak napisy końcowe). [Swoją drogą dziwne, że biorąc pod uwagę moje ruchy paralityka i wyczucie rytmu na poziomie głuchego artylerzysty, dalej mnie do tych czynności wyznaczają.]

Czytaj dalej Kabaretowe popijawy